Informacje

  • Wszystkie kilometry na BS: 79048.87 km
  • Niektóre km w terenie na BS: 8394.48 km
  • Czas na rowerze na BS: 164d 08h 06m
  • Prędkość średnia na BS: 20.03 km/h
  • Więcej informacji

Moje rowery

Tak daję czadu w 2025: button stats bikestats.pl
Tak dawałem czadu wcześniej:

Licznik odwiedzin

od 2025 r.

Statystyki zbiorcze na stronę

Szukaj

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2008

Dystans całkowity:987.68 km (w terenie 330.68 km; 33.48%)
Czas w ruchu:44:35
Średnia prędkość:22.15 km/h
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:58.10 km i 2h 37m
Więcej statystyk
Wtorek, 30 września 2008Kategoria .Wheeler.

Dzisiaj dla mnie - kolesia,

Rower:
30.89 km (15.88km teren) czas jazdy: 02:05 h AVS:14.83km/h

Dzisiaj dla mnie - kolesia, który wstaje zwykle po 12, to właściwie Night Bike był. Nastawiłem budzik na 6:30, żeby wyjść rano i załapać się na jedyną suchą lukę w ciągu dnia, która miała trwać do ~9:00. O 7:10 byłem już na dworze.

Na początek dojazd przez miasto do początku szlaków żółtego, niebieskiego i czerwonego na Niemierzynie. Stąd jazda czerwonym szlakiem do Dębu Bogusława X. Tutaj zmiana szlaku na niebieski i niestety już tylko dojazd do Głębokiego i powrót przez Lasek Arkoński i miasto do domu.

Jechałem dzisiaj z mapą, bo miałem nadzieję obadać jakieś nazwijmy to "nieznane" tereny i okazało się, że sam czerwony szlak aż do Osowa był dla mnie najbardziej nieodkrytym fragmentem dzisiejszej przejażdżki.. W sumie szkoda, że nie porobiłem żadnych zdjęć, ale stwierdziłem, że skoro nie zrobiłem na samym starcie, to dalej też nie cykam.
Niedziela, 28 września 2008Kategoria Maraton, .Trek., zz Foto zz

Maraton w Szczecinie</big>

Rower:
68.70 km (63.00km teren) czas jazdy: 03:36 h AVS:19.08km/h

Maraton w Szczecinie

Miejsce:
- 15 w M2
- 40 w Open

Miejsce w klasyfikacji generalnej:
- 14 w M2
- 37 w Open

Maraton Gryfa Pomorskiego w Szczecinie. Ostatni w całym cyklu i ostatni mój w tym sezonie. Żeby było fajnie, to nasza drużyna Jeantex-Forumrowerowe.pl zajęła szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, a ja wylosowałem pompkę i okulary.

Kolega z forum nie podziela mojej radości


Jechało mi się dobrze, cały maraton cisnąłem bardziej niż zwykle, jednak wypadłem jak zawsze. ;) Na pocieszenie pozostaje mi tylko info od Tomka, że jako jedna z czterech osób podjechałem na pierwszym okrążeniu pod siodło.

Teraz oczekiwanie aż organizator wrzuci zdjęcia w rozdzielczości 320x240 i obrazi się na tych, dla których będą one za małe.
Czwartek, 25 września 2008Kategoria Night Bike, .Trek., zz Foto zz

Dzisiaj po kilkudniowej przerwie

Rower:
56.96 km (21.00km teren) czas jazdy: 02:43 h AVS:20.97km/h

Dzisiaj po kilkudniowej przerwie wreszcie pojeździłem i to jak! Wypad z nieczęstej kategorii Night Bike. Dzisiejszy skład to ja, Kuba vel Jaktro, Przemek vel Kula i Tomek vel Tomek..

Spotkałem się z Kulą o 19:10 pod cool bikiem. Strasznie się antyucieszył, kiedy mu powiedziałem, że Krzysiek nie jedzie. Ruszyliśmy, plan to dojechać na prawobrzeże pod klatkę Tomka. Punktualnie o 19:30 z minutami Kula wcisnął Tomkowi kit, że się spociłem, a potem przemarzłem czekając pod cool bikiem i że jestem w domu. Nie musiałem długo czekać, żeby usłyszeć, jak dzwoni mój telefon i Tomek udziela mi sugestii, że trzeba było jechać do Krzyśka posiedzieć z nim razem w domku. ;)

Od lewej: lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka oraz lampka


Sama jazda była dosyć krótka, chociaż razem z przerwami na chowanie się i świrowanie wydawało się, że jesteśmy w lesie o wiele dłużej. Śmiało możemy postawić sobie ptaszka w kalendarzu przy dzisiejszym dniu - sarny przestraszone, psy przestraszone, wiewiórki przestraszone, yeti przestraszone, wszystko przestraszone.

Jestem za tym, żeby w przyszłym powtórzyć wypad, ale zacząć minimalnie wcześniej i skończyć po trzech godzinach jazdy w lesie, ale jeden warunek - koniecznie większa frekwencja!
Środa, 24 września 2008Kategoria .Trenażer.

Rower:
13.45 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:30 h AVS:26.90km/h

Sobota, 20 września 2008Kategoria ..>100km, Maraton, .Trek., zz Foto zz

Maraton w Wieleniu

Rower:
104.00 km (100.00km teren) czas jazdy: 05:47 h AVS:17.98km/h

Maraton w Wieleniu

Miejsce:
- 15 w M2
- 48 w Open

Zaplanowałem sobie, że w tym dniu przejadę pierwszego Gigacza w życiu, jednak był to już drugi. Tym razem pojechaliśmy pełnym samochodem. Musiałem wstać o 4:40, żeby ze wszystkim zdążyć. Śniadanie, rzeczy do samochodu, rower na dach i parę minut po 6:00 byłem po Kulę. Zapakowaliśmy jego rower do bagażnika i ruszyliśmy po Krzyśka. Jego rower poszedł na dach. Ruszyliśmy jakieś 6:30 z groszami.

Można było jechać trochę ambitniej to może byśmy ominęli wielką kolejkę, a tak przyjechaliśmy i poszliśmy do kolejki, której spędziliśmy ponad pół godziny, po czym ledwo zdążyłem skorzystać z ubikacji i się przebrać. Gdy się ustawiłem na starcie zostało jeszcze jakieś półtorej minuty i ruszyliśmy.

Początek trasy po wyjeździe ze stadionu, to 2,5km odcinek asfaltu. Starałem się, ale nie za wszelką cenę przebić chociaż trochę do przodu, żeby przynajmniej teoretycznie potencjalnie słabszych zawodników mieć za sobą, żeby nie musieć niepotrzebnie tracić czasu w korkach. Była niezła zapierdzielanka. Po km w terenie, średnia dobijała do 30km/h. Oczywiście wkrótce zaczęła spadać, jednak starałem się, żeby pozostała na poziomie ~22km/h, żeby na luzie zmieścić się w limicie czasu na dużą pętlę. Trochę utrudniał to piach, przez który trzeba było prowadzić rower.

Na 27. kilometrze nastąpił rozjazd. Postanowiłem, że od tej pory zwolnię i będę jechał tak, żeby mi starczyło do końca sił. W sumie dwa kilometry później zacząłem żałować, że nie skręciłem w drugą stronę, bo trochę się już zmachałem. Właściwie cała dalsza trasa przebiegała w taki sposób, że jedynie odliczałem kilometry do końca – postępujące zmęczenie w połączeniu z niejedzeniem, gdyż jak zwykle nie miałem ochoty zaowocowało mega zgonem. Do mety oczywiście dojechałem, ale nie obyło się bez prowadzenia roweru parę razy.



Parę razy miałem wrażenie, że jechałem po dzikim lesie, a ścieżka została zrobiona przez ludzi, którzy przejeżdżali tędy przede mną i że żaden człowiek się tutaj nigdy nie zapuszcza, ale to nie było jeszcze takie tragiczne. Gorszy był piach i wszechobecna płaskość. Niestety nie są to zbyt dobre tereny na maraton mtb.

To, co jest fajne na długim dystansie to to, że nie jedzie się w tłoku. Tylko ty i ewentualnie co jakiś czas jedna, dwie osoby. Niestety na krótszych dystansach jest zawsze kupa ludzi (a i końska też się czasami trafi). Minus tego jest taki, że na słabo oznakowanych maratonach można pomylić trasę. Oczywiście nie na BikeMaratonie, gdzie też przejechałem połowę dystansu samemu – tam było genialnie - strzałka na strzałce. W Wieleniu natomiast zgubiłem się trzy razy, dokładając jakieś 3km. Zdecydowanie za mało znaczków, znaczki poukrywane na niewidocznych miejscach. Około 31. kilometra zgubiłem się razem z trzema osobami i dojechaliśmy do kolejnej grupy, która nie wiedziała którędy jechać, tak iż razem było nas z dziesięć osób. Ja i dwaj kolesie zawróciliśmy i znaleźliśmy właściwą drogę, ale tamci faceci tego nie zrobili i biorąc pod uwagę to, że przyjechałem pod sam koniec (jak zwykle zresztą ;)), to ktoś tu sobie chyba przypadkiem lub nie zmienił trasę, bo tych ludków już więcej nie widziałem, a powinni chyba mnie jeszcze wyprzedzić.



Fajna sprawa, że mimo iż dojechałem późno to ludzie od cateringu wciąż przyjeżdżali z ciepłym posiłkiem regeneracyjnym, a na Gryfie 2007 ten, kto przyjechał na końcu mógł się tylko oblizać.

Podsumowując – gdyby nie limitowana liczba znaczków na trasie to byłoby super.
Czwartek, 18 września 2008Kategoria .Trenażer., zz Foto zz

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem

Rower:
12.49 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:30 h AVS:24.98km/h

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem rower i zabrałem się za przełożenie czujnika od licznika na tylne koło, jednak dosyć niefortunnie urwałem kabel, tak iż nie dało rady się podłączyć z powrotem do czujnika. Podjechałem więc do Kadrzyńskiego, gdzie dostałem za free używaną, ale w pełni sprawną podstawkę do licznika Sigmy razem z okablowaniem. Dzięki. Chwila zabawy i wydłużyłem sobie przewody do takiej długości, że teraz spokojnie mogę zostawić czujnik na stałe przypięty do tylnego koła, co jest wygodne i ku uciesze innych użytkowników BS pozwoli mi bić na trenażerze rekordy średniej oraz dystansu bez zbędnej zabawy w przekładanie kabli. ;)

Oprócz tego dzisiaj utworzyłem także kategorię Night Bike oraz dodałem fotki z pierwszych, ale najlepszych wypadów z tej kategorii, czyli wypadu do Puszczy Bukowej oraz wypadu do Puszczy Bukowej . I jeszcze przyszedł do mnie nowy akumulator z Centrum Rowerowego. Nice. :) Znów będzie tak:

Środa, 17 września 2008Kategoria .Trek.

Puszcza Bukowa z Tomkiem

Rower:
50.46 km (22.30km teren) czas jazdy: 02:37 h AVS:19.28km/h

Puszcza Bukowa z Tomkiem i Kulą.
Tym razem zjechałem ze zjazdu koło pomnika Gene, więc fajnie. Natomiast trochę (mocno) ssałem na podjazdach. ;) Jednak to wcale nie usprawiedliwia rzucenia przez Kulę napełnionym pięciolitrowym baniakiem w mój rower. Młody, rower, rowerem i nogi, nogami, ale nie zaniedbuj rozwoju innych (ważniejszych) części ciała. A zdjęć z dzisiaj nie będzie, bo na wszystkich jestem rozmazany. ;) Jako rekompensata filmik nakręcony przez Tomka:

Wtorek, 16 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Kręcenie w Lasku Arkońskim,

Rower:
45.37 km (35.20km teren) czas jazdy: 02:20 h AVS:19.44km/h

Kręcenie w Lasku Arkońskim, Puszczy Wkrzańskiej i wokół Jeziora Głębokiego. Prawdę mówiąc to objechałem dzisiaj prawie wszystkie najlepsze znane mi ścieżki, które są w rejonie i niech samo to świadczy o tym, że po prostu nie ma gdzie jeździć na lewobrzeżu. Ciągle jedziesz i kręcisz się przy tych samych miejscach. Podejrzewam, że sto kilometrów i teren, jakim tutaj dysponujemy objechany w całości.




Tylko bez marudzenia w komentarzach na pogodę. ;) Jest całkiem dobra do jazdy – taki październik z dodatkiem zieleni.
Niedziela, 14 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Lajtowo w ramach rowerowego

Rower:
24.60 km (11.50km teren) czas jazdy: 01:29 h AVS:16.58km/h

Lajtowo w ramach rowerowego spaceru regeneracyjnego po wczorajszej wycieczce. Trasa: dom-Głębokie-dom. A i dziś pękło siedem tysiaków w tym roku. :)


Sobota, 13 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>150km

Pętla przez Prenzlau i Schwedt

Rower:
172.92 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:39 h AVS:26.00km/h

Zaplanowałem sobie na dzisiaj zrobienie około 150km po szosie z tym, że konkretnie gdzie to nie. Jednak kiedy się obudziłem o jedenastej, czułem się jak po nieprzespanej nocy, a to przez to, że w ramach treningu zasypiania przy hałasie dostałem gratis 2,5h męki od miłośnika napojów alkoholowych z mieszkania w klatce obok – ostro dawał czadu swoim przyjacielem telewizorem do 4:30 nad ranem. Wtedy powiedziałem dość i poszedłem do dużego pokoju, żeby powalić rękoma w ścianę. Pomogło. Od tej pory cisza.

Ok. To był króciutki sielankowy wstęp. Rozwinięcie to rozmowa telefoniczna z Silasem i ustawka na 13:00 u mnie pod domem. Dzwoniłem jeszcze do Kuli i Krzyśka, ale się okazało, że pierwszy już po treningu, a drugi akurat w przeciwną stronę pojechał. No trudno, tak to czasem jest ze spontanami.

Ze względów temperaturowo-pogodowych start nastąpił dopiero kilka minut przed 14:00, ponieważ mieliśmy trochę problem z odpowiednim dobraniem ciuchów, ale jak się okazało przynajmniej ja trafiłem w dziesiątkę.

Ruszyliśmy do Lubieszyna. Po drodze zaliczyłem przed wjazdem na rondo niezłego drifta, kiedy koleś przede mną zawahał się czy aby na pewno chce wjeżdżać. Trochę adrenalinki było.

Z Lubieszyna przed Loecknitz i Brussow w kierunki Prenzlau – naszego pierwszego większego celu podróży. Tutaj popstrykaliśmy trochę fotek. Samo miasteczko jest całkiem, całkiem. Razi natomiast kiepski stan nawierzchni drogowych oraz ścieżki rowerowe robione wybitnie na odczepnego.

W drodze do Prenzlau


W Prenzlau




Skierowaliśmy się na Schwedt.


Byliśmy w nim ok. 18:30. Tutaj nastąpiło pobieżne zwiedzanie. Parę razy już tu byłem, więc nie było jakoś czym się specjalnie zachwycać. Zjedliśmy po kebabie i zakupiliśmy zapasy picia. Później się okazało, że właściwie nawet nie było mi potrzebne, bo zostało mi bardzo dużo wody.


Namówiłem Silasa, żeby zamiast szlakiem Odra-Nysa wracać przez Krajnik Dolny. W sumie dobrze się stało, bo nawierzchnia była tu bardzo znośna i można było bez przeszkód zapodawać, ile tylko sił zostało. Do domu wróciłem o 22:30.

W Krajniku Dolnym


To był fajny wypad, jednak kolejny raz dochodzę do wniosku, że ten nowy SLR nie nadaje się do jazdy. Przed kolejnym większym tripem wywalam go i pakuje z powrotem poklejone taśmą siodło z Wheelera. Oprócz tego brak zastrzeżeń i cały wypad super.

Na sam koniec jeszcze mapka trasy.

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl