Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2008
| Dystans całkowity: | 987.68 km (w terenie 330.68 km; 33.48%) |
| Czas w ruchu: | 44:35 |
| Średnia prędkość: | 22.15 km/h |
| Liczba aktywności: | 17 |
| Średnio na aktywność: | 58.10 km i 2h 37m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 11 września 2008Kategoria .Bridgestone.
Pętla przez Dobieszczyn, solo.
Rower:61.77 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:02 h AVS:30.38km/h
Pętla przez Dobieszczyn, solo.
Środa, 10 września 2008Kategoria .Trek.
Dzisiaj trasa do Świdwia
Rower:55.09 km (37.80km teren) czas jazdy: 02:26 h AVS:22.64km/h
Dzisiaj trasa do Świdwia i z powrotem. W obie strony terenem. Do przez Głębokie i Bartoszewo z ominięciem Tanowo, powrót z przejazdem asfaltem przez Tanowa i wyjazdem w Wołczkowie. Dalej szosa i terenem od Głębokiego przez Arkoński w kierunku miasta i do domu.
Dodałem też zdjęcia do wszystkich wypadów w kategorii >100km, które zostały uwiecznione w czasie podróży. Aby obejrzeć kliknij tutaj.
Szczególnie polecam relację z wycieczki do Ueckermunde. Dużo fotek także z wypraw do Schwedt oraz Gryfic.
Dodałem też zdjęcia do wszystkich wypadów w kategorii >100km, które zostały uwiecznione w czasie podróży. Aby obejrzeć kliknij tutaj.
Szczególnie polecam relację z wycieczki do Ueckermunde. Dużo fotek także z wypraw do Schwedt oraz Gryfic.
Wtorek, 9 września 2008Kategoria .Trek.
Lasek Arkoński, Głębokie,
Rower:35.59 km (24.00km teren) czas jazdy: 01:44 h AVS:20.53km/h
Lasek Arkoński, Głębokie, Puszcza Wkrzańska.
Fajnie dzisiaj było - wakacje się skończyły i momentalnie w najczęściej odwiedzanych przez niedzielnych rowerzystów i pieszych miejscach zrobiły się pustki.
W ogóle to dzisiaj wyszedłem pierwszy raz z nową PC15, którą dostałem w ramach wymiany gwarancyjnej. Niestety myślałem, że znowu mi się trafił bubel, bo na początku miała straszne lagi, ale kiedy wjechałem do lasu i się trochę spociłem, a potem polałem pasek wodą, to całość zaczęła działać tak, jak trzeba. Później w mieście, po zrobieniu pauzy i ponownym wznowieniu pomiaru, znowu były lagi - pewnie wina linii energetycznych lub czegoś w tym stylu. Testing in progres.
Fajnie dzisiaj było - wakacje się skończyły i momentalnie w najczęściej odwiedzanych przez niedzielnych rowerzystów i pieszych miejscach zrobiły się pustki.
W ogóle to dzisiaj wyszedłem pierwszy raz z nową PC15, którą dostałem w ramach wymiany gwarancyjnej. Niestety myślałem, że znowu mi się trafił bubel, bo na początku miała straszne lagi, ale kiedy wjechałem do lasu i się trochę spociłem, a potem polałem pasek wodą, to całość zaczęła działać tak, jak trzeba. Później w mieście, po zrobieniu pauzy i ponownym wznowieniu pomiaru, znowu były lagi - pewnie wina linii energetycznych lub czegoś w tym stylu. Testing in progres.
Sobota, 6 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz
Wycieczka do Łowicza
Rower:146.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:04 h AVS:24.21km/h
Dzisiaj pojechałem sobie na trip do Łowicza. Po wcześniejszym dojechaniu samochodem z Sobótki Starej do Łęczycy naturalnie, gdzie dzień wcześniej za namową wujka zostawiłem rower.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.
Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.
W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..
Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.
Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)
A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.
Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.
W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..
Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.
Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)
A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.
Środa, 3 września 2008Kategoria .Bridgestone.
Dzisiaj napisałem do Kuli,
Rower:41.33 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:20 h AVS:31.00km/h
Dzisiaj napisałem do Kuli, że idę na rower, ale mu nawet o tym nie mówię. Jednak udało mu się mnie przekonać, żebym wyszedł – obiecał, że da mi trochę KuloKoksu.
Ruszyliśmy w kierunku Tanowa. Chcieliśmy jechać do Altwarpu, a potem Ueckermunde i Eggesin, ale zadzwoniła moja mama i powiedziała, że wyszła na balkon i widzi chmury i czuje jak wieje wiatr, i że bardzo się o mnie boi, i że w ogóle jest strasznie niebezpiecznie, więc skręciliśmy na Bartoszewo. Dalej Dobra, Wołczkowo, Głębokie, Wojska Polskiego i ostatecznie rozdzieliliśmy się na Placu Sprzymierzonych. Zrobiłem jeszcze kilka km, żeby dobić do czterdziestki i wróciłem na chatkę. Średnia byłaby jeszcze o jakieś półtora kmph większa, ale w drodze powrotnej przez miasto spadła. Tak w ogóle to był to high point mojego tygodnia regeneracyjnego.
Ruszyliśmy w kierunku Tanowa. Chcieliśmy jechać do Altwarpu, a potem Ueckermunde i Eggesin, ale zadzwoniła moja mama i powiedziała, że wyszła na balkon i widzi chmury i czuje jak wieje wiatr, i że bardzo się o mnie boi, i że w ogóle jest strasznie niebezpiecznie, więc skręciliśmy na Bartoszewo. Dalej Dobra, Wołczkowo, Głębokie, Wojska Polskiego i ostatecznie rozdzieliliśmy się na Placu Sprzymierzonych. Zrobiłem jeszcze kilka km, żeby dobić do czterdziestki i wróciłem na chatkę. Średnia byłaby jeszcze o jakieś półtora kmph większa, ale w drodze powrotnej przez miasto spadła. Tak w ogóle to był to high point mojego tygodnia regeneracyjnego.
Wtorek, 2 września 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Dzisiaj wspólna ustawka
Rower:61.17 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:18 h AVS:26.60km/h
Dzisiaj wspólna ustawka z Kulą i Silasem. Chciałem pojechać do NRD przez Dobieszczyn i wrócić przez Lubieszyn, tylko że trzeba było zmienić plan, bo okazało się, że jestem jedyna osobą z dokumentami, a chłopaki nie chcieli ryzykować deportacji.
Anyway, pierwszy raz odkąd pamiętam okazało się, że to akurat ja byłem pierwszy na miejscu spotkania.

Ruszyliśmy na Tanowo. Tutaj Silas zatankował bidon i porobiliśmy trochę fotek.


Po chwili znowu jechaliśmy i pstrykaliśmy zdjęcia.


Od Dobieszczyna to w sumie już dla mnie i Silasa była męczarnia, bo na szosach nie dawaliśmy Kuli, który jechał na swoim mtb, rady. :)
Ja odłączyłem się w Wołczkowie i skręciłem do domu przez Bezrzecze, a chłopaki pojechali przez Wojska Polskiego.
Silas, weź sobie wreszcie zeszyj tę dwucentymetrową dziurę, co masz na spodenkach, bo jak do następnego wypadu tego nie zrobisz, to zamieszczę to na focie. ;)
Anyway, pierwszy raz odkąd pamiętam okazało się, że to akurat ja byłem pierwszy na miejscu spotkania.

Ruszyliśmy na Tanowo. Tutaj Silas zatankował bidon i porobiliśmy trochę fotek.


Po chwili znowu jechaliśmy i pstrykaliśmy zdjęcia.


Od Dobieszczyna to w sumie już dla mnie i Silasa była męczarnia, bo na szosach nie dawaliśmy Kuli, który jechał na swoim mtb, rady. :)
Ja odłączyłem się w Wołczkowie i skręciłem do domu przez Bezrzecze, a chłopaki pojechali przez Wojska Polskiego.
Silas, weź sobie wreszcie zeszyj tę dwucentymetrową dziurę, co masz na spodenkach, bo jak do następnego wypadu tego nie zrobisz, to zamieszczę to na focie. ;)
Poniedziałek, 1 września 2008
.
Rower:Giant GSR6.00 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:25 h AVS:14.40km/h

