Wpisy archiwalne w kategorii
.Bridgestone.
| Dystans całkowity: | 32198.97 km (w terenie 266.18 km; 0.83%) |
| Czas w ruchu: | 1412:57 |
| Średnia prędkość: | 22.79 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 45.10 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 75559 kcal |
| Liczba aktywności: | 571 |
| Średnio na aktywność: | 56.39 km i 2h 28m |
| Więcej statystyk | |
Piątek, 5 grudnia 2008Kategoria .Bridgestone.
Pętla przez Bartoszewo, Dobrą i
Rower:44.34 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:53 h AVS:23.54km/h
Pętla przez Bartoszewo, Dobrą i Bezrzecze.
Piątek, 28 listopada 2008Kategoria .Bridgestone.
Do biblioteki.
Rower:2.72 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:10 h AVS:16.32km/h
Do biblioteki.
Piątek, 14 listopada 2008Kategoria .Bridgestone.
Dzisiaj wsadzając "do góry
Rower:30.36 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:18 h AVS:23.35km/h
Dzisiaj wsadzając "do góry nogami" nowo rozpakowaną prosto z koperty pamięć ram spaliłem tę właśnie pamięć razem z płytą główną w moim wiekowym już komputerze, ale wcale nie płakałem!
P.S.
8 kafli w 2008 pękło.
P.S.
8 kafli w 2008 pękło.
Wtorek, 11 listopada 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Dzisiaj szosa. Początek w dość upierdliwym
Rower:49.57 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:13 h AVS:22.36km/h
Dzisiaj szosa. Początek w dość upierdliwym wietrze.
Trasa: Szczecin - Mierzyn - Skarbimierzyce - Dołuje - Stobno - Bobolin - Warnik - Będargowo - Warzymice - Karwowo - Smolęcin - Kołbaskowo - Przecław - Szczecin.
Gdzieś na trasie

Widok na Szczecin

W szosie też sobie pomalowałem :)

Ruiny kamiennego kościoła z XIII w.w Karwowie. Niezłą przeprawę z kundlami tutaj miałem.



A to już w Szczecinie przy Rondzie Dra Ojca Władysława Siwka

Trasa: Szczecin - Mierzyn - Skarbimierzyce - Dołuje - Stobno - Bobolin - Warnik - Będargowo - Warzymice - Karwowo - Smolęcin - Kołbaskowo - Przecław - Szczecin.
Gdzieś na trasie

Widok na Szczecin

W szosie też sobie pomalowałem :)

Ruiny kamiennego kościoła z XIII w.w Karwowie. Niezłą przeprawę z kundlami tutaj miałem.



A to już w Szczecinie przy Rondzie Dra Ojca Władysława Siwka

Niedziela, 2 listopada 2008Kategoria .Bridgestone.
Szosowo dzisiaj. Szczecin-Pilchowo-Bartoszewo-Dobra-Buk-Dobra-Wołczkowo-Bezrzecze-Szczecin.
Rower:42.65 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:59 h AVS:21.50km/h
Szosowo dzisiaj. Szczecin-Pilchowo-Bartoszewo-Dobra-Buk-Dobra-Wołczkowo-Bezrzecze-Szczecin.
A tu wyczesany test autorstwa Krzyśka.
A tu wyczesany test autorstwa Krzyśka.
Sobota, 13 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>150km
Pętla przez Prenzlau i Schwedt
Rower:172.92 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:39 h AVS:26.00km/h
Zaplanowałem sobie na dzisiaj zrobienie około 150km po szosie z tym, że konkretnie gdzie to nie. Jednak kiedy się obudziłem o jedenastej, czułem się jak po nieprzespanej nocy, a to przez to, że w ramach treningu zasypiania przy hałasie dostałem gratis 2,5h męki od miłośnika napojów alkoholowych z mieszkania w klatce obok – ostro dawał czadu swoim przyjacielem telewizorem do 4:30 nad ranem. Wtedy powiedziałem dość i poszedłem do dużego pokoju, żeby powalić rękoma w ścianę. Pomogło. Od tej pory cisza.
Ok. To był króciutki sielankowy wstęp. Rozwinięcie to rozmowa telefoniczna z Silasem i ustawka na 13:00 u mnie pod domem. Dzwoniłem jeszcze do Kuli i Krzyśka, ale się okazało, że pierwszy już po treningu, a drugi akurat w przeciwną stronę pojechał. No trudno, tak to czasem jest ze spontanami.
Ze względów temperaturowo-pogodowych start nastąpił dopiero kilka minut przed 14:00, ponieważ mieliśmy trochę problem z odpowiednim dobraniem ciuchów, ale jak się okazało przynajmniej ja trafiłem w dziesiątkę.
Ruszyliśmy do Lubieszyna. Po drodze zaliczyłem przed wjazdem na rondo niezłego drifta, kiedy koleś przede mną zawahał się czy aby na pewno chce wjeżdżać. Trochę adrenalinki było.
Z Lubieszyna przed Loecknitz i Brussow w kierunki Prenzlau – naszego pierwszego większego celu podróży. Tutaj popstrykaliśmy trochę fotek. Samo miasteczko jest całkiem, całkiem. Razi natomiast kiepski stan nawierzchni drogowych oraz ścieżki rowerowe robione wybitnie na odczepnego.
W drodze do Prenzlau

W Prenzlau

Skierowaliśmy się na Schwedt.

Byliśmy w nim ok. 18:30. Tutaj nastąpiło pobieżne zwiedzanie. Parę razy już tu byłem, więc nie było jakoś czym się specjalnie zachwycać. Zjedliśmy po kebabie i zakupiliśmy zapasy picia. Później się okazało, że właściwie nawet nie było mi potrzebne, bo zostało mi bardzo dużo wody.

Namówiłem Silasa, żeby zamiast szlakiem Odra-Nysa wracać przez Krajnik Dolny. W sumie dobrze się stało, bo nawierzchnia była tu bardzo znośna i można było bez przeszkód zapodawać, ile tylko sił zostało. Do domu wróciłem o 22:30.
W Krajniku Dolnym

To był fajny wypad, jednak kolejny raz dochodzę do wniosku, że ten nowy SLR nie nadaje się do jazdy. Przed kolejnym większym tripem wywalam go i pakuje z powrotem poklejone taśmą siodło z Wheelera. Oprócz tego brak zastrzeżeń i cały wypad super.
Na sam koniec jeszcze mapka trasy.
Ok. To był króciutki sielankowy wstęp. Rozwinięcie to rozmowa telefoniczna z Silasem i ustawka na 13:00 u mnie pod domem. Dzwoniłem jeszcze do Kuli i Krzyśka, ale się okazało, że pierwszy już po treningu, a drugi akurat w przeciwną stronę pojechał. No trudno, tak to czasem jest ze spontanami.
Ze względów temperaturowo-pogodowych start nastąpił dopiero kilka minut przed 14:00, ponieważ mieliśmy trochę problem z odpowiednim dobraniem ciuchów, ale jak się okazało przynajmniej ja trafiłem w dziesiątkę.
Ruszyliśmy do Lubieszyna. Po drodze zaliczyłem przed wjazdem na rondo niezłego drifta, kiedy koleś przede mną zawahał się czy aby na pewno chce wjeżdżać. Trochę adrenalinki było.
Z Lubieszyna przed Loecknitz i Brussow w kierunki Prenzlau – naszego pierwszego większego celu podróży. Tutaj popstrykaliśmy trochę fotek. Samo miasteczko jest całkiem, całkiem. Razi natomiast kiepski stan nawierzchni drogowych oraz ścieżki rowerowe robione wybitnie na odczepnego.
W drodze do Prenzlau

W Prenzlau

Skierowaliśmy się na Schwedt.

Byliśmy w nim ok. 18:30. Tutaj nastąpiło pobieżne zwiedzanie. Parę razy już tu byłem, więc nie było jakoś czym się specjalnie zachwycać. Zjedliśmy po kebabie i zakupiliśmy zapasy picia. Później się okazało, że właściwie nawet nie było mi potrzebne, bo zostało mi bardzo dużo wody.

Namówiłem Silasa, żeby zamiast szlakiem Odra-Nysa wracać przez Krajnik Dolny. W sumie dobrze się stało, bo nawierzchnia była tu bardzo znośna i można było bez przeszkód zapodawać, ile tylko sił zostało. Do domu wróciłem o 22:30.
W Krajniku Dolnym

To był fajny wypad, jednak kolejny raz dochodzę do wniosku, że ten nowy SLR nie nadaje się do jazdy. Przed kolejnym większym tripem wywalam go i pakuje z powrotem poklejone taśmą siodło z Wheelera. Oprócz tego brak zastrzeżeń i cały wypad super.
Na sam koniec jeszcze mapka trasy.
Czwartek, 11 września 2008Kategoria .Bridgestone.
Pętla przez Dobieszczyn, solo.
Rower:61.77 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:02 h AVS:30.38km/h
Pętla przez Dobieszczyn, solo.
Sobota, 6 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz
Wycieczka do Łowicza
Rower:146.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:04 h AVS:24.21km/h
Dzisiaj pojechałem sobie na trip do Łowicza. Po wcześniejszym dojechaniu samochodem z Sobótki Starej do Łęczycy naturalnie, gdzie dzień wcześniej za namową wujka zostawiłem rower.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.
Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.
W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..
Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.
Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)
A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.
Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.
W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..
Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.
Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)
A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.
Środa, 3 września 2008Kategoria .Bridgestone.
Dzisiaj napisałem do Kuli,
Rower:41.33 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:20 h AVS:31.00km/h
Dzisiaj napisałem do Kuli, że idę na rower, ale mu nawet o tym nie mówię. Jednak udało mu się mnie przekonać, żebym wyszedł – obiecał, że da mi trochę KuloKoksu.
Ruszyliśmy w kierunku Tanowa. Chcieliśmy jechać do Altwarpu, a potem Ueckermunde i Eggesin, ale zadzwoniła moja mama i powiedziała, że wyszła na balkon i widzi chmury i czuje jak wieje wiatr, i że bardzo się o mnie boi, i że w ogóle jest strasznie niebezpiecznie, więc skręciliśmy na Bartoszewo. Dalej Dobra, Wołczkowo, Głębokie, Wojska Polskiego i ostatecznie rozdzieliliśmy się na Placu Sprzymierzonych. Zrobiłem jeszcze kilka km, żeby dobić do czterdziestki i wróciłem na chatkę. Średnia byłaby jeszcze o jakieś półtora kmph większa, ale w drodze powrotnej przez miasto spadła. Tak w ogóle to był to high point mojego tygodnia regeneracyjnego.
Ruszyliśmy w kierunku Tanowa. Chcieliśmy jechać do Altwarpu, a potem Ueckermunde i Eggesin, ale zadzwoniła moja mama i powiedziała, że wyszła na balkon i widzi chmury i czuje jak wieje wiatr, i że bardzo się o mnie boi, i że w ogóle jest strasznie niebezpiecznie, więc skręciliśmy na Bartoszewo. Dalej Dobra, Wołczkowo, Głębokie, Wojska Polskiego i ostatecznie rozdzieliliśmy się na Placu Sprzymierzonych. Zrobiłem jeszcze kilka km, żeby dobić do czterdziestki i wróciłem na chatkę. Średnia byłaby jeszcze o jakieś półtora kmph większa, ale w drodze powrotnej przez miasto spadła. Tak w ogóle to był to high point mojego tygodnia regeneracyjnego.
Wtorek, 2 września 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Dzisiaj wspólna ustawka
Rower:61.17 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:18 h AVS:26.60km/h
Dzisiaj wspólna ustawka z Kulą i Silasem. Chciałem pojechać do NRD przez Dobieszczyn i wrócić przez Lubieszyn, tylko że trzeba było zmienić plan, bo okazało się, że jestem jedyna osobą z dokumentami, a chłopaki nie chcieli ryzykować deportacji.
Anyway, pierwszy raz odkąd pamiętam okazało się, że to akurat ja byłem pierwszy na miejscu spotkania.

Ruszyliśmy na Tanowo. Tutaj Silas zatankował bidon i porobiliśmy trochę fotek.


Po chwili znowu jechaliśmy i pstrykaliśmy zdjęcia.


Od Dobieszczyna to w sumie już dla mnie i Silasa była męczarnia, bo na szosach nie dawaliśmy Kuli, który jechał na swoim mtb, rady. :)
Ja odłączyłem się w Wołczkowie i skręciłem do domu przez Bezrzecze, a chłopaki pojechali przez Wojska Polskiego.
Silas, weź sobie wreszcie zeszyj tę dwucentymetrową dziurę, co masz na spodenkach, bo jak do następnego wypadu tego nie zrobisz, to zamieszczę to na focie. ;)
Anyway, pierwszy raz odkąd pamiętam okazało się, że to akurat ja byłem pierwszy na miejscu spotkania.

Ruszyliśmy na Tanowo. Tutaj Silas zatankował bidon i porobiliśmy trochę fotek.


Po chwili znowu jechaliśmy i pstrykaliśmy zdjęcia.


Od Dobieszczyna to w sumie już dla mnie i Silasa była męczarnia, bo na szosach nie dawaliśmy Kuli, który jechał na swoim mtb, rady. :)
Ja odłączyłem się w Wołczkowie i skręciłem do domu przez Bezrzecze, a chłopaki pojechali przez Wojska Polskiego.
Silas, weź sobie wreszcie zeszyj tę dwucentymetrową dziurę, co masz na spodenkach, bo jak do następnego wypadu tego nie zrobisz, to zamieszczę to na focie. ;)

