Wtorek, 9 sierpnia 2011Kategoria ..>100km, .Trek., zz Foto zz
Puszcza Bukowa + Jezioro Głębokie
Rower:Trek110.01 km (60.00km teren) czas jazdy: 05:58 h AVS:18.44km/h
Ponowny wypad do Puszczy Bukowej. Zrobiłem tutaj jakieś 55km wliczając w to również drogi asfaltowe. W niektórych miejscach chyba nawet dwa razy byłem, np. w Kołowie, coś wreszcie zaczynam kojarzyć - mała ta Puszcza. ;) Nie zabrałem dzisiaj żadnych bananów, ale za to sporo słodyczy i śmiało nasypałem białego proszku do wszystkich bidonów, to mi prądu nie odcięło, jak ostatnio kiedy wracałem.
W lesie natrafiłem na drwali, którzy dewastowali las wycinając drzewa i rozjeżdżali ścieżki traktorami. Dwa lata tutaj nie byłem i muszę powiedzieć, że Puszcza wydaje mi się bardziej zaniedbana - zdziczała w niektórych miejscach, a na całkiem nieźle prezentujących się kiedyś ścieżkach są dziś prawie pół metrowe koleiny.


Zdecydowałem się na wspinaczkę z rowerem na plecach pod górę, pod którą kiedyś Kula podprowadzał rower z zamiarem zjazdu, ale zbyt pionowo było. Tym razem ja wchodziłem kucając i pomagając sobie ręką. Sprowadzić bym nie dał rady. Jak ktoś chce, to śmiało może straszyć swoje lub pożyczone dziecko przepaścią ze zdjęcia, jeśli to nie przestanie natychmiast płakać albo znowu zrobi taką dużą kupę w pieluchę.


Bikerów spotkałem może pięciu, pusto i spokojnie.

Chcąc dobić do setki, a później jeszcze dalej pojechałem jeszcze po powrocie na lewobrzeże do Lasku Arkońskiego i okrążyć Jezioro Głębokie.
W lesie natrafiłem na drwali, którzy dewastowali las wycinając drzewa i rozjeżdżali ścieżki traktorami. Dwa lata tutaj nie byłem i muszę powiedzieć, że Puszcza wydaje mi się bardziej zaniedbana - zdziczała w niektórych miejscach, a na całkiem nieźle prezentujących się kiedyś ścieżkach są dziś prawie pół metrowe koleiny.

Puszcza Bukowa© Adamicki

Puszcza Bukowa© Adamicki
Zdecydowałem się na wspinaczkę z rowerem na plecach pod górę, pod którą kiedyś Kula podprowadzał rower z zamiarem zjazdu, ale zbyt pionowo było. Tym razem ja wchodziłem kucając i pomagając sobie ręką. Sprowadzić bym nie dał rady. Jak ktoś chce, to śmiało może straszyć swoje lub pożyczone dziecko przepaścią ze zdjęcia, jeśli to nie przestanie natychmiast płakać albo znowu zrobi taką dużą kupę w pieluchę.

Postrach niemowlaków© Adamicki

Trek 8500 Custom© Adamicki
Bikerów spotkałem może pięciu, pusto i spokojnie.

Puszcza Bukowa© Adamicki
Chcąc dobić do setki, a później jeszcze dalej pojechałem jeszcze po powrocie na lewobrzeże do Lasku Arkońskiego i okrążyć Jezioro Głębokie.
Poniedziałek, 8 sierpnia 2011Kategoria .Romet.
Po mieście
Rower:Romet13.57 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:42 h AVS:19.39km/h
Niedziela, 7 sierpnia 2011Kategoria .Trek., zz Foto zz
Puszcza Bukowa
Rower:Trek67.90 km (12.20km teren) czas jazdy: 02:48 h AVS:24.25km/h
Dawno już tutaj nie byłem. Trochę późno się obudziłem i wypad musiał być krótki, ale zdążyłem obrócić. Niestety moja znajomość prawobrzeżnych lasów Szczecina jest na tyle mała, że jadąc tzw. asfaltem i nie wiedząc, która ściecha będzie najlepsza do wybrania, jak w końcu gdzieś skręciłem, to za chwilę wyjechałem na DK3 koło Starego Czarnowa. Kilka kilometrów później po krótkim pobycie w terenie z kolei "asfalt" wywiózł mnie znów do DK3, tym razem koło Płoni. :) Ale zrobię kilkanaście wypadów, to się może zacznę trochę orientować.

Puszcza Bukowa© Adamicki
Sobota, 6 sierpnia 2011Kategoria .Trek., zz Foto zz
Powrót Treka
Rower:Trek40.13 km (20.00km teren) czas jazdy: 01:58 h AVS:20.41km/h
W końcu pierwszy raz od prawie dwóch lat wyszedłem na Treka. Tydzień go myłem i szykowałem, ale efekt jest pozytywny. Tylko kijowy aparat w telefonie wszystko zabił. Bidony na zdjęciach są puste, tylko dla szpanu. Później przyczepiłem też atrybut prawdziwych mężczyzn w postaci trójkątnej różowej torebki pod ramą. :)



Już dawno chciałem się przejechać po lesie, ale wizja tego, co trzeba z zrobić którymkolwiek góralem przerażała mnie. W końcu w ostatnią niedzielę wykonałem jednak pierwszy krok w tym kierunku. Do upierdliwych czynności, które musiałem wykonać należało mycie roweru, napędu, czyszczenie kółek od przerzutki, wstawienie szprychy, centrowanie koła, regulacja hamulca, etc. Okazało się, że po dwóch latach stania w błotnym syfie kółeczka przerzutki całkowicie przestały się kręcić. Rozebrałem, opsikałem łożyska WD-40 i szorowałem szczotą, a wszystko to nic nie dało. Dopiero na siłę rozruszanie śrubokrętem i powtórzenie wszystkiego pomogło i teraz znów jest bardzo ok. Potem dobranie najkrótszego łańcucha. Czyszczenie sterów jest kolejną czynnością, której się obawiałem, ale mimo, że stery wydają się być u góry nieszczelne, to właśnie góra była już na pierwszy rzut oka tak czyściutka, że nawet nie zaglądałem do niej, a wyczyściłem i przesmarowałem jedynie wszystko na dole.
Najgorszym etapem było znalezienie szprychy. Jak się okazuje chyba jestem debilem (raczej na pewno, bo po co to wszystko piszę?;)), bo najprawdopodobniej opierając o siebie rowery skasowałem jedną szprychę. Odwiedziłem wszystkie najważniejsze sklepy w Szczecinie i nigdzie nie znalazłem czarnego Macha 262 mm cieniowanego na 1,8 mm. Ostatecznie zadowoliłem się Revolutionem 2x1.5x2 mm za 4 zł i odchudziłem w ten sposób bike. ;) Wstawienie szprychy okazało się niewymagające gięcia jej, bo była to akurat szprycha idąca na zewnątrz wszystkich pozostałych, ale bez odkręcenia kasety i tarczy się nie odbyło. I dobrze, bo wymyłem na maxa kasetę, a nastawiając dosyć długo hamulec w końcu udało mi się zrobić to idealnie bez tarcia. Wcześniej jeszcze centrowanie na "centrownicy" i później też - już prawie nie bije. Na koniec już tylko założenie i nasmarowanie łańcucha oraz wyprostowanie i dokręcenie mostka.

Najpierw pojechałem do Lasku Arkońskiego i okrążyłem Głębokie czyli lajtowy lewobrzeżny standard. Dalej lasem pod Miodową, na Gubałówkę, stąd przez jakiś czas czerwonym szlakiem Ścieżkami Dzików, z którego odbiłem w lewo i dojechałem na dół Gubałówki od drugiej strony. Stamtąd znowu prawie do Głębokiego i przez Arkoński na remontowaną ul. Arkońską i inspekcja wiaduktu kolejowego i robót drogowych, a potem dom.

Trek 8500 Custom© Adamicki

Trek 8500 Custom© Adamicki

Kaseta© Adamicki
Już dawno chciałem się przejechać po lesie, ale wizja tego, co trzeba z zrobić którymkolwiek góralem przerażała mnie. W końcu w ostatnią niedzielę wykonałem jednak pierwszy krok w tym kierunku. Do upierdliwych czynności, które musiałem wykonać należało mycie roweru, napędu, czyszczenie kółek od przerzutki, wstawienie szprychy, centrowanie koła, regulacja hamulca, etc. Okazało się, że po dwóch latach stania w błotnym syfie kółeczka przerzutki całkowicie przestały się kręcić. Rozebrałem, opsikałem łożyska WD-40 i szorowałem szczotą, a wszystko to nic nie dało. Dopiero na siłę rozruszanie śrubokrętem i powtórzenie wszystkiego pomogło i teraz znów jest bardzo ok. Potem dobranie najkrótszego łańcucha. Czyszczenie sterów jest kolejną czynnością, której się obawiałem, ale mimo, że stery wydają się być u góry nieszczelne, to właśnie góra była już na pierwszy rzut oka tak czyściutka, że nawet nie zaglądałem do niej, a wyczyściłem i przesmarowałem jedynie wszystko na dole.
Najgorszym etapem było znalezienie szprychy. Jak się okazuje chyba jestem debilem (raczej na pewno, bo po co to wszystko piszę?;)), bo najprawdopodobniej opierając o siebie rowery skasowałem jedną szprychę. Odwiedziłem wszystkie najważniejsze sklepy w Szczecinie i nigdzie nie znalazłem czarnego Macha 262 mm cieniowanego na 1,8 mm. Ostatecznie zadowoliłem się Revolutionem 2x1.5x2 mm za 4 zł i odchudziłem w ten sposób bike. ;) Wstawienie szprychy okazało się niewymagające gięcia jej, bo była to akurat szprycha idąca na zewnątrz wszystkich pozostałych, ale bez odkręcenia kasety i tarczy się nie odbyło. I dobrze, bo wymyłem na maxa kasetę, a nastawiając dosyć długo hamulec w końcu udało mi się zrobić to idealnie bez tarcia. Wcześniej jeszcze centrowanie na "centrownicy" i później też - już prawie nie bije. Na koniec już tylko założenie i nasmarowanie łańcucha oraz wyprostowanie i dokręcenie mostka.

Polska myśl techniczna - centrownica domowej roboty, wcale nie made in China© Adamicki
Najpierw pojechałem do Lasku Arkońskiego i okrążyłem Głębokie czyli lajtowy lewobrzeżny standard. Dalej lasem pod Miodową, na Gubałówkę, stąd przez jakiś czas czerwonym szlakiem Ścieżkami Dzików, z którego odbiłem w lewo i dojechałem na dół Gubałówki od drugiej strony. Stamtąd znowu prawie do Głębokiego i przez Arkoński na remontowaną ul. Arkońską i inspekcja wiaduktu kolejowego i robót drogowych, a potem dom.
Piątek, 5 sierpnia 2011Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Koniec zbijania bąków!
Rower:Bridgestone32.55 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:16 h AVS:25.70km/h
W końcu odwaliłem, to co musiałem i po dwunastu dniach przerwy wyprałem się dzisiaj na rower. Póki co jeszcze na szosę, bo mimo, że las korci, to Trek wciąż nie jest jeszcze gotowy.
Wypad zaczął się pechowo, po 3,4km złapałem flaka - jakiś ostry kamyczek wpadł w nacięcie w oponie.

W takiej sytuacji najlepiej było zakleić dziurę i mieć dodatkowe wzmocnienie od łatki, więc tak zrobiłem. Złożyłem rower i już chciałem jechać, a tu lipa, bo łańcuch wyskoczył z pomiędzy kółeczek przerzutki - tak już ona ma. Uwaliłem się cały smarem, ale za to zauważyłem, że mogę dosyć łatwo założyć łańcuch z powrotem, bo przerzutka ma mechanizm, który pozwala ją zdjąć z roweru bez rozkręcania wózka omijając łańcuch.
Potem kontynuowałem night bike z sigmą micro wioskami typu Warnik, etc. i kawałek po mieście, ale już nic fajnego się nie stało, więc nie będę zmyślał.
Wypad zaczął się pechowo, po 3,4km złapałem flaka - jakiś ostry kamyczek wpadł w nacięcie w oponie.

Bridgestone w przydrożnym serwisie© Adamicki
W takiej sytuacji najlepiej było zakleić dziurę i mieć dodatkowe wzmocnienie od łatki, więc tak zrobiłem. Złożyłem rower i już chciałem jechać, a tu lipa, bo łańcuch wyskoczył z pomiędzy kółeczek przerzutki - tak już ona ma. Uwaliłem się cały smarem, ale za to zauważyłem, że mogę dosyć łatwo założyć łańcuch z powrotem, bo przerzutka ma mechanizm, który pozwala ją zdjąć z roweru bez rozkręcania wózka omijając łańcuch.
Potem kontynuowałem night bike z sigmą micro wioskami typu Warnik, etc. i kawałek po mieście, ale już nic fajnego się nie stało, więc nie będę zmyślał.
Sobota, 23 lipca 2011Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz, ..>150km
Wakacyjna przejażdżka #2
Rower:Bridgestone160.65 km (0.00km teren) czas jazdy: 05:52 h AVS:27.38km/h
Dzisiaj zrealizowałem wspomniany dwa dni temu plan - wypad do Płocka.

Wszystko zaczęło się od pobudki o godzinie 11, śniadania, sprawdzenia pogody, etc. Wystartowałem dopiero o 13:30. Kierunek Krośniewice. Poszło szybko, w końcu to tylko ok. 15km. Dawniej w Krośniewicach tworzyły się korki, bo krzyżują się tutaj drogi krajowe nr 1 i 2, ale wybudowano obwodnice i w tej chwili centrum miasta jest puste, ulga dla mieszkańców. Niedługo to samo czeka nowogardzian.
W Krośniewicach wybrałem drogę wojewódzką nr 581 na Gostynin. Znowu idealna jakość nawierzchni. W ogóle jestem zdziwiony, że wszędzie jest tak równiutko, nawet na wsiach jest prawie idealnie, wioski koło Szczecina się kompletnie nie umywają.
Kilka kilometrów za Krośniewicami była kopalnia prawdpodobnie kruszywa.
Po drodze w jakiejś miejscowości:
Tak się złożyło, że przejeżdżałem przez trasę budowanej obecnie autostrady A1, więc zajechałem na budowę jakiegoś wiaduktu.
Po 46km byłem w Gostyninie. Odwiedziłem zamek, który został w miarę niedawno odremontowany i prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka. Naokoło niego płynie sztuczna fosa, a obok znajduje się jezioro.
Następnie kierunek Płock. Po drodze w kilku miejscowościach i między miejscowościami jacyś dowcipnisie ustawiali znaki zakazu ruchu dla rowerów i znakowali chodniki z kostki betonowej jako ścieżki rowerowe. Na zdjęciu niżej widać ścieżkę rowerową dla Brytyjczyków, strasznie nierówna, zjechałem na pierwszym zjeździe na idealną nawierzchnię drogi krajowej. Bojkotowałem konsekwentnie wszystkie rowerowe buble i cisnąłem po jezdni, ale nikt nie zatrabił. W ogóle spotkałem się z zakazem ruchu dla rowerów podczas, gdy obok nie było żadnej alternatywy, chyba kilkukilometrowy objazd. Żeby było dowcipnie to pod Płockiem taki znak był umieszczony na tej samej drodze tylko w stronę powrotną.
W końcu dojechałem do Płocka. Byłem tutaj 13-14 lat temu, ale nie na zwiedzanie, więc nic nie wyglądało znajomo.
Świątynia Miłosierdzia i Miłości w Płocku wzniesiona w latach 1911-1914 w stylu neogotyckim angielskim. Link do artykułu w wikipedii.
A tutaj Most im. Legionów Piłsudskiego przez Wisłę wybudowany w 1938 roku. Później był wysadzany w powietrze zarówno przez Polaków, jak i Niemców. Link do artykułu w wikipedii.
Największa wtopa dzisiejszej wycieczki, czyli niepodjechanie z bliska właśnie tam na górę, żeby zobaczyć najcenniejszy zabytek Płocka. Link do artykułu w wikipedii.
Widok z Mostu im. Legionów Piłsudkiego na Most Solidarności w Płocku. Link do artykułu w wikipedii.
Dobra, to już były ostatnie zdjęcia z mostami na dzisiaj. :)
Na odjezdnym jeszcze wsunąłem pizzę, w upatrzonym wcześniej miejscu i tak sobie rozepchałem żołądek, że zupełnie odechciało mi się jechać. Zmotywował mnie jakiś bardzo głupi tubylec, który się przysiadł do mojego stolika i zaczął wdychać do swoich płuc czarny dym z kawałka palącego się zawiniątka z suchymi liśćmi wzbogacony kilkudziesięcioma składnikami identycznymi, jak w benzynie. Nie chcąc śmierdzieć niczym ten nikotynowy ćpun, pojechałem sobie.
Ostatnie zdjęcie z dzisiaj zrobiłem w Gostyninie w drodze powrotnej, spodobał mi się budynek widoczny w tle.
Do domu dojechałem o 21 mając jeszcze w kieszonkach dwa jajka na twardo ze śniadania. ;)

Wszystko zaczęło się od pobudki o godzinie 11, śniadania, sprawdzenia pogody, etc. Wystartowałem dopiero o 13:30. Kierunek Krośniewice. Poszło szybko, w końcu to tylko ok. 15km. Dawniej w Krośniewicach tworzyły się korki, bo krzyżują się tutaj drogi krajowe nr 1 i 2, ale wybudowano obwodnice i w tej chwili centrum miasta jest puste, ulga dla mieszkańców. Niedługo to samo czeka nowogardzian.

Dojeżdzam do Krośniewic© Adamicki

Widok na lewo© Adamicki

Widok na prawo na DK 1© Adamicki

Kościół w Krośniewicach© Adamicki
W Krośniewicach wybrałem drogę wojewódzką nr 581 na Gostynin. Znowu idealna jakość nawierzchni. W ogóle jestem zdziwiony, że wszędzie jest tak równiutko, nawet na wsiach jest prawie idealnie, wioski koło Szczecina się kompletnie nie umywają.

Kierunek Gostynin© Adamicki
Kilka kilometrów za Krośniewicami była kopalnia prawdpodobnie kruszywa.

Kopalnia za Krośniewicami© Adamicki

Kopalnia za Krośniewicami c.d.© Adamicki
Po drodze w jakiejś miejscowości:

Kościół i dzwonnica© Adamicki
Tak się złożyło, że przejeżdżałem przez trasę budowanej obecnie autostrady A1, więc zajechałem na budowę jakiegoś wiaduktu.

Budowa autostrady A1© Adamicki

Budowa wiaduktu nad autostradą A1© Adamicki

Szalunki Huennebeck formujące korpus przyczółka© Adamicki

Widok na żebro i prostokątne skrzydło przyczółka© Adamicki
Po 46km byłem w Gostyninie. Odwiedziłem zamek, który został w miarę niedawno odremontowany i prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka. Naokoło niego płynie sztuczna fosa, a obok znajduje się jezioro.

Zamek w Gostyninie© Adamicki

Widok na dziedziniec© Adamicki

Widok na jezioro przez bramę© Adamicki

Widok na jezioro© Adamicki

Widok na jezioro 2© Adamicki

Widok na jezioro 3© Adamicki

Zamek - widok na bramę z atrapą kraty© Adamicki

Zamek - widok na wieżę© Adamicki

Sztuczna fosa© Adamicki
Następnie kierunek Płock. Po drodze w kilku miejscowościach i między miejscowościami jacyś dowcipnisie ustawiali znaki zakazu ruchu dla rowerów i znakowali chodniki z kostki betonowej jako ścieżki rowerowe. Na zdjęciu niżej widać ścieżkę rowerową dla Brytyjczyków, strasznie nierówna, zjechałem na pierwszym zjeździe na idealną nawierzchnię drogi krajowej. Bojkotowałem konsekwentnie wszystkie rowerowe buble i cisnąłem po jezdni, ale nikt nie zatrabił. W ogóle spotkałem się z zakazem ruchu dla rowerów podczas, gdy obok nie było żadnej alternatywy, chyba kilkukilometrowy objazd. Żeby było dowcipnie to pod Płockiem taki znak był umieszczony na tej samej drodze tylko w stronę powrotną.

Pseudo ścieżka rowerowa dla jeżdżących "pod prąd"© Adamicki
W końcu dojechałem do Płocka. Byłem tutaj 13-14 lat temu, ale nie na zwiedzanie, więc nic nie wyglądało znajomo.

Kościół w Płocku© Adamicki

Zwiedzanie - pomnik ale nie wiem jaki© Adamicki

Trawa, kwiaty i jakis budynek w tle© Adamicki

(Prawdopodobnie) rynek w Plocku© Adamicki
Świątynia Miłosierdzia i Miłości w Płocku wzniesiona w latach 1911-1914 w stylu neogotyckim angielskim. Link do artykułu w wikipedii.

Świątynia Miłosierdzia i Miłości w Płocku© Adamicki

Ta sama Świątynia© Adamicki

Widok na Wisłę© Adamicki

Żelbetowe schody prowadzące do tarasu widokowego© Adamicki
A tutaj Most im. Legionów Piłsudskiego przez Wisłę wybudowany w 1938 roku. Później był wysadzany w powietrze zarówno przez Polaków, jak i Niemców. Link do artykułu w wikipedii.

Most im. Legionów Piłsudskiego© Adamicki

Widok z boku© Adamicki

Molo w Plocku© Adamicki

Architekt miał bujną wyobraźnię© Adamicki

Molo w Płocku c.d.© Adamicki

Molo w Płocku c.d. c.d.© Adamicki

Molo w Płocku c.d. c.d. c.d.© Adamicki

Obiekt, do którego nawiązuje architektura mola© Adamicki
Największa wtopa dzisiejszej wycieczki, czyli niepodjechanie z bliska właśnie tam na górę, żeby zobaczyć najcenniejszy zabytek Płocka. Link do artykułu w wikipedii.

Widok na wzgórze i Bazylikę katedralną Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Płocku© Adamicki

Widok z Mostu im. Legionów Piłsudskiego© Adamicki
Widok z Mostu im. Legionów Piłsudkiego na Most Solidarności w Płocku. Link do artykułu w wikipedii.

Widok na znajdujący się daleko Most Solidarności© Adamicki

Bridgestone na Moście im. Legionów Piłsudskiego© Adamicki

Widok jezdni tegoż samego mostu© Adamicki
Dobra, to już były ostatnie zdjęcia z mostami na dzisiaj. :)
Na odjezdnym jeszcze wsunąłem pizzę, w upatrzonym wcześniej miejscu i tak sobie rozepchałem żołądek, że zupełnie odechciało mi się jechać. Zmotywował mnie jakiś bardzo głupi tubylec, który się przysiadł do mojego stolika i zaczął wdychać do swoich płuc czarny dym z kawałka palącego się zawiniątka z suchymi liśćmi wzbogacony kilkudziesięcioma składnikami identycznymi, jak w benzynie. Nie chcąc śmierdzieć niczym ten nikotynowy ćpun, pojechałem sobie.

Pizza wenecka© Adamicki
Ostatnie zdjęcie z dzisiaj zrobiłem w Gostyninie w drodze powrotnej, spodobał mi się budynek widoczny w tle.

Rynek w Gostyninie© Adamicki
Do domu dojechałem o 21 mając jeszcze w kieszonkach dwa jajka na twardo ze śniadania. ;)
Czwartek, 21 lipca 2011Kategoria zz Wakacje zz, zz Foto zz, .Bridgestone.
Wakacyjna przejażdżka #1
Rower:Bridgestone88.23 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:55 h AVS:30.25km/h
Siedzę teraz we wsi w centralnej Polszcze (mniej więcej w środku ciężkości trójkąta Łódź-Konin-Płock), więc miałem dzisiaj okazję zwiedzić nowe tereny. Wyruszyłem na południe do siedziby gminy - Grabowa, stąd na zachód do Dąbia. Tutaj na DW w kierunku Koła, dalej kierunek Włocławek (również po DK). Jako, że testowałem dzisiaj nowe spodenki, które kupiłem wczoraj w Łodzi, a okazują się być niewygodne, bo mają za małą wkładkę na pośladkach, więc skróciłem trasę i nieco wcześniej skręciłem na wschód do Kłodawy, stąd na południowy-wschód do bazy. Jutro przerwa, a w sobotę prawdopodobnie szarpnę się gdzieś dalej, chyba do Płocka, ale wszystko zależy od pogody.
Dla pasjonatów starych żelbetowych wiaduktów kolejowych:
Link do artykułu w wikipedii.
Nietypowy w tym rejonie Polski ubogim w lasy odcinek drogi
A tu z kolei trzy typowe widoki z dzisiejszej wycieczki
Jeden z kilku kościółków, które dzisiaj widziałem
Zdjęcie z wczoraj. Takie oberwanie chmury w Łodzi było, że kanalizacja przeciwburzowa nie dała rady odprowadzić całej wody, nawet załapałem się na zmoczenie całych butów wodą powyżej kostek na parkingu pod realem.
Dla pasjonatów starych żelbetowych wiaduktów kolejowych:

Wiadukt kolejowy nad drogą z Grabowa do Dąbia© Adamicki
Link do artykułu w wikipedii.

Pomnik na terenie byłego obozu zagłady Kulmhof© Adamicki
Nietypowy w tym rejonie Polski ubogim w lasy odcinek drogi

Szosa przez las© Adamicki
A tu z kolei trzy typowe widoki z dzisiejszej wycieczki

Szosa przez pola i łąki© Adamicki

Pola i łąki© Adamicki

Pola i łąki cd.© Adamicki
Jeden z kilku kościółków, które dzisiaj widziałem

Kościół w jakiejś wsi© Adamicki
Zdjęcie z wczoraj. Takie oberwanie chmury w Łodzi było, że kanalizacja przeciwburzowa nie dała rady odprowadzić całej wody, nawet załapałem się na zmoczenie całych butów wodą powyżej kostek na parkingu pod realem.

Problemy komunikacyjne w Łodzi po burzy© Adamicki
Piątek, 15 lipca 2011Kategoria .Bridgestone.
Samemu szybciej ;)
Rower:Bridgestone44.61 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:26 h AVS:31.12km/h
Pętla przez Lubieszyn, Blankensee, Buk, Dobrą, Wołczkowo, Bezrzecze i dokręcenie przez miasto do domu. Do skrętu w Bismarku w boczną drogę średnia 27km/h, potem zaczęło się piłowanie. Po drodze ewakuowała mi się trzecia szprycha w przednim kole - czas coś wstawić, bo następne mogą być zęby.
Czwartek, 14 lipca 2011Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Wycieczka spacerowym tempem
Rower:Bridgestone84.83 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:19 h AVS:25.58km/h
Dzisiaj wspólna wycieczka z Silasem. Ustawiliśmy się popołudniu u mnie i ruszyliśmy na Mierzyn, jakieś wioski i nowym przejściem granicznym, którego nie ma, które doprowadziło nas w nieznane tereny, co było dużym plusem tej wycieczki. Później zawitaliśmy w Gryfinie i stąd przez Podjuchy i Autostradę Poznańską do centrum Szczecina.












Nowe przejście graniczne© Adamicki

To samo miejsce, widok w innym kierunku© Adamicki

Niemiecka droga© Adamicki

Silas© Adamicki

Pozuję;)© Silas

Wiatrak w (chyba) Storkow© Adamicki

Żelbetowy most płytowy koło Tantow© Adamicki

Kładka dla pieszych koło Tantow© Adamicki

Widok kładki od spodu© Adamicki

Droga rowerowa w budowie© Adamicki

Ta sama droga rowerowa© Adamicki

Kościół w Gryfinie© Adamicki
Niedziela, 10 lipca 2011Kategoria ..>100km, ..>200km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>300km, ..>150km, ..>250km
Wycieczka nad morze z ekipą z BS
Rower:Bridgestone300.00 km (0.05km teren) czas jazdy: 11:00 h AVS:27.27km/h
Plan wycieczki był taki, żeby pojechać do Goleniowa i dalej DK 6 do Płotów, następnie Gryfice, Pogorzelica, Niechorze, Kamień Pomorski, Wolin, Stepnica, znów Goleniów i powrót do domu. Wybraliśmy się ekipą w alfabetycznym składzie: Adam, Krzysiek, Łukasz, Magda, Romek, Tomek.
Punktualnie o 7:40 ruszyliśmy z dziesięciominutowym opóźnieniem ze stacji pewnej sieci paliw znajdującej się w Dąbiu. Początek trasy był super - szybko, lekko i przyjemnie. Kryzys złapał mnie po zakupach w sklepie dla niezwykle majętnych jednostek, czyli tzw. biedronce i następującym chwilę potem pościgu za grupą uciekinierów, z którego odpadłem, ale za to jako bonusa dostałem flaka w przednim kole. Oczywiście, że kleiłem. :) W Niechorzu po zjedzeniu kebaba dostałem nowych sił. To właśnie kebab okazał się być dzisiaj izotonikiem lepszym od tego za 1,50zł/500ml z biedronki.
Na koniec będąc już w Szczecinie zdecydowałem, że dokręcę jeszcze 30km do rekordu i tak się też stało. To był najgorszy fragment całej wycieczki, bo kolano, które trafiłem niedawno niefortunnie ileś tam dni temu drzwiami od domofonu, zaczęło boleć na maxa, no ale kit z nim i tak jest lewe.
Podsumowując: wycieczka była fajna, ciekawe jakie zakwasy będą jutro. A i w czasie kąpieli prawie zasnąłem w wannie. :)
Kilka fotek z dzisiaj:

Prawie kompletna ekipa tuż przed startem. Od lewej: Adamicki, Widmo, Łukasz, Kfiatek13m, Wober (C) maccacus

(C) maccacaus

Gdzieś przed, albo za Kliniskami (C) maccacus

Dobre suple to podstawa każdego treningu (C) maccacus
Punktualnie o 7:40 ruszyliśmy z dziesięciominutowym opóźnieniem ze stacji pewnej sieci paliw znajdującej się w Dąbiu. Początek trasy był super - szybko, lekko i przyjemnie. Kryzys złapał mnie po zakupach w sklepie dla niezwykle majętnych jednostek, czyli tzw. biedronce i następującym chwilę potem pościgu za grupą uciekinierów, z którego odpadłem, ale za to jako bonusa dostałem flaka w przednim kole. Oczywiście, że kleiłem. :) W Niechorzu po zjedzeniu kebaba dostałem nowych sił. To właśnie kebab okazał się być dzisiaj izotonikiem lepszym od tego za 1,50zł/500ml z biedronki.
Na koniec będąc już w Szczecinie zdecydowałem, że dokręcę jeszcze 30km do rekordu i tak się też stało. To był najgorszy fragment całej wycieczki, bo kolano, które trafiłem niedawno niefortunnie ileś tam dni temu drzwiami od domofonu, zaczęło boleć na maxa, no ale kit z nim i tak jest lewe.
Podsumowując: wycieczka była fajna, ciekawe jakie zakwasy będą jutro. A i w czasie kąpieli prawie zasnąłem w wannie. :)
Kilka fotek z dzisiaj:

Na budowie obwodnicy Nowogardu 1© Adamicki

Na budowie obwodnicy Nowogardu 2© Adamicki

Na budowie obwodnicy miasta Nowogardu 3© Adamicki

Na budowie obwodnicy Nowogardu 4© Adamicki

Na rynku w Gryficach© Adamicki

Latarnia morska w Niechorzu© Adamicki

Ekipa przy balustradzie© Adamicki

Widok na plażę© Adamicki

Ruiny ostatniej ściany kościoła w Trzęsaczu© Adamicki

Trzęsacz plaża 2© Adamicki

Trzęsacz plaża 3© Adamicki

Laureat konkursu o "laur z dziurawej dętki" Adam i pierwsza przebita przez niego dzisiaj dętka© Adamicki

Miszcz zmieniania gumy :)© wober

Pomocnicy Liderki :)© wober

panorama Trzęsacz© wober

Prawie kompletna ekipa tuż przed startem. Od lewej: Adamicki, Widmo, Łukasz, Kfiatek13m, Wober (C) maccacus

(C) maccacaus

Gdzieś przed, albo za Kliniskami (C) maccacus

Dobre suple to podstawa każdego treningu (C) maccacus

