Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2008
| Dystans całkowity: | 1275.65 km (w terenie 197.90 km; 15.51%) |
| Czas w ruchu: | 52:15 |
| Średnia prędkość: | 24.41 km/h |
| Liczba aktywności: | 23 |
| Średnio na aktywność: | 55.46 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Na uczelnię i z powrotem.
Rower:54.83 km (8.70km teren) czas jazdy: 02:05 h AVS:26.32km/h
Na uczelnię i z powrotem. Później na sprawdzenie Treka. I szczerze mówiąc dostaję już powoli szału z tą obsuwającą się sztycą. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, to walić, będę wdzięczny za wszelkie sugestie. A ze swojej strony zrobiłem tyle: wymyłem benzyną ten smar, co mi dali, sztyca dostała proszkiem do prania, potem znowu benzyną, obejmę mimo, że jest ręczna dokręcam imbusem, widać chamskie zwężenie rury od zaciśnięcia obejmy na rurze, a jeszcze przetarłem lekko papierkiem ściernym od łatek rurę wewnątrz, żeby zachropowacić. Pomocy...
Wtorek, 13 maja 2008Kategoria .Romet.
Rower:2.88 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:10 h AVS:17.28km/h
Poniedziałek, 12 maja 2008Kategoria .Bridgestone., ..>100km, zz Foto zz
Wycieczka do Nowego Warpna
Rower:115.22 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:22 h AVS:26.39km/h
Pierwszy raz obudziłem się o 8:00. Kolejny pięć minut później. I tak aż do za piętnaście dziewiąta. Wstałem, umyłem się i wystawiłem na balkon szosę, żeby jej umyć napęd. W międzyczasie zadzwonił Krzysiek, żeby sprawdzić czy tym razem nie zaspałem, ale nie. ;) Przetarłem tylko z grubsza zębatki lekko i umyłem sam łańcuch, bo to i tak nie ma sensu, tego starego syfu nie da rady zebrać i już.
Zjadłem śniadanie i o 9:41 wystartowałem spod domu. Wcale nie czułem wczorajszego, czyli dobry znak. O 10:00 byłem na Głębokim, ale Krzyśka jeszcze nie było, więc postanowiłem zaliczyć podjazd pod Miodową. W połowie drogi minęliśmy się, ale krzyknąłem, że i tak dokończę. Zjechałem i ruszyliśmy.
Trochę byłem na początku niezadowolony, bo Krzysiek przyjechał na Meridzie z terenowymi oponami, ale kiedy za Pilchowem siadł mi na koło, okazało się, że jest spoko. W Tanowie skręciliśmy w lewo i za chwilę skierowaliśmy się na Tatynię. Niestety trasa prowadziła też przez 2x1300m bruku w Brzózkach. Tak się stało, że jakieś 6km przed Nowym Warpnem pękła mi szprycha w tylnym kole od strony napędowej, co zresztą widać na focie. Ale to i dobrze, bo pobawiłem się chwilę kluczem do centrowania i mogliśmy jechać dalej, a Krzysiek widząc, że to kaszka z mleczkiem, wreszice stwierdził, że woli żebym to ja mu wycentrował koło za free, a nie jakiś nieczuły mechanik. :D
Do Warpna dojechaliśmy na kilka minut przed 12:00, pokręciliśmy się chwilę i pocykaliśmy foty, zajechaliśmy do sklepu i skierowaliśmy się ku Szczecinowi. Droga powrotna odbyła się bez żadnych niemiłych niespodzianek. Niżej fotki z dzisiaj.
Ratusz o konstrukcji ryglowej z 1697r., Nowe Warpno
Kościół w Nowym Warpnie
Ja i moja szosa
Znak firmowy
Krzysiek i jego Merida
Szosowy szlak w Brzózkach..


Widok z przystani
Kozaczę
Zjadłem śniadanie i o 9:41 wystartowałem spod domu. Wcale nie czułem wczorajszego, czyli dobry znak. O 10:00 byłem na Głębokim, ale Krzyśka jeszcze nie było, więc postanowiłem zaliczyć podjazd pod Miodową. W połowie drogi minęliśmy się, ale krzyknąłem, że i tak dokończę. Zjechałem i ruszyliśmy.
Trochę byłem na początku niezadowolony, bo Krzysiek przyjechał na Meridzie z terenowymi oponami, ale kiedy za Pilchowem siadł mi na koło, okazało się, że jest spoko. W Tanowie skręciliśmy w lewo i za chwilę skierowaliśmy się na Tatynię. Niestety trasa prowadziła też przez 2x1300m bruku w Brzózkach. Tak się stało, że jakieś 6km przed Nowym Warpnem pękła mi szprycha w tylnym kole od strony napędowej, co zresztą widać na focie. Ale to i dobrze, bo pobawiłem się chwilę kluczem do centrowania i mogliśmy jechać dalej, a Krzysiek widząc, że to kaszka z mleczkiem, wreszice stwierdził, że woli żebym to ja mu wycentrował koło za free, a nie jakiś nieczuły mechanik. :D
Do Warpna dojechaliśmy na kilka minut przed 12:00, pokręciliśmy się chwilę i pocykaliśmy foty, zajechaliśmy do sklepu i skierowaliśmy się ku Szczecinowi. Droga powrotna odbyła się bez żadnych niemiłych niespodzianek. Niżej fotki z dzisiaj.
Ratusz o konstrukcji ryglowej z 1697r., Nowe Warpno
Kościół w Nowym Warpnie
Ja i moja szosa
Znak firmowy
Krzysiek i jego Merida
Szosowy szlak w Brzózkach..


Widok z przystani
Kozaczę
Niedziela, 11 maja 2008Kategoria .Bridgestone.
Dom-Głębokie-Dobieszczyn-Trzebież-Trzebież plaża-Tanowo-Szczecin.
Miało
Rower:89.14 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:56 h AVS:30.39km/h
Dom-Głębokie-Dobieszczyn-Trzebież-Trzebież plaża-Tanowo-Szczecin.
Miało być avs=27, potem 26, potem 25, ale jakoś nie wyszło. ;) Z Trzeszczyna do Pilchowa piłowałem z jakimś gościem na szosie na plecach, ale po początkowych 3km z v=37-38km/h i reszcie ~34km/h odpadł. I dobrze, bo bym się później pewnie zrzygał. :)
Miało być avs=27, potem 26, potem 25, ale jakoś nie wyszło. ;) Z Trzeszczyna do Pilchowa piłowałem z jakimś gościem na szosie na plecach, ale po początkowych 3km z v=37-38km/h i reszcie ~34km/h odpadł. I dobrze, bo bym się później pewnie zrzygał. :)
Sobota, 10 maja 2008Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Jazda z grupą rowerową
Rower:76.63 km (3.00km teren) czas jazdy: 03:21 h AVS:22.87km/h
Jazda z grupą rowerową w ramach zajęć WF. Tempo tragiczne, ale trudno. Wyszły dwa meetingi i WF zaliczony, więc nie narzekam. Dojechaliśmy do Trzebieży. Po drodze zwolniłem wyprzedzającego nas Krawca i tak pojechał z nami kilkanaście km. W drodze powrotnej wyminął nas koleś na Radonie podobnym do Silasowego, z tą różnicą, że miał na kierownicy owijkę. ;) Poniżej przykład oznakowania pionowego stosowanego w Trzebieży.
Piątek, 9 maja 2008Kategoria .Romet.
Na uczelnię i z powrotem.
Rower:2.84 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:11 h AVS:15.49km/h
Na uczelnię i z powrotem. A Romet już sie sypie. Tylna zębatka kołysze się na boki, łańcuch przeskakuje, a lewe ramię korby ma olbrzymi luz. A nowy napęd, tylne koło i robocizna jakieś trzy lata temu kosztowały około 130zł, to aż strach się bać jaki haracz trzeba za to będzie zapłacić teraz.
Czwartek, 8 maja 2008Kategoria .Bridgestone., .Romet.
Najpierw na uczelnię i z powrotem,
Rower:62.87 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:26 h AVS:25.84km/h
Najpierw na uczelnię i z powrotem, potem szosą do Polic i z powrotem.
Lasek Arkoński, Wkrzańska,
Rower:52.38 km (30.80km teren) czas jazdy: 02:35 h AVS:20.28km/h
Lasek Arkoński, Wkrzańska, Głębokie, etc., a później na szachy, uczelnię i do domu.
Wtorek, 6 maja 2008Kategoria .Romet., .Bridgestone.
Najpierw na uczelnię i z powrotem,
Rower:80.12 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:58 h AVS:27.01km/h
Najpierw na uczelnię i z powrotem, potem szosa z Kulą, Silasem i Krzyśkiem, w tym m.in. słodka czołówka z Silasem, ale o tym już buzia na kłódkę ;) oraz jazda na kole za gościem, który popindalał po szosie góralem 38km/h, czyli mega szybciej niż my.
3k dzisiaj pękło.
3k dzisiaj pękło.
Niedziela, 4 maja 2008Kategoria .Wheeler., ..>100km, zz Foto zz
Wycieczka do Kołbacza
Rower:100.12 km (0.20km teren) czas jazdy: 03:47 h AVS:26.46km/h
Oficjalny plan na dzisiaj był taki, że jedziemy razem z Krzyśkiem i Tomkiem do Schwedt. Jednak, hej witamy w rzeczywistości, gdzie nie zawsze wszystko idzie zgodnie z wcześniejszymi założeniami. Zaspałem. Zadzwoniłem do Krzyśka i też go obudziłem, i niestety powiedział, że nie jedzie. Whatever, ja i tak jadę, nawet sam. Telefon do Tomka i przesunięcie spotkania o pół godziny, śniadanie, szykowanko, pompowanko oponek i w drogę.
Dzisiaj na Wheelerze. Jakoś tak ślisko mi sie wydawało na tych slickach na początku, rzadko na nich jeżdżę. Na pewno o 11:20 byliśmy już w drodze. Zmieniliśmy trochę plany i nie pojechaliśmy do Niemiec, ale do Kołbacza, zresztą ten ostatni punkt wyszedł tak spontanicznie. I dobrze, przekroczyłem setkę dzięki temu i mamy parę fotek klasztoru cystersów z XIII w.
Trasa była ciekawa, dziury takie sobie, co mi zresztą nie przeszkadzało. Do Kołbacza jechaliśmy albo obok siebie, albo Tomek prowadził. Z powrotem już prawie cały czas prowadził Tomek. Tempo powrotne było znacznie mocniejsze niż pierwotne, ale o ile momentami z górki nie kończyły mi się przełożenia, to dawało radę spokojnie utrzymać się na kole. Nawet wygodniej niż na szosie mi się dzisiaj jechało, pomijając może niezbyt komfortowe siodełko. Po drodze pstryknęliśmy trochę fotek, oto one.
Dzisiaj na Wheelerze. Jakoś tak ślisko mi sie wydawało na tych slickach na początku, rzadko na nich jeżdżę. Na pewno o 11:20 byliśmy już w drodze. Zmieniliśmy trochę plany i nie pojechaliśmy do Niemiec, ale do Kołbacza, zresztą ten ostatni punkt wyszedł tak spontanicznie. I dobrze, przekroczyłem setkę dzięki temu i mamy parę fotek klasztoru cystersów z XIII w.
Trasa była ciekawa, dziury takie sobie, co mi zresztą nie przeszkadzało. Do Kołbacza jechaliśmy albo obok siebie, albo Tomek prowadził. Z powrotem już prawie cały czas prowadził Tomek. Tempo powrotne było znacznie mocniejsze niż pierwotne, ale o ile momentami z górki nie kończyły mi się przełożenia, to dawało radę spokojnie utrzymać się na kole. Nawet wygodniej niż na szosie mi się dzisiaj jechało, pomijając może niezbyt komfortowe siodełko. Po drodze pstryknęliśmy trochę fotek, oto one.

