Wpisy archiwalne w kategorii
.Bridgestone.
| Dystans całkowity: | 31783.97 km (w terenie 265.88 km; 0.84%) |
| Czas w ruchu: | 1393:53 |
| Średnia prędkość: | 22.80 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 45.10 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 75559 kcal |
| Liczba aktywności: | 563 |
| Średnio na aktywność: | 56.45 km i 2h 28m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 18 lipca 2009Kategoria .Bridgestone.
Pętla przez Lubieszyn
Rower:Bridgestone35.95 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:20 h AVS:26.96km/h
Szczecin-Mierzyn-jakieś wioski-Lubieszyn-Dobra-Wołczkowo-Głębokie-miasto-dom.
Taki klepacz kilometrów się ze mnie zrobił, że napęd w szosie się już zajechał i przeskakuje nawet niekoniecznie przy mocnym naciskaniu na pedały.
Taki klepacz kilometrów się ze mnie zrobił, że napęd w szosie się już zajechał i przeskakuje nawet niekoniecznie przy mocnym naciskaniu na pedały.
Piątek, 17 lipca 2009Kategoria .Bridgestone.
Szosa
Rower:Bridgestone41.93 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:41 h AVS:24.91km/h
Szczecin - Lubczyna. Burza. Powrót samochodem.
Sobota, 4 lipca 2009Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz
Tour de France: Monako Time Trial
Rower:Bridgestone49.21 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:37 h AVS:18.81km/h
Wyjazd na Tour de France
Pomysł wyjazdu na Tour Silas rzucił w zeszłym roku. Teraz właściwie tylko o tym przypomniałem i oboje zajaraliśmy się na samą myśl, że moglibyśmy pojechać. Jako, że organizatorzy nie przysłali nam imiennych zaproszeń, rozpoczął się etap wazelinowania celem zdobycia aprobacji, tudzież wejścia w tymczasowe posiadanie sprawnego samochodu..
Wyruszyliśmy w piątek około 9:20. Rowery leżały w bagażniku, między kocami, na tym koła, a prawie wszystkie bagaże na tylnych siedzeniach. Prowadził oczywiście najlepszy ze wszystkich kierowców na świecie, czyli nie kto inny tylko ja. Silas, który hamując wrzuca na bieg jałowy i wciska sprzęgło + hamulec, z całą pewnością nim nie jest. ;) Cała trasa autostradami i to był największy plus bo zdecydowanie szybko było.
Niestety z powodu temperatury dosyć szybko poczułem, że zamieniam się w alegorię potu. Klimę oszczędzaliśmy, bo wskazania wskaźnika paliwa okazały się być przerażające, ale to jednak wina wskaźnika. Po prawie 1000km okazało się, że spalanie wynosi 5,67 litra benzyny na 100km , więc nie jest najgorzej.
O drugiej w nocy zatrzymaliśmy się na kimanie, ale takie prowizoryczne tylko, bo w samochodzie. Ja nie mogłem zasnąć, bo się cały czas pociłem i kleiłem. Przedrzemałem mocno w sumie jakieś dwie godziny. Silas znajdował się w stanie bezruchu, więc przynajmniej on coś się podregenerował.
Dwóch kolesi + >25*C + zamknięte szyby..

Następnego dnia ruszyliśmy kilkanaście minut po szóstej. Dało to nam w sam raz czasu, aby dotrzeć do mieścinki niedaleko Monako, gdzie złożyliśmy rowery, ubraliśmy ciuchy rowerowe i zostawiliśmy na parkingu samochód, sami udając się w okolice trasy pierwszego etapu Toura.
Na tle Monako








Wkrótce zorientowałem się, że moje przełożenia mówiąc eufemistycznie są do De, a Silas na swoim Radonie z łatwością mi ucieka. Zszedłem z roweru i zacząłem płakać, że ciężko mi się jedzie. Wtedy z przejeżdżającego autokaru wyszedł Lence (imię specjalnie zmienione, tak aby nikt nie domyślił się o kogo chodzi) i powiedział, że on też tak ma i żebym, się nie martwił, a najlepszym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest poranna kaszka z trzeciej pochodnej czwartej generacji alfa beta zeta delta omega EPO, a do tego zastrzyk w pupę z kwantynitroxyomnideltaultratetrapikonanoterciomuchachochinofoloidowej mikstury sporządzonej przez teamowego chemika.
Dotarliśmy do trasy. Trochę ludków już było, ale szczerze mówiąc, to za bardzo się moim zdaniem cieszyli ze wszystkiego, bo jak sobie pomyślę o tym, że miałbym bić brawo dla kolesi na dopingu, to mi trochę opada entuzjazm.



Zanim rozpoczął się etap trochę sobie odczekaliśmy, ponieważ najpierw przejechały samochody sponsorów i rozrzucały jakieś darmowe czapeczki, cukierki, etc., na które ludzie mocno się rzucali. Dalej nastąpił przejazd zawodników, jechali parami, na lajcie, żeby obczaić traskę, która miała 15,5km (jazda indywidualna na czas). I wtedy pojechaliśmy sobie w inne miejsce.






Kolejna wspinaczka, czyli znowu niefajnie. No, ale jakoś dało radę. Widoki całkiem fajne, tylko droga wąska i kręta, a smród od skuterów ponad moją tolerancję. Dobra, trochę w górę to i za chwilę w dół. Rozpoczęła się serpentyna. I to całkiem niezła. Udało nam się nie zabić i dojechać do innego miejsca trasy. Trochę sobie popatrzyliśmy, a później pojechaliśmy pooglądać miasto Monako.



Kasyno







Powrót znowu pod górę. Zdążyliśmy uciec do samochodu na styk przed deszczem i zdecydowaliśmy, że podjedziemy jeszcze raz do Monako samochodem, stamtąd do Nicei i wracamy w drogę powrotną do domu bez noclegu. Szczerze mówiąc to trochę bez sensu, ale atmosfera była ogólnie niezbyt sympatyczna, mówiąc eufemistycznie, więc nawet mi to pasowało. Zahaczyliśmy jeszcze przejazdem o fajne widoczki, właściwie najlepsze z całej trasy (przełęcz Brenner).


Nicea




























































Pomysł wyjazdu na Tour Silas rzucił w zeszłym roku. Teraz właściwie tylko o tym przypomniałem i oboje zajaraliśmy się na samą myśl, że moglibyśmy pojechać. Jako, że organizatorzy nie przysłali nam imiennych zaproszeń, rozpoczął się etap wazelinowania celem zdobycia aprobacji, tudzież wejścia w tymczasowe posiadanie sprawnego samochodu..
Wyruszyliśmy w piątek około 9:20. Rowery leżały w bagażniku, między kocami, na tym koła, a prawie wszystkie bagaże na tylnych siedzeniach. Prowadził oczywiście najlepszy ze wszystkich kierowców na świecie, czyli nie kto inny tylko ja. Silas, który hamując wrzuca na bieg jałowy i wciska sprzęgło + hamulec, z całą pewnością nim nie jest. ;) Cała trasa autostradami i to był największy plus bo zdecydowanie szybko było.
Niestety z powodu temperatury dosyć szybko poczułem, że zamieniam się w alegorię potu. Klimę oszczędzaliśmy, bo wskazania wskaźnika paliwa okazały się być przerażające, ale to jednak wina wskaźnika. Po prawie 1000km okazało się, że spalanie wynosi 5,67 litra benzyny na 100km , więc nie jest najgorzej.
O drugiej w nocy zatrzymaliśmy się na kimanie, ale takie prowizoryczne tylko, bo w samochodzie. Ja nie mogłem zasnąć, bo się cały czas pociłem i kleiłem. Przedrzemałem mocno w sumie jakieś dwie godziny. Silas znajdował się w stanie bezruchu, więc przynajmniej on coś się podregenerował.
Dwóch kolesi + >25*C + zamknięte szyby..

Następnego dnia ruszyliśmy kilkanaście minut po szóstej. Dało to nam w sam raz czasu, aby dotrzeć do mieścinki niedaleko Monako, gdzie złożyliśmy rowery, ubraliśmy ciuchy rowerowe i zostawiliśmy na parkingu samochód, sami udając się w okolice trasy pierwszego etapu Toura.
Na tle Monako








Wkrótce zorientowałem się, że moje przełożenia mówiąc eufemistycznie są do De, a Silas na swoim Radonie z łatwością mi ucieka. Zszedłem z roweru i zacząłem płakać, że ciężko mi się jedzie. Wtedy z przejeżdżającego autokaru wyszedł Lence (imię specjalnie zmienione, tak aby nikt nie domyślił się o kogo chodzi) i powiedział, że on też tak ma i żebym, się nie martwił, a najlepszym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest poranna kaszka z trzeciej pochodnej czwartej generacji alfa beta zeta delta omega EPO, a do tego zastrzyk w pupę z kwantynitroxyomnideltaultratetrapikonanoterciomuchachochinofoloidowej mikstury sporządzonej przez teamowego chemika.
Dotarliśmy do trasy. Trochę ludków już było, ale szczerze mówiąc, to za bardzo się moim zdaniem cieszyli ze wszystkiego, bo jak sobie pomyślę o tym, że miałbym bić brawo dla kolesi na dopingu, to mi trochę opada entuzjazm.



Zanim rozpoczął się etap trochę sobie odczekaliśmy, ponieważ najpierw przejechały samochody sponsorów i rozrzucały jakieś darmowe czapeczki, cukierki, etc., na które ludzie mocno się rzucali. Dalej nastąpił przejazd zawodników, jechali parami, na lajcie, żeby obczaić traskę, która miała 15,5km (jazda indywidualna na czas). I wtedy pojechaliśmy sobie w inne miejsce.






Kolejna wspinaczka, czyli znowu niefajnie. No, ale jakoś dało radę. Widoki całkiem fajne, tylko droga wąska i kręta, a smród od skuterów ponad moją tolerancję. Dobra, trochę w górę to i za chwilę w dół. Rozpoczęła się serpentyna. I to całkiem niezła. Udało nam się nie zabić i dojechać do innego miejsca trasy. Trochę sobie popatrzyliśmy, a później pojechaliśmy pooglądać miasto Monako.



Kasyno







Powrót znowu pod górę. Zdążyliśmy uciec do samochodu na styk przed deszczem i zdecydowaliśmy, że podjedziemy jeszcze raz do Monako samochodem, stamtąd do Nicei i wracamy w drogę powrotną do domu bez noclegu. Szczerze mówiąc to trochę bez sensu, ale atmosfera była ogólnie niezbyt sympatyczna, mówiąc eufemistycznie, więc nawet mi to pasowało. Zahaczyliśmy jeszcze przejazdem o fajne widoczki, właściwie najlepsze z całej trasy (przełęcz Brenner).


Nicea




























































Czwartek, 2 lipca 2009Kategoria .Bridgestone.
Do ubezpieczalni
Rower:Bridgestone3.59 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:12 h AVS:17.95km/h
Wtorek, 12 maja 2009Kategoria .Bridgestone.
Ustawianie siodełka
Rower:Bridgestone21.29 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:02 h AVS:20.60km/h
Szczecin - Pilchowo - Szczecin i szukanie wygodnego położenia siodełka zakończone niepowodzeniem. Znowu niewygodne gówno kupiłem. Włożyłem też dzisiaj nową baterię do zegarka, ale pulsometr wciąż łapie sygnał i zmienia go, jak mu się chce. Ogólnie to pozytywów rowerowych dzisiaj nie było. :)
Czwartek, 7 maja 2009Kategoria .Bridgestone.
Regulacja siodełka
Rower:Bridgestone2.60 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:13 h AVS:12.00km/h
Przyszło dzisiaj pocztą WTB Silverado do szosy. Spodziewałem się szczerze mówiąc, że będzie lepiej, no ale właściwie to jeszcze na nim na dobrą sprawę nie jeździłem.
Sobota, 25 kwietnia 2009Kategoria .Bridgestone.
Pętla przez Dobrą
Rower:Bridgestone29.08 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:17 h AVS:22.66km/h
Pętla przez Dobrą. Niestety pulsometr znów nawalał, a siodełko sprawiało mi w 4 litery nieprzyjemność.
Niedziela, 12 kwietnia 2009Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Wycieczka po NRD
Rower:Bridgestone79.15 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:21 h AVS:23.63km/h
Wystartowaliśmy z Silasem z mojej chawirki jakieś kilkanaście minut po 15. Stąd przez Mierzyn i kolejne wsie do Lubieszyna. Przed Bismarkiem skręciliśmy w lewo na południe.
Jakże rozbudowana bateria stalowych silosów..

Silas odkrył swoje powołanie, od tej pory każe na siebie mówić Silas the silo-observer

A to ja, mam nowa sakwę;)

Nie wiem co to, ale kiedyś pewnie wyglądało okazale

W Gellinie spotkaliśmy dwóch sympatycznych Niemców na szosach, którzy zaproponowali, żeby jechać dalej razem.
Jechaliśmy przez Schmagerow, Ramin, Grambow, Lebehn i dojechaliśmy do Krackowa. Tutaj jeden z naszych nowych znajomych postawił nam lody. ;)
Później nie pamiętam, którędy jechaliśmy, ale wkrótce się rozdzieliliśmy. Wiem, że zaliczyliśmy z Silasem Tantow i wróciliśmy przez Rosówek do Szczecina.

























Granica w Rosówku - wiata już rozebrana, leży sobie tam dalej z boku

A tu widok z wiaduktu za Makro


Jakże rozbudowana bateria stalowych silosów..

Silas odkrył swoje powołanie, od tej pory każe na siebie mówić Silas the silo-observer

A to ja, mam nowa sakwę;)

Nie wiem co to, ale kiedyś pewnie wyglądało okazale

W Gellinie spotkaliśmy dwóch sympatycznych Niemców na szosach, którzy zaproponowali, żeby jechać dalej razem.
Jechaliśmy przez Schmagerow, Ramin, Grambow, Lebehn i dojechaliśmy do Krackowa. Tutaj jeden z naszych nowych znajomych postawił nam lody. ;)
Później nie pamiętam, którędy jechaliśmy, ale wkrótce się rozdzieliliśmy. Wiem, że zaliczyliśmy z Silasem Tantow i wróciliśmy przez Rosówek do Szczecina.

























Granica w Rosówku - wiata już rozebrana, leży sobie tam dalej z boku

A tu widok z wiaduktu za Makro


Sobota, 28 lutego 2009Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Wycieczka do NRD
Rower:Bridgestone58.59 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:39 h AVS:22.11km/h
Dzisiaj pierwszy raz w tym roku w grupie. Dwuosobowej. Pojechaliśmy z Silasem przez Bezrzecze, Wołczkowo, Dobrą i Buk do NRD.
Prawie jak w górach - widok z Bezrzecza na jakaś dzielnicę Szczecina

W Blankensee odbiliśmy na południe.

Ale zanim pojechaliśmy dalej, najpierw zaprezentowaliśmy lokalnym mieszkańcom polską kulturę.
Silas dopiero się uczy, dlatego taki spięty był.

Z tyłu ta sama trawa, co na zdjęciu wyżej

Później skierowaliśmy się na miejscowość, której nazwy nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać i dojechaliśmy do Loeknitz. Tutaj pokręciliśmy się chwilę i zawróciliśmy w kierunku Szczecina.
Nad jeziorem w Loeknitz. Najpierw przepędził wszystkich z plaży, a teraz udaje kozaka

Musiałem trochę zmodyfikować to zdjęcie, żeby nie było widać jaki gruby się zrobiłem w czasie ostatnich dwóch miesięcy :D
Prawie jak w górach - widok z Bezrzecza na jakaś dzielnicę Szczecina

W Blankensee odbiliśmy na południe.

Ale zanim pojechaliśmy dalej, najpierw zaprezentowaliśmy lokalnym mieszkańcom polską kulturę.
Silas dopiero się uczy, dlatego taki spięty był.

Z tyłu ta sama trawa, co na zdjęciu wyżej

Później skierowaliśmy się na miejscowość, której nazwy nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać i dojechaliśmy do Loeknitz. Tutaj pokręciliśmy się chwilę i zawróciliśmy w kierunku Szczecina.
Nad jeziorem w Loeknitz. Najpierw przepędził wszystkich z plaży, a teraz udaje kozaka

Musiałem trochę zmodyfikować to zdjęcie, żeby nie było widać jaki gruby się zrobiłem w czasie ostatnich dwóch miesięcy :D
Środa, 14 stycznia 2009Kategoria .Bridgestone.
bez tematu
Rower:30.40 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:25 h AVS:21.46km/h
Full wyczes normalnie. Jak wreszcie znalazłem trochę czasu, żeby sobie pojeździć, to akurat musiałem mieć pecha i poszedł mi gwint w wałku w w jarzemku sztycy.

