Czwartek, 19 lipca 2007Kategoria .Wheeler.
Bez tytułu
Rower:Wheeler28.50 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:21 h AVS:21.11km/h
Środa, 18 lipca 2007Kategoria .Wheeler.
Bez tytułu
Rower:Wheeler47.14 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:59 h AVS:23.77km/h
Poniedziałek, 16 lipca 2007Kategoria .Bridgestone.
Bez tytułu
Rower:Bridgestone43.55 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:35 h AVS:27.51km/h
Niedziela, 15 lipca 2007Kategoria .Wheeler.
Bez tytułu
Rower:Wheeler45.20 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:09 h AVS:21.02km/h
Piątek, 13 lipca 2007Kategoria .Wheeler.
Bez tytułu
Rower:Wheeler26.23 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:16 h AVS:20.71km/h
Środa, 11 lipca 2007Kategoria .Bridgestone.
Bez tytułu
Rower:Bridgestone37.25 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:25 h AVS:26.29km/h
Wtorek, 10 lipca 2007Kategoria .Bridgestone.
Bez tytułu
Rower:Bridgestone62.13 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:42 h AVS:23.01km/h
Niedziela, 8 lipca 2007Kategoria .Bridgestone.
Bez tytułu
Rower:Bridgestone87.87 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:36 h AVS:24.41km/h
Sobota, 7 lipca 2007Kategoria .Bridgestone.
Bez tytułu
Rower:Bridgestone23.35 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:08 h AVS:20.60km/h
Niedziela, 1 lipca 2007Kategoria .Wheeler., Maraton, zz Foto zz
Maraton w Łobzie
Rower:Wheeler76.24 km (72.00km teren) czas jazdy: 03:35 h AVS:21.28km/h
Maraton w Łobzie
Miejsce:
-5 w M2
-13 w Open
Mój trzeci tegoroczny maraton odbył się w Łobzie. Frekwencja z tego, co mi wiadomo wynosiła około 80 osób. Na miejsce startu ostrego przejechaliśmy w eskorcie policji. Po kilku minutach, w czasie których sędzia sprawdził listę obecności oraz przypomniał o zasadach, wreszcie ruszyliśmy. Niestety już na początkowych kilometrach czekały wszystkich głębokie kałuże. Co za syf! Przejeżdżałem przez nie zanurzając się po kostki w błocie. Jednak nie ma co ukrywać, gdyby nie te warunki, pewnie jeszcze nie zmusiłbym się do przesmarowania piast. Po przejechaniu kilku km kałuż trasa wkrótce uspokoiła się i była raczej łatwa do pokonania z nielicznymi wyjątkami (mam tu na myśli dwa solidne podjazdy), aby pod koniec okrążenia zafundować porządną dawkę piachu i wyglebić paru ludków. Ostatecznie mimo, iż na drugim okrążeniu zachowałem się jak na prawdziwego twardziela przystało i próbowałem (z nawet niezłym skutkiem) przenosić rower nad i obok kałuż, to jednak do mety i tak dojechałem z kompletnie przemoczonymi butami. Skarpetek nie dało się już doprać. :-) Brak żarełka na bufetach znakomicie zrekompensowało mi błoto, które zlizywałem z ustnika bidonów oraz pyszna zupka na koniec.

Start wyścigu © Adamicki
Miejsce:
-5 w M2
-13 w Open
Mój trzeci tegoroczny maraton odbył się w Łobzie. Frekwencja z tego, co mi wiadomo wynosiła około 80 osób. Na miejsce startu ostrego przejechaliśmy w eskorcie policji. Po kilku minutach, w czasie których sędzia sprawdził listę obecności oraz przypomniał o zasadach, wreszcie ruszyliśmy. Niestety już na początkowych kilometrach czekały wszystkich głębokie kałuże. Co za syf! Przejeżdżałem przez nie zanurzając się po kostki w błocie. Jednak nie ma co ukrywać, gdyby nie te warunki, pewnie jeszcze nie zmusiłbym się do przesmarowania piast. Po przejechaniu kilku km kałuż trasa wkrótce uspokoiła się i była raczej łatwa do pokonania z nielicznymi wyjątkami (mam tu na myśli dwa solidne podjazdy), aby pod koniec okrążenia zafundować porządną dawkę piachu i wyglebić paru ludków. Ostatecznie mimo, iż na drugim okrążeniu zachowałem się jak na prawdziwego twardziela przystało i próbowałem (z nawet niezłym skutkiem) przenosić rower nad i obok kałuż, to jednak do mety i tak dojechałem z kompletnie przemoczonymi butami. Skarpetek nie dało się już doprać. :-) Brak żarełka na bufetach znakomicie zrekompensowało mi błoto, które zlizywałem z ustnika bidonów oraz pyszna zupka na koniec.

Start wyścigu © Adamicki

