Informacje

  • Wszystkie kilometry na BS: 83137.27 km
  • Niektóre km w terenie na BS: 9098.45 km
  • Czas na rowerze na BS: 173d 05h 10m
  • Prędkość średnia na BS: 19.99 km/h
  • Więcej informacji

Moje rowery

Tak daję czadu w 2026: button stats bikestats.pl
Tak dawałem czadu wcześniej:

Licznik odwiedzin

od 07.2026 r.

Statystyki zbiorcze na stronę

Szukaj

Archiwum

Linki

Sobota, 20 września 2008Kategoria ..>100km, Maraton, .Trek., zz Foto zz

Maraton w Wieleniu

Rower:
104.00 km (100.00km teren) czas jazdy: 05:47 h AVS:17.98km/h

Maraton w Wieleniu

Miejsce:
- 15 w M2
- 48 w Open

Zaplanowałem sobie, że w tym dniu przejadę pierwszego Gigacza w życiu, jednak był to już drugi. Tym razem pojechaliśmy pełnym samochodem. Musiałem wstać o 4:40, żeby ze wszystkim zdążyć. Śniadanie, rzeczy do samochodu, rower na dach i parę minut po 6:00 byłem po Kulę. Zapakowaliśmy jego rower do bagażnika i ruszyliśmy po Krzyśka. Jego rower poszedł na dach. Ruszyliśmy jakieś 6:30 z groszami.

Można było jechać trochę ambitniej to może byśmy ominęli wielką kolejkę, a tak przyjechaliśmy i poszliśmy do kolejki, której spędziliśmy ponad pół godziny, po czym ledwo zdążyłem skorzystać z ubikacji i się przebrać. Gdy się ustawiłem na starcie zostało jeszcze jakieś półtorej minuty i ruszyliśmy.

Początek trasy po wyjeździe ze stadionu, to 2,5km odcinek asfaltu. Starałem się, ale nie za wszelką cenę przebić chociaż trochę do przodu, żeby przynajmniej teoretycznie potencjalnie słabszych zawodników mieć za sobą, żeby nie musieć niepotrzebnie tracić czasu w korkach. Była niezła zapierdzielanka. Po km w terenie, średnia dobijała do 30km/h. Oczywiście wkrótce zaczęła spadać, jednak starałem się, żeby pozostała na poziomie ~22km/h, żeby na luzie zmieścić się w limicie czasu na dużą pętlę. Trochę utrudniał to piach, przez który trzeba było prowadzić rower.

Na 27. kilometrze nastąpił rozjazd. Postanowiłem, że od tej pory zwolnię i będę jechał tak, żeby mi starczyło do końca sił. W sumie dwa kilometry później zacząłem żałować, że nie skręciłem w drugą stronę, bo trochę się już zmachałem. Właściwie cała dalsza trasa przebiegała w taki sposób, że jedynie odliczałem kilometry do końca – postępujące zmęczenie w połączeniu z niejedzeniem, gdyż jak zwykle nie miałem ochoty zaowocowało mega zgonem. Do mety oczywiście dojechałem, ale nie obyło się bez prowadzenia roweru parę razy.



Parę razy miałem wrażenie, że jechałem po dzikim lesie, a ścieżka została zrobiona przez ludzi, którzy przejeżdżali tędy przede mną i że żaden człowiek się tutaj nigdy nie zapuszcza, ale to nie było jeszcze takie tragiczne. Gorszy był piach i wszechobecna płaskość. Niestety nie są to zbyt dobre tereny na maraton mtb.

To, co jest fajne na długim dystansie to to, że nie jedzie się w tłoku. Tylko ty i ewentualnie co jakiś czas jedna, dwie osoby. Niestety na krótszych dystansach jest zawsze kupa ludzi (a i końska też się czasami trafi). Minus tego jest taki, że na słabo oznakowanych maratonach można pomylić trasę. Oczywiście nie na BikeMaratonie, gdzie też przejechałem połowę dystansu samemu – tam było genialnie - strzałka na strzałce. W Wieleniu natomiast zgubiłem się trzy razy, dokładając jakieś 3km. Zdecydowanie za mało znaczków, znaczki poukrywane na niewidocznych miejscach. Około 31. kilometra zgubiłem się razem z trzema osobami i dojechaliśmy do kolejnej grupy, która nie wiedziała którędy jechać, tak iż razem było nas z dziesięć osób. Ja i dwaj kolesie zawróciliśmy i znaleźliśmy właściwą drogę, ale tamci faceci tego nie zrobili i biorąc pod uwagę to, że przyjechałem pod sam koniec (jak zwykle zresztą ;)), to ktoś tu sobie chyba przypadkiem lub nie zmienił trasę, bo tych ludków już więcej nie widziałem, a powinni chyba mnie jeszcze wyprzedzić.



Fajna sprawa, że mimo iż dojechałem późno to ludzie od cateringu wciąż przyjeżdżali z ciepłym posiłkiem regeneracyjnym, a na Gryfie 2007 ten, kto przyjechał na końcu mógł się tylko oblizać.

Podsumowując – gdyby nie limitowana liczba znaczków na trasie to byłoby super.
Czwartek, 18 września 2008Kategoria .Trenażer., zz Foto zz

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem

Rower:
12.49 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:30 h AVS:24.98km/h

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem rower i zabrałem się za przełożenie czujnika od licznika na tylne koło, jednak dosyć niefortunnie urwałem kabel, tak iż nie dało rady się podłączyć z powrotem do czujnika. Podjechałem więc do Kadrzyńskiego, gdzie dostałem za free używaną, ale w pełni sprawną podstawkę do licznika Sigmy razem z okablowaniem. Dzięki. Chwila zabawy i wydłużyłem sobie przewody do takiej długości, że teraz spokojnie mogę zostawić czujnik na stałe przypięty do tylnego koła, co jest wygodne i ku uciesze innych użytkowników BS pozwoli mi bić na trenażerze rekordy średniej oraz dystansu bez zbędnej zabawy w przekładanie kabli. ;)

Oprócz tego dzisiaj utworzyłem także kategorię Night Bike oraz dodałem fotki z pierwszych, ale najlepszych wypadów z tej kategorii, czyli wypadu do Puszczy Bukowej oraz wypadu do Puszczy Bukowej . I jeszcze przyszedł do mnie nowy akumulator z Centrum Rowerowego. Nice. :) Znów będzie tak:

Środa, 17 września 2008Kategoria .Trek.

Puszcza Bukowa z Tomkiem

Rower:
50.46 km (22.30km teren) czas jazdy: 02:37 h AVS:19.28km/h

Puszcza Bukowa z Tomkiem i Kulą.
Tym razem zjechałem ze zjazdu koło pomnika Gene, więc fajnie. Natomiast trochę (mocno) ssałem na podjazdach. ;) Jednak to wcale nie usprawiedliwia rzucenia przez Kulę napełnionym pięciolitrowym baniakiem w mój rower. Młody, rower, rowerem i nogi, nogami, ale nie zaniedbuj rozwoju innych (ważniejszych) części ciała. A zdjęć z dzisiaj nie będzie, bo na wszystkich jestem rozmazany. ;) Jako rekompensata filmik nakręcony przez Tomka:

Wtorek, 16 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Kręcenie w Lasku Arkońskim,

Rower:
45.37 km (35.20km teren) czas jazdy: 02:20 h AVS:19.44km/h

Kręcenie w Lasku Arkońskim, Puszczy Wkrzańskiej i wokół Jeziora Głębokiego. Prawdę mówiąc to objechałem dzisiaj prawie wszystkie najlepsze znane mi ścieżki, które są w rejonie i niech samo to świadczy o tym, że po prostu nie ma gdzie jeździć na lewobrzeżu. Ciągle jedziesz i kręcisz się przy tych samych miejscach. Podejrzewam, że sto kilometrów i teren, jakim tutaj dysponujemy objechany w całości.




Tylko bez marudzenia w komentarzach na pogodę. ;) Jest całkiem dobra do jazdy – taki październik z dodatkiem zieleni.
Niedziela, 14 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Lajtowo w ramach rowerowego

Rower:
24.60 km (11.50km teren) czas jazdy: 01:29 h AVS:16.58km/h

Lajtowo w ramach rowerowego spaceru regeneracyjnego po wczorajszej wycieczce. Trasa: dom-Głębokie-dom. A i dziś pękło siedem tysiaków w tym roku. :)


Sobota, 13 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>150km

Pętla przez Prenzlau i Schwedt

Rower:
172.92 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:39 h AVS:26.00km/h

Zaplanowałem sobie na dzisiaj zrobienie około 150km po szosie z tym, że konkretnie gdzie to nie. Jednak kiedy się obudziłem o jedenastej, czułem się jak po nieprzespanej nocy, a to przez to, że w ramach treningu zasypiania przy hałasie dostałem gratis 2,5h męki od miłośnika napojów alkoholowych z mieszkania w klatce obok – ostro dawał czadu swoim przyjacielem telewizorem do 4:30 nad ranem. Wtedy powiedziałem dość i poszedłem do dużego pokoju, żeby powalić rękoma w ścianę. Pomogło. Od tej pory cisza.

Ok. To był króciutki sielankowy wstęp. Rozwinięcie to rozmowa telefoniczna z Silasem i ustawka na 13:00 u mnie pod domem. Dzwoniłem jeszcze do Kuli i Krzyśka, ale się okazało, że pierwszy już po treningu, a drugi akurat w przeciwną stronę pojechał. No trudno, tak to czasem jest ze spontanami.

Ze względów temperaturowo-pogodowych start nastąpił dopiero kilka minut przed 14:00, ponieważ mieliśmy trochę problem z odpowiednim dobraniem ciuchów, ale jak się okazało przynajmniej ja trafiłem w dziesiątkę.

Ruszyliśmy do Lubieszyna. Po drodze zaliczyłem przed wjazdem na rondo niezłego drifta, kiedy koleś przede mną zawahał się czy aby na pewno chce wjeżdżać. Trochę adrenalinki było.

Z Lubieszyna przed Loecknitz i Brussow w kierunki Prenzlau – naszego pierwszego większego celu podróży. Tutaj popstrykaliśmy trochę fotek. Samo miasteczko jest całkiem, całkiem. Razi natomiast kiepski stan nawierzchni drogowych oraz ścieżki rowerowe robione wybitnie na odczepnego.

W drodze do Prenzlau


W Prenzlau




Skierowaliśmy się na Schwedt.


Byliśmy w nim ok. 18:30. Tutaj nastąpiło pobieżne zwiedzanie. Parę razy już tu byłem, więc nie było jakoś czym się specjalnie zachwycać. Zjedliśmy po kebabie i zakupiliśmy zapasy picia. Później się okazało, że właściwie nawet nie było mi potrzebne, bo zostało mi bardzo dużo wody.


Namówiłem Silasa, żeby zamiast szlakiem Odra-Nysa wracać przez Krajnik Dolny. W sumie dobrze się stało, bo nawierzchnia była tu bardzo znośna i można było bez przeszkód zapodawać, ile tylko sił zostało. Do domu wróciłem o 22:30.

W Krajniku Dolnym


To był fajny wypad, jednak kolejny raz dochodzę do wniosku, że ten nowy SLR nie nadaje się do jazdy. Przed kolejnym większym tripem wywalam go i pakuje z powrotem poklejone taśmą siodło z Wheelera. Oprócz tego brak zastrzeżeń i cały wypad super.

Na sam koniec jeszcze mapka trasy.
Czwartek, 11 września 2008Kategoria .Bridgestone.

Pętla przez Dobieszczyn, solo.

Rower:
61.77 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:02 h AVS:30.38km/h

Pętla przez Dobieszczyn, solo.
Środa, 10 września 2008Kategoria .Trek.

Dzisiaj trasa do Świdwia

Rower:
55.09 km (37.80km teren) czas jazdy: 02:26 h AVS:22.64km/h

Dzisiaj trasa do Świdwia i z powrotem. W obie strony terenem. Do przez Głębokie i Bartoszewo z ominięciem Tanowo, powrót z przejazdem asfaltem przez Tanowa i wyjazdem w Wołczkowie. Dalej szosa i terenem od Głębokiego przez Arkoński w kierunku miasta i do domu.

Dodałem też zdjęcia do wszystkich wypadów w kategorii >100km, które zostały uwiecznione w czasie podróży. Aby obejrzeć kliknij tutaj.
Szczególnie polecam relację z wycieczki do Ueckermunde. Dużo fotek także z wypraw do Schwedt oraz Gryfic.
Wtorek, 9 września 2008Kategoria .Trek.

Lasek Arkoński, Głębokie,

Rower:
35.59 km (24.00km teren) czas jazdy: 01:44 h AVS:20.53km/h

Lasek Arkoński, Głębokie, Puszcza Wkrzańska.

Fajnie dzisiaj było - wakacje się skończyły i momentalnie w najczęściej odwiedzanych przez niedzielnych rowerzystów i pieszych miejscach zrobiły się pustki.

W ogóle to dzisiaj wyszedłem pierwszy raz z nową PC15, którą dostałem w ramach wymiany gwarancyjnej. Niestety myślałem, że znowu mi się trafił bubel, bo na początku miała straszne lagi, ale kiedy wjechałem do lasu i się trochę spociłem, a potem polałem pasek wodą, to całość zaczęła działać tak, jak trzeba. Później w mieście, po zrobieniu pauzy i ponownym wznowieniu pomiaru, znowu były lagi - pewnie wina linii energetycznych lub czegoś w tym stylu. Testing in progres.
Sobota, 6 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz

Wycieczka do Łowicza

Rower:
146.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:04 h AVS:24.21km/h

Dzisiaj pojechałem sobie na trip do Łowicza. Po wcześniejszym dojechaniu samochodem z Sobótki Starej do Łęczycy naturalnie, gdzie dzień wcześniej za namową wujka zostawiłem rower.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.

Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.

W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..

Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.

Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)

A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl