Wpisy archiwalne w kategorii
.Bridgestone.
| Dystans całkowity: | 32198.97 km (w terenie 266.18 km; 0.83%) |
| Czas w ruchu: | 1412:57 |
| Średnia prędkość: | 22.79 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 45.10 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 75559 kcal |
| Liczba aktywności: | 571 |
| Średnio na aktywność: | 56.39 km i 2h 28m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 7 sierpnia 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz
Wycieczka do Penkun
Rower:100.08 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:10 h AVS:24.02km/h
Umówiliśmy się z Tomkiem, że pojedziemy dzisiaj do Prenzlau. Wg Silasa, który był dzisiaj nieobecny, z lewobrzeża powinno wyjść jakieś 150km. Silas, możesz sobie przybić piątkę z samym sobą, bo i tak nie dojechaliśmy. ;)
Pogoda była dzisiaj strasznie ciężka - upał + wiatr. Beznadziejnie się pedałowało, a mimo wszystko nie byliśmy jakoś strasznie zmęczeni. Dziwne, ciekawe skąd, przecież takie niezachęcające warunki do jazdy.. Nagle wszystko okazało się jasne: avs=25kph.
Anyway, byliśmy dzisiaj w Penkun i posmakowaliśmy penkunowską kostkę brukową. Teoretycznie przejeżdżaliśmy też przez Brussow, ale tak naprawdę jedyna tabliczka, jaką widziałem obracając się przez ramię prowadziła w kierunku jakiejś szutrowej drogi.
Później nie działo się już nic specjalnego. Wjechaliśmy na drogę Pasewalk-Mescherin i przez Lubieszyn, Dobrą, Wołczkowo i Głębokie wróciliśmy do Szczecina. Z Tomkiem pożegnałem się koło Bramy Portowej i dokręciłem jeszcze 10km, żeby przekroczyć setkę.
I byłbym zapomniał napisać. Wyjeżdżając z podporządkowanej pewien TIR na niemieckich blachach wymusił na nas pierwszeństwo. Przez chwilę pomyślałem sobie, że Tomek chce go wyprzedzić, ale tylko siadł mu na koło. No to się przyłączyłem i pod lekką górkę wykręciłem v=67,65km/h, a Tomek 68,0km/h.
Niżej fotki z dzisiaj.
Ja

Tomek

To chyba był pożar.

Kiedy dojechaliśmy do jakiejś wsi, w której jest jednostka Feuerwehr nawet zaczął wyć sygnał alarmowy. Minęło kilka minut i wyjechały wozy strażackie w liczbie sztuk zero.

Tu chyba w przyszłości będą wiatraki


Pogoda była dzisiaj strasznie ciężka - upał + wiatr. Beznadziejnie się pedałowało, a mimo wszystko nie byliśmy jakoś strasznie zmęczeni. Dziwne, ciekawe skąd, przecież takie niezachęcające warunki do jazdy.. Nagle wszystko okazało się jasne: avs=25kph.
Anyway, byliśmy dzisiaj w Penkun i posmakowaliśmy penkunowską kostkę brukową. Teoretycznie przejeżdżaliśmy też przez Brussow, ale tak naprawdę jedyna tabliczka, jaką widziałem obracając się przez ramię prowadziła w kierunku jakiejś szutrowej drogi.
Później nie działo się już nic specjalnego. Wjechaliśmy na drogę Pasewalk-Mescherin i przez Lubieszyn, Dobrą, Wołczkowo i Głębokie wróciliśmy do Szczecina. Z Tomkiem pożegnałem się koło Bramy Portowej i dokręciłem jeszcze 10km, żeby przekroczyć setkę.
I byłbym zapomniał napisać. Wyjeżdżając z podporządkowanej pewien TIR na niemieckich blachach wymusił na nas pierwszeństwo. Przez chwilę pomyślałem sobie, że Tomek chce go wyprzedzić, ale tylko siadł mu na koło. No to się przyłączyłem i pod lekką górkę wykręciłem v=67,65km/h, a Tomek 68,0km/h.
Niżej fotki z dzisiaj.
Ja

Tomek

To chyba był pożar.

Kiedy dojechaliśmy do jakiejś wsi, w której jest jednostka Feuerwehr nawet zaczął wyć sygnał alarmowy. Minęło kilka minut i wyjechały wozy strażackie w liczbie sztuk zero.

Tu chyba w przyszłości będą wiatraki


Sobota, 2 sierpnia 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>200km, ..>150km
Wycieczka do Międzyzdrojów
Rower:242.07 km (0.60km teren) czas jazdy: 08:56 h AVS:27.10km/h
Sam nie wiem od czego zacząć. Geneza wypadu była taka, że przynajmniej ja chciałem ustanowić nowy rekord i sprawdzić czy dam radę okrążyć Zalew. Dzisiaj już wiem, że na luzie tak, jednak musiałbym ukraść Trekowi siodło. Zrobi się.
Anyways, z pierwotnie chętnych na wyprawę, zostało 75% podstawowego "składu". A nasza ekipa to: Tomek, Silas i ja.
Wyruszyliśmy z lewobrzeża o nie pamiętam której godzinie, ale około dziewiątej. Gdy dojechaliśmy do Wolina, miałem AVS=29km/h, a Tomek jeszcze trochę więcej. Tutaj straciliśmy kilkanaście minut na oglądanie festynu, etc. Łaziło trochę kolesi poprzebieranych w starodawne stroje Wikingów. Pstryknąłem parę fot i pojechaliśmy dalej.
Ruszyliśmy na Międzyzdroje. Jako, że byliśmy jeszcze mocno świeży i jechało się bardzo dobrze, przycisnąłem trochę. Trochę zbyt mocno. :) Efektem takiej jazdy było, to że do Międzyzdrojów dojechaliśmy robiąc ponad 120km (ja i Silas) z AVS>29kh/h i wydłużając sobie drogę o jakieś 10km, bowiem jadący na końcu naszej grupki Silas w pewnym momencie zatrzymał się, żeby obczaić mapę i nawet podobno krzyczał, że to robi, jednak nie słyszeliśmy go i zasuwaliśmy dalej. Kiedy się zorientowaliśmy, że jest jakieś 500m za nami, przyspieszyliśmy, żeby jeszcze bardziej mu uciec. ;)
W Międzyzdrojach spędziliśmy trochę czasu. Odpoczynek i fotki na molo, fotki na promenadzie, klapnięcie na ławce w parku, kebaby. Na krajowej trójce byliśmy o wpół do siedemnastej i znów ostro cisnęliśmy. Wracaliśmy inna drogą. Inaczej do Wolina i inaczej z Wolina. Trochę zaczęliśmy przygasać, ale to głównie zasługa niewygodnych siodełek. Mój tyłek przeżywał istne tortury.. Na szczęście na poprawę humorów spadł deszcz. Ulewa to to nie była, ale padało przez 10km.
W drodze powrotnej wieźliśmy się w przeważającej większości na kole Tomka.
Ostatecznie do domu dojechałem chyba dwadzieścia minut po dwudziestej drugiej. Wcześniej rozstaliśmy się z Tomkiem w Zdrojach, a z Silasem pożegnałem się na Jagiellońskiej i zdecydowałem, że dobiję jeszcze trochę km. Dziesięć. Później pomyślałem sobie, że po co się niepotrzebnie katować na niewygodnym siodle, lepiej wracać. Swoje wiem. Teraz wygodne siodło trzeba w końcu upolować. Wróciłem więc.
Gdy dotarłem do domu byłem taki najedzony, że nawet nic nie tknąłem, co akurat dobrze świadczy o tym, że tankowałem organizmowi tyle paliwa, ile potrzebował.
Jeszcze na koniec małe podsumowanie: super wypad, wyrównana ekipa, miejscami także wyrównany asfalt. Dwieście km to łatwizna.
Poniżej fotki z wypadu.
To jeszcze w drodze do celu

Przystanek Wolin

Fajna droga. Znakiem zakazu oznakowana najprawdopodobniej tylko z jednej strony. Nie żebyśmy się czuli z tego powodu w jakiś sposób onieśmieleni (vide Silas :))
Nad Morzem.. Bałtyckim zresztą

Silas
Tomek

Ja

Moja szosa

Miła niespodzianka nawet. :)

Aby przeczytać relację Tomka kliknij tutaj.
Anyways, z pierwotnie chętnych na wyprawę, zostało 75% podstawowego "składu". A nasza ekipa to: Tomek, Silas i ja.
Wyruszyliśmy z lewobrzeża o nie pamiętam której godzinie, ale około dziewiątej. Gdy dojechaliśmy do Wolina, miałem AVS=29km/h, a Tomek jeszcze trochę więcej. Tutaj straciliśmy kilkanaście minut na oglądanie festynu, etc. Łaziło trochę kolesi poprzebieranych w starodawne stroje Wikingów. Pstryknąłem parę fot i pojechaliśmy dalej.
Ruszyliśmy na Międzyzdroje. Jako, że byliśmy jeszcze mocno świeży i jechało się bardzo dobrze, przycisnąłem trochę. Trochę zbyt mocno. :) Efektem takiej jazdy było, to że do Międzyzdrojów dojechaliśmy robiąc ponad 120km (ja i Silas) z AVS>29kh/h i wydłużając sobie drogę o jakieś 10km, bowiem jadący na końcu naszej grupki Silas w pewnym momencie zatrzymał się, żeby obczaić mapę i nawet podobno krzyczał, że to robi, jednak nie słyszeliśmy go i zasuwaliśmy dalej. Kiedy się zorientowaliśmy, że jest jakieś 500m za nami, przyspieszyliśmy, żeby jeszcze bardziej mu uciec. ;)
W Międzyzdrojach spędziliśmy trochę czasu. Odpoczynek i fotki na molo, fotki na promenadzie, klapnięcie na ławce w parku, kebaby. Na krajowej trójce byliśmy o wpół do siedemnastej i znów ostro cisnęliśmy. Wracaliśmy inna drogą. Inaczej do Wolina i inaczej z Wolina. Trochę zaczęliśmy przygasać, ale to głównie zasługa niewygodnych siodełek. Mój tyłek przeżywał istne tortury.. Na szczęście na poprawę humorów spadł deszcz. Ulewa to to nie była, ale padało przez 10km.
W drodze powrotnej wieźliśmy się w przeważającej większości na kole Tomka.
Ostatecznie do domu dojechałem chyba dwadzieścia minut po dwudziestej drugiej. Wcześniej rozstaliśmy się z Tomkiem w Zdrojach, a z Silasem pożegnałem się na Jagiellońskiej i zdecydowałem, że dobiję jeszcze trochę km. Dziesięć. Później pomyślałem sobie, że po co się niepotrzebnie katować na niewygodnym siodle, lepiej wracać. Swoje wiem. Teraz wygodne siodło trzeba w końcu upolować. Wróciłem więc.
Gdy dotarłem do domu byłem taki najedzony, że nawet nic nie tknąłem, co akurat dobrze świadczy o tym, że tankowałem organizmowi tyle paliwa, ile potrzebował.
Jeszcze na koniec małe podsumowanie: super wypad, wyrównana ekipa, miejscami także wyrównany asfalt. Dwieście km to łatwizna.
Poniżej fotki z wypadu.
To jeszcze w drodze do celu

Przystanek Wolin

Fajna droga. Znakiem zakazu oznakowana najprawdopodobniej tylko z jednej strony. Nie żebyśmy się czuli z tego powodu w jakiś sposób onieśmieleni (vide Silas :))
Nad Morzem.. Bałtyckim zresztą

Silas
Tomek

Ja

Moja szosa

Miła niespodzianka nawet. :)

Aby przeczytać relację Tomka kliknij tutaj.
Czwartek, 31 lipca 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz
Wycieczka do Schwedt
Rower:125.18 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:40 h AVS:26.82km/h
Wycieczka do Schwedt razem z Tomkiem, który extra pocisnął zwłaszcza na powrotnym odcinku z Gryfina do Szczecina.
Oficjalnie mogę stwierdzić, że jestem gotów jechać w sobotę nad morze. SLR niewygodny, może go przemienię, ale jeśli chodzi o kondycję to spoko. Problemem mogą być pękające szprychy. Dzisiaj po dawce kostki poszła mi kolejna od strony napędowej.
Tym razem nie wjeżdżaliśmy zbyt głęboko w miasto
Słoneczko świeciło dzisiaj mocno...
... tak mocno, że nawet Tomek zaczął kozaczyć
Oficjalnie mogę stwierdzić, że jestem gotów jechać w sobotę nad morze. SLR niewygodny, może go przemienię, ale jeśli chodzi o kondycję to spoko. Problemem mogą być pękające szprychy. Dzisiaj po dawce kostki poszła mi kolejna od strony napędowej.
Tym razem nie wjeżdżaliśmy zbyt głęboko w miasto
Słoneczko świeciło dzisiaj mocno...
... tak mocno, że nawet Tomek zaczął kozaczyć
Poniedziałek, 28 lipca 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Zainstalowałem nowe siodełko i nowy czujnik
Rower:63.72 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:27 h AVS:26.01km/h
Zainstalowałem nowe siodełko i nowy czujnik od pulsometru z wymiany gwarancyjnej i wyszedłem sobie z zamiarem zrobienia około 60km. Niestety było strasznie dużo postojów z powodu (nie)działania pulsometru. Właściwie to samo co z poprzednia opaską. Czyżbym znowu dostał trefny egzemplarz? Potestuję jeszcze trochę, a potem znowu poproszę Krzyśka, żeby też ją sprawdził.
Z dalszych niefajnych rzeczy, to wychodzi na to, że albo ten OEMowy SLR jest gorszy od BOXowej wersji, albo brakuje mu trochę wyściółki żelowej i dlatego jest taki lekki. Ale całkiem możliwe, że to także wina najgorszych spodenek, które specjalnie wziąłem licząc na to, że SLR + dowolne spodenki będą komfortowym setem. Trudno. Ostatecznie udało mi się jakoś ustawić siodeło, ale prawdopodobnie to jeszcze nie ostateczne dokręcenie śrub w jarzmie renomowanej sztycy Accent jaką posiadam w mojej starszej od najstarszych górali szosie. Tak czy siak jest lepiej niż na C2 GF, a nawet żeby zaakcentować o ile lepiej to napiszę, że jest <<tu kiedyś było brzydkie słowo>> lepiej!
25 lipca 2008
Dzień jeden z nielicznych. Dokładnie drugi taki w życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nie dałem rady wstać na czas, bo to normalne, tylko to iż miałem dzisiaj jechać zrobić zakupy w Centrum Rowerowym z odbiorem osobistym. Będę się streszczał, bo nie chce mi się zbyt dużo klikać.
Oto w zasadzie wszystkie efekty dzisiejszego dnia..

Właściwie miała się tu znaleźć jeszcze fotka mandatu na 3 stówy i stwierdzenie, że w nagrodę za 112 na 70km/h zdobyłem od pana policjanta 8 punktów, ale ich nie będzie. ;)
Z dalszych niefajnych rzeczy, to wychodzi na to, że albo ten OEMowy SLR jest gorszy od BOXowej wersji, albo brakuje mu trochę wyściółki żelowej i dlatego jest taki lekki. Ale całkiem możliwe, że to także wina najgorszych spodenek, które specjalnie wziąłem licząc na to, że SLR + dowolne spodenki będą komfortowym setem. Trudno. Ostatecznie udało mi się jakoś ustawić siodeło, ale prawdopodobnie to jeszcze nie ostateczne dokręcenie śrub w jarzmie renomowanej sztycy Accent jaką posiadam w mojej starszej od najstarszych górali szosie. Tak czy siak jest lepiej niż na C2 GF, a nawet żeby zaakcentować o ile lepiej to napiszę, że jest <<tu kiedyś było brzydkie słowo>> lepiej!
25 lipca 2008
Dzień jeden z nielicznych. Dokładnie drugi taki w życiu. I nie mam tu na myśli tego, że nie dałem rady wstać na czas, bo to normalne, tylko to iż miałem dzisiaj jechać zrobić zakupy w Centrum Rowerowym z odbiorem osobistym. Będę się streszczał, bo nie chce mi się zbyt dużo klikać.
Oto w zasadzie wszystkie efekty dzisiejszego dnia..

Właściwie miała się tu znaleźć jeszcze fotka mandatu na 3 stówy i stwierdzenie, że w nagrodę za 112 na 70km/h zdobyłem od pana policjanta 8 punktów, ale ich nie będzie. ;)
Poniedziałek, 21 lipca 2008Kategoria .Bridgestone.
Dom -> Głębokie -> Wołczkowo
Rower:40.82 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:43 h AVS:23.78km/h
Dom -> Głębokie -> Wołczkowo -> Dobra -> Uniemyśl -> Bartoszewo -> Szczecin -> Synkros -> Dom
Niedziela, 20 lipca 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Dom -> Głębokie -> Tanowo
Rower:41.53 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:32 h AVS:27.08km/h
Dom -> Głębokie -> Tanowo -> Bartoszewo -> Uniemyśl -> Dobra -> Wołczkowo -> Bezrzecze -> Szczecin -> Dom
Koksiarze śmierdzą...
Koksiarze śmierdzą...
Sobota, 19 lipca 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Dom -> Głębokie -> Tanowo
Rower:40.22 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:38 h AVS:24.62km/h
Dom -> Głębokie -> Tanowo -> Bartoszewo -> Uniemyśl -> Dobra -> Wołczkowo -> Bezrzecze -> Szczecin -> Dom
Przy okazji dzisiaj sfilmowałem poczynania drogowców w tworzeniu kolejnej bojkotowalnej ściechy z kostki brukowej na przedłużeniu ul. Taczaka, która całkiem możliwe zwie się Sosabowskiego: mapka.

Filmik pierwszy raz trochę nie wyszedł, ale i tak nie poprawię.
Przy okazji dzisiaj sfilmowałem poczynania drogowców w tworzeniu kolejnej bojkotowalnej ściechy z kostki brukowej na przedłużeniu ul. Taczaka, która całkiem możliwe zwie się Sosabowskiego: mapka.

Filmik pierwszy raz trochę nie wyszedł, ale i tak nie poprawię.
Piątek, 18 lipca 2008Kategoria .Bridgestone.
Krótka szosowa przejażdżka
Rower:45.81 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:51 h AVS:24.76km/h
Krótka szosowa przejażdżka z Silasem.
Szczecin -> Tanowo -> Bartoszewo -> Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam -> Dobra -> Lubieszyn -> Dołuje -> Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam 2 -> Być Może, Że Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam 3 -> Szczecin
Szczecin -> Tanowo -> Bartoszewo -> Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam -> Dobra -> Lubieszyn -> Dołuje -> Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam 2 -> Być Może, Że Miejscowość, Której Nazwy Nie Pamiętam 3 -> Szczecin
Sobota, 5 lipca 2008Kategoria zz Foto zz, .Romet., .Bridgestone.
Mój blog zyskał nowe oblicze.
Rower:88.34 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:25 h AVS:25.86km/h
Mój blog zyskał nowe oblicze. Trochę nie podoba mi się do końca czcionka, ale nie wiem jak to zmienić i szczerze mówiąc nieważne. Jest lepiej niż było, trzy panele są fajniejsze.
A to się działo dzisiaj:
Wycieczka z Kulą i Silasem. Szczecin-Dąbie-Goleniów-Lubczyna-Dąbie-Szczecin.
Tempo bardzo ok. Już nie puchłem jak ostatnio w NRD, m.in. dlatego, że wziąłem sobie na drogę trochę jadła. Jedynie odzwyczajony tyłek protestował, mimo najwygodniejszych spodenek.
Kula kupił sobie nowe lansersko wyglądające kółka Mavica

Na samo koniec dnia jeszcze zerwałem łańcuch w Romecie.
A to się działo dzisiaj:
Wycieczka z Kulą i Silasem. Szczecin-Dąbie-Goleniów-Lubczyna-Dąbie-Szczecin.
Tempo bardzo ok. Już nie puchłem jak ostatnio w NRD, m.in. dlatego, że wziąłem sobie na drogę trochę jadła. Jedynie odzwyczajony tyłek protestował, mimo najwygodniejszych spodenek.
Kula kupił sobie nowe lansersko wyglądające kółka Mavica

Na samo koniec dnia jeszcze zerwałem łańcuch w Romecie.
Wtorek, 1 lipca 2008Kategoria zz Foto zz, .Romet., .Bridgestone., ..>100km
Wycieczka do NRD + miasto Rometem
Rower:108.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:49 h AVS:22.61km/h
Plan na dzisiaj był taki, że podjedziemy sobie z Silasem do Dobieszczyna i wrócimy przez Lubieszyn. W pewnym sensie tak się też stało. Jednak zanim zrealizowaliśmy ten plan postanowiliśmy, że jako, iż jesteśmy prawdziwymi kozakami, to dojedziemy do Ueckermunde. Niestety odpadliśmy 10 km później, czyli na 40 km tzn. głównie ja, ale Silas nie miał nic przeciwko temu, czyli że tylko zgrywał cwaniaka. Pstryknęliśmy parę fotek pod kościołem i zawrotka.
Kościół, 1x Adamicki sztucznie, 1x Adamicki naturalnie
3x Silas
Kościół2, 1x Adamicki sztucznie
Jednak tu już były problemy. Niestety wszystko wydawało się być zbyt odległe. Ledwo doturlałem się do Lubieszyna jadąc na totalnym zgonie od 50km przez 39km. Tutaj nie oszczędzałem swojego organizmu i za 15zł wpakowałem w siebie 6 niezdrowych, ale niestety trzeba przyznać, że smacznych kanapek po 2,50zł/szt. w "Restauracji innej niż wszystkie" i momentalnie odżyłem. Resztę zrobiliśmy już normalnym tempem.
Kościół, 1x Adamicki sztucznie, 1x Adamicki naturalnie
3x Silas
Kościół2, 1x Adamicki sztucznie
Jednak tu już były problemy. Niestety wszystko wydawało się być zbyt odległe. Ledwo doturlałem się do Lubieszyna jadąc na totalnym zgonie od 50km przez 39km. Tutaj nie oszczędzałem swojego organizmu i za 15zł wpakowałem w siebie 6 niezdrowych, ale niestety trzeba przyznać, że smacznych kanapek po 2,50zł/szt. w "Restauracji innej niż wszystkie" i momentalnie odżyłem. Resztę zrobiliśmy już normalnym tempem.

