Wpisy archiwalne w kategorii
.Wheeler.
| Dystans całkowity: | 27737.84 km (w terenie 4311.45 km; 15.54%) |
| Czas w ruchu: | 1460:23 |
| Średnia prędkość: | 18.99 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 184 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 139 (74 %) |
| Suma kalorii: | 85090 kcal |
| Liczba aktywności: | 540 |
| Średnio na aktywność: | 51.37 km i 2h 42m |
| Więcej statystyk | |
Najpierw na uczelnię i z powrotem,
Rower:38.31 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:52 h AVS:20.52km/h
Najpierw na uczelnię i z powrotem, a potem przepisowa jazda po mieście. Najpierw z Silasem, potem jeszcze z Krzyśkiem i Kulą. Niestety przedwcześnie zakończyliśmy z uwagi na deszcz, który Kula przywiózł ze sobą. ;) Fotek z dzisiaj nie będzie.
Wtorek, 11 marca 2008Kategoria .Wheeler., .Romet., zz Foto zz
Dzisiaj najpierw na uczelnię
Rower:28.46 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:44 h AVS:16.42km/h
Dzisiaj najpierw na uczelnię na jedną godzinkę. Potem kolejnej miało nie być, ale sporo z nas zaryzykowało, że przeciągnie się to na dwie i dobrze. Nie poszedłem też na wykład z wykładowczynią, która czyta wszystko ze slajdów.
W międzyczasie wyszedłem sobie na bike. Jako, że czuję się mocno wymęczony, to bardzo spokojniutko starając się trzymać tętno 130. Jeździłem tylko po mieście. Porobiłem trochę fotek z typowego zachowania się kierowców-parkingowców w mieście Szczecinie. Enjoy. Nalepki i spuszczacze powietrza w oponach już się robią. ;)
Ulica której nazwy nie znam i nie chce mi się sprawdzać. Ścieżka słabej jakości, ale oznakowana znakami pionowymi i poziomym.
Al. Wojska Polskiego, pseudo ścieżka czyli chodnik oznakowany znakiem pionowym (chyba tylko z jednej strony, ale od strony kierowców):
Al. Wojska Polskiego, trochę bliżej centrum, koło kortów tenisowych, (w czasie PKO Open cała pieszościeszka poparkowana, a wtedy między samochodami przechadzają się policjanci i strażnicy miejscy i wtedy też mają to wszystko w nosie):
Ostatnia porcja fotek, to jak przypuszczam w większości auta lokalnych mieszkańców.
W międzyczasie wyszedłem sobie na bike. Jako, że czuję się mocno wymęczony, to bardzo spokojniutko starając się trzymać tętno 130. Jeździłem tylko po mieście. Porobiłem trochę fotek z typowego zachowania się kierowców-parkingowców w mieście Szczecinie. Enjoy. Nalepki i spuszczacze powietrza w oponach już się robią. ;)
Ulica której nazwy nie znam i nie chce mi się sprawdzać. Ścieżka słabej jakości, ale oznakowana znakami pionowymi i poziomym.
Al. Wojska Polskiego, pseudo ścieżka czyli chodnik oznakowany znakiem pionowym (chyba tylko z jednej strony, ale od strony kierowców):
Al. Wojska Polskiego, trochę bliżej centrum, koło kortów tenisowych, (w czasie PKO Open cała pieszościeszka poparkowana, a wtedy między samochodami przechadzają się policjanci i strażnicy miejscy i wtedy też mają to wszystko w nosie):
Ostatnia porcja fotek, to jak przypuszczam w większości auta lokalnych mieszkańców.
Sobota, 8 marca 2008Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Wersja 1 wpisu:
Strasznie
Rower:44.06 km (2.50km teren) czas jazdy: 01:52 h AVS:23.60km/h
Wersja 1 wpisu:
Strasznie normalnie dzisiaj się obudziłem czyli o 12:33, więc niestety nie zdążyłem na wspólną jazdę z Kulą i Szymonem, ale za to umyłem bika.
O 16:20 wyszedłem pojeździć sobie po mieście. Oczywiście nudno i niebezpiecznie. Zahaczyłem trochę o Park Kasprowicza i zrobiłem dwa podjazdy, wiem, wiem, wow...
Stamtąd asfaltem na Głębokie i podjazd pod Miodową, zjazd i kolejny podjazd i dalej jazda w kierunku osiedla, którego nazwy nie znam, ale whatever.
Końcówka już samo miasto. Nuda, nuda, nuda! Przed samym powrotem jeszcze po flowersy.
A tak wygląda mój piękny umyty bike o nazwie Wheeler:

Wersja 2 wpisu (vel Silas):
Wyjście na miasto celem podtrzymania kondychy. Trasa tym razem znów niestandardowa. Najpierw jeździłem po dziurawym asfalcie, a potem po dziurawym asfalcie. W taki sposób dojechałem do dziurawego asfaltu. Och, jakże wspaniale było, nawdychałem się tyle spalin, że czuję się znakomicie..
Strasznie normalnie dzisiaj się obudziłem czyli o 12:33, więc niestety nie zdążyłem na wspólną jazdę z Kulą i Szymonem, ale za to umyłem bika.
O 16:20 wyszedłem pojeździć sobie po mieście. Oczywiście nudno i niebezpiecznie. Zahaczyłem trochę o Park Kasprowicza i zrobiłem dwa podjazdy, wiem, wiem, wow...
Stamtąd asfaltem na Głębokie i podjazd pod Miodową, zjazd i kolejny podjazd i dalej jazda w kierunku osiedla, którego nazwy nie znam, ale whatever.
Końcówka już samo miasto. Nuda, nuda, nuda! Przed samym powrotem jeszcze po flowersy.
A tak wygląda mój piękny umyty bike o nazwie Wheeler:

Wersja 2 wpisu (vel Silas):
Wyjście na miasto celem podtrzymania kondychy. Trasa tym razem znów niestandardowa. Najpierw jeździłem po dziurawym asfalcie, a potem po dziurawym asfalcie. W taki sposób dojechałem do dziurawego asfaltu. Och, jakże wspaniale było, nawdychałem się tyle spalin, że czuję się znakomicie..
Piątek, 7 marca 2008Kategoria .Wheeler., .Romet., zz Foto zz
Dzisiaj najpierw rano na
Rower:55.45 km (15.75km teren) czas jazdy: 03:05 h AVS:17.98km/h
Dzisiaj najpierw rano na uczelnię i z powrotem, potem do przychodni, do Kadrzyńskiego, zobaczyć czy stojak z Allegro za 18zł mi podpasuje i na chatkę. A później wspólna ustawka z Kulą i Silasem. Niestety nie mogłem sie dodzwonić do Silasa, więc pozostał sobie na mieście pomiędzy spalinami i "dla podtrzymania kondycji jeździł jak zwykle ostro po niestandardowych trasach" jak sam mówi ;).
Po drodze na Miodową spotkałem znajomego z M4, przez co Kula czekał na mnie jak zwykle kilka minut. :) Kiedy dojechałem na Gubałówkę ruszyliśmy terenem w kierunku Polic. W lesie było trochę błota, ale nie znowu jakoś masakrycznie strasznie dla nas prawdziwych bajkerów, a nie tanich podróbek (pozdro, Silas ;) ). Przed samym dojazdem do Polic po asfalcie Kula wciągnał przez nos koks i uciekł mi na jakieś 700m w ciągu 12 sekund.
Wbiliśmy się do Górala, niestety nie mieli aktualnie relatywnie lekkich dętek, ale sprzedawca powiedział, że sprowadzi jakieś 110g, więc fajnie. Tymczasem Kula zauważył, że z mojej najwyraźniej dziurawej butelki wykapało jakieś 0,2 l wody na podłogę, więc się wycofałem ze sklepu.
Obskoczyliśmy kilka kiosków i małych sklepików, ale nigdzie nie mieli wody 0,7-0,75 l, w końcu dopiero w centrum Kinga czy jak ono się nazywa znalazłem Żywca 0,7.
Powrót nowymi ściażkami w terenie. Przy okazji popstrykaliśmy trochę intelektualnych fot, żeby nie było, że bikerzy nie mają w głowie, a tylko w nogach, ziąąą...
Kula się bawił z małego drifciarza, aż w końcu wyleciał z bika :)

Chyba trochę go zamroczyło, bo powiedział, że mój Wheeler jest taki piękny, że musi mieć z nim fotę



Drzemka



W drodze powrotnej Kula wpadł pod Golfa

Na koniec podjechaliśmy na myjkę, fot nie ma, gdzie Kula systematycznie w ciągu dwóch minut pozalewał każde łożysko w swoim biku plus moje buty extra. :) A tak na serio to chyba tam przyjadę jak się "zima" skończy na dobre, żeby umyć z błota Wheelera.
Po rozdzieleniu się zrobiłem jeszcze kilka km po mieście i spotkałem po drodze Krzyśka. Pojeździliśmy chwilę razem, ale zarzucił ostre tempo (wiem, że pewnie specjalnie :P) i szybko poczułem nieodpartą chęć powrotu do domu, czyli że mówiąc dosłownie wymiękłem. :)
Po drodze na Miodową spotkałem znajomego z M4, przez co Kula czekał na mnie jak zwykle kilka minut. :) Kiedy dojechałem na Gubałówkę ruszyliśmy terenem w kierunku Polic. W lesie było trochę błota, ale nie znowu jakoś masakrycznie strasznie dla nas prawdziwych bajkerów, a nie tanich podróbek (pozdro, Silas ;) ). Przed samym dojazdem do Polic po asfalcie Kula wciągnał przez nos koks i uciekł mi na jakieś 700m w ciągu 12 sekund.
Wbiliśmy się do Górala, niestety nie mieli aktualnie relatywnie lekkich dętek, ale sprzedawca powiedział, że sprowadzi jakieś 110g, więc fajnie. Tymczasem Kula zauważył, że z mojej najwyraźniej dziurawej butelki wykapało jakieś 0,2 l wody na podłogę, więc się wycofałem ze sklepu.
Obskoczyliśmy kilka kiosków i małych sklepików, ale nigdzie nie mieli wody 0,7-0,75 l, w końcu dopiero w centrum Kinga czy jak ono się nazywa znalazłem Żywca 0,7.
Powrót nowymi ściażkami w terenie. Przy okazji popstrykaliśmy trochę intelektualnych fot, żeby nie było, że bikerzy nie mają w głowie, a tylko w nogach, ziąąą...
Kula się bawił z małego drifciarza, aż w końcu wyleciał z bika :)

Chyba trochę go zamroczyło, bo powiedział, że mój Wheeler jest taki piękny, że musi mieć z nim fotę



Drzemka



W drodze powrotnej Kula wpadł pod Golfa

Na koniec podjechaliśmy na myjkę, fot nie ma, gdzie Kula systematycznie w ciągu dwóch minut pozalewał każde łożysko w swoim biku plus moje buty extra. :) A tak na serio to chyba tam przyjadę jak się "zima" skończy na dobre, żeby umyć z błota Wheelera.
Po rozdzieleniu się zrobiłem jeszcze kilka km po mieście i spotkałem po drodze Krzyśka. Pojeździliśmy chwilę razem, ale zarzucił ostre tempo (wiem, że pewnie specjalnie :P) i szybko poczułem nieodpartą chęć powrotu do domu, czyli że mówiąc dosłownie wymiękłem. :)
Środa, 5 marca 2008Kategoria .Wheeler., .Romet., zz Foto zz
Wstałem dzisiaj skoro świt
Rower:35.30 km (14.10km teren) czas jazdy: 01:59 h AVS:17.80km/h
Wstałem dzisiaj skoro świt czyli za piętnaście trzynasta. Szybkie śniadanko w postaci pysznej zupki buraczkowej i kanapek, po czym wyszedłem na Wheelera i dobrze się stało, bo sporo błotka dzisiaj napotkałem.
Najpierw standardowo kilka km po mieście, żeby się rozruszać. W ogóle masakra, jechałem sobie totalnie po woli, a pulsometr pokazywał strasznie wysokie tętno. Nie wiem, może to przez to, że jeszcze się dobrze nie rozbudziłem, a może się strasznie zapuściłem z kondycją, ale whatever...
Wjechałem do Lasku Arkońskiego, chciałem sobie zaliczyć fajny zjazd, ale leżało tam trochę patyków, śnieżku i mokrych liście, więc stwierdziłem, że zawracam. Jeździłem sobie po terenkach, gdzie rzadko bywam. Zrobiłem parę fajnych fotek.
Wheeler 1900zx
Strumyk

Las i błotko

Dojechałem do Głębokiego, okrążyłem sobie i stąd powrót przez Wojska Polskiego, trochę centrum i na chatkę.
Później szybka kąpiel i przesiadka na Rometa, żeby pojechać po książki do biblioteki.
Najpierw standardowo kilka km po mieście, żeby się rozruszać. W ogóle masakra, jechałem sobie totalnie po woli, a pulsometr pokazywał strasznie wysokie tętno. Nie wiem, może to przez to, że jeszcze się dobrze nie rozbudziłem, a może się strasznie zapuściłem z kondycją, ale whatever...
Wjechałem do Lasku Arkońskiego, chciałem sobie zaliczyć fajny zjazd, ale leżało tam trochę patyków, śnieżku i mokrych liście, więc stwierdziłem, że zawracam. Jeździłem sobie po terenkach, gdzie rzadko bywam. Zrobiłem parę fajnych fotek.
Wheeler 1900zx
Strumyk

Las i błotko

Dojechałem do Głębokiego, okrążyłem sobie i stąd powrót przez Wojska Polskiego, trochę centrum i na chatkę.
Później szybka kąpiel i przesiadka na Rometa, żeby pojechać po książki do biblioteki.
Niedziela, 2 marca 2008Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Dzisiaj ustawka z Kulą.
Rower:62.45 km (19.30km teren) czas jazdy: 03:00 h AVS:20.82km/h
Dzisiaj ustawka z Kulą. Pogoda była początkowo do niczego i nie miałem zbyt wielkiej ochoty jechać, zwłaszcza że kiedy wychodziłem i przez pierwsze 20minut padał deszcz, ale w końcu jak nie ja to kto. :D Około 12:27 dojechałem na Głębokie, gdzie jak zwykle Kula już na mnie czekał.
Zaczęliśmy od okrążenie jeziora zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Chlapka była niefajna. A ja dodatkowo umyłem wczoraj wieczorem napęd i teraz był już cały usyfiony. No, ale trudno, i tak się trochę oczyścił ze starego syfu.
W pewnym momencie wpadłem na pomysł, żeby przejechać się do rezerwatu Świdwie. Tak też uczyniliśmy. Jechało się ok, chociaż trochę piachowato, ale to jak zawsze na tej trasie. W Tanowie trochę ochlapał mnie samochód, ale po kilkunastu minutach spodnie mi wyschły.
Na miejscu popstrykaliśmy sobie trochę fotek z kategorii "dzieci specjalnej troski", weszliśmy na wieżę i skierowaliśmy się do Stolca, by pooddychać trochę świeżym powietrzem.

Powrót był asfaltem przez Buk, Dobrą, Wołczkowo i Miodową, i poszedł szybko bo pomagał nam dobry wiatr. Rozdzieliliśmy się na Warszewie, przejechałem jeszcze przez trochę miasta i wróciłem na chatkę, a kiedy to piszę w moim brzuchu trawi się już pyszny obiadek. :)
Zaczęliśmy od okrążenie jeziora zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Chlapka była niefajna. A ja dodatkowo umyłem wczoraj wieczorem napęd i teraz był już cały usyfiony. No, ale trudno, i tak się trochę oczyścił ze starego syfu.
W pewnym momencie wpadłem na pomysł, żeby przejechać się do rezerwatu Świdwie. Tak też uczyniliśmy. Jechało się ok, chociaż trochę piachowato, ale to jak zawsze na tej trasie. W Tanowie trochę ochlapał mnie samochód, ale po kilkunastu minutach spodnie mi wyschły.
Na miejscu popstrykaliśmy sobie trochę fotek z kategorii "dzieci specjalnej troski", weszliśmy na wieżę i skierowaliśmy się do Stolca, by pooddychać trochę świeżym powietrzem.

Powrót był asfaltem przez Buk, Dobrą, Wołczkowo i Miodową, i poszedł szybko bo pomagał nam dobry wiatr. Rozdzieliliśmy się na Warszewie, przejechałem jeszcze przez trochę miasta i wróciłem na chatkę, a kiedy to piszę w moim brzuchu trawi się już pyszny obiadek. :)
Wtorek, 12 lutego 2008Kategoria .Wheeler.
Miało być trochę lekkiego
Rower:47.50 km (6.10km teren) czas jazdy: 02:31 h AVS:18.87km/h
Miało być trochę lekkiego terenu, ale nie udało mi się niestety wyjść za widnego i musiałem klepać miasto.
Niedziela, 10 lutego 2008Kategoria .Wheeler.
Jazda po trasie Maratonu
Rower:60.97 km (29.45km teren) czas jazdy: 03:45 h AVS:16.26km/h
Jazda po trasie Maratonu Gryfa z Krzyśkiem, Kulą i jednym panem. Ale się zmachałem, że szok :/
Yo, yo
Yo, yo
Sobota, 9 lutego 2008Kategoria .Wheeler.
Arkoński, Wkrzańska, Głębokie,
Rower:40.67 km (17.20km teren) czas jazdy: 02:06 h AVS:19.37km/h
Arkoński, Wkrzańska, Głębokie, (śmierdzące) miasto. Znowu w pierwszy cieplejszy weekend po pseudozimie od zarąbania spacerujących przeszkadzaczy.
Najpierw Rometem na uczelnię
Rower:35.94 km (11.75km teren) czas jazdy: 01:56 h AVS:18.59km/h
Najpierw Rometem na uczelnię i z powrotem po kolejną piątkę ;) , a potem popołudniu wyjście na poruszanie się trochę i jazda w okolicy Arkońskiego, Wkrzańskiej i Głębokiego.

