Wpisy archiwalne w kategorii
.Bridgestone.
| Dystans całkowity: | 32198.97 km (w terenie 266.18 km; 0.83%) |
| Czas w ruchu: | 1412:57 |
| Średnia prędkość: | 22.79 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 45.10 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 75559 kcal |
| Liczba aktywności: | 571 |
| Średnio na aktywność: | 56.39 km i 2h 28m |
| Więcej statystyk | |
Wtorek, 7 lipca 2026Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Pętla przez Blankensee
Rower:Bridgestone50.05 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:31 h AVS:19.89km/h
Ciąg
dalszy testowania spodenek i rękawiczek. Jedno i drugie ujdzie, ale jest
słabo. Poodcinałem w rękawiczkach wszystkie marginesy materiału za
szwami i każdy większy supełkogałganek, bo się nie dało żyć. I to chyba
koniec testów.
Co do samej jazdy to bardzo wietrznie, parę razy pokropiło lekko, a pod koniec to już tak konkretnie popadało, że musiałem przeczekać chowając się w budynku.
Co do samej jazdy to bardzo wietrznie, parę razy pokropiło lekko, a pod koniec to już tak konkretnie popadało, że musiałem przeczekać chowając się w budynku.
Sobota, 27 czerwca 2026Kategoria .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Nocna pętla przez Loecknitz i Dobieszczyn
Rower:Bridgestone82.61 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:15 h AVS:25.42km/h
Chciałem zrobić trasę przez Lubieszyn do Blankensee i dalej do Stolca,
wrócić do Blankensee i kontynuować do Dobrej, ale w miarę szybko
zmieniłem plany i wyszło inaczej. Powrót był jako pełnoprawny night
bike. Dzisiaj mały test rękawiczek Giro Supernatural. Ogólne uczucia
mieszane, ale zaskoczenie względem oczekiwań na wielki minus, ponieważ
bardzo mocno czuję szwy. Jest plus, że guma klamki już mocno nie ociera
na fragment między palcem nr 1 i nr 2, ale dzisiaj było krócej niż
ostatnio, więc niemiarodajnie.




Poniedziałek, 22 czerwca 2026Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz
Szosa z Burzą Na Rowerze
Rower:Bridgestone100.22 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:00 h AVS:25.05km/h
Pojechałem na ustawkę z grupą ze Stravy. Pierwsze od pięciu lat wyjście na szosę. Nawet zapomniałem, że w szosie
przednie koło ociera o buty i o tym jak bardzo niewygodne do trzymania w
górnym chwycie mam klamki (ale to ostatnie już mi się przypomniało). Szosa na nowych oponach 28 mm. Czekały od listopada 2020 na ten dzień. Spodziewałem się, że może być z nimi lipa po takim czasie, ale wszystko jest super, nie ma oznak starości gumy.


Piątek, 9 lipca 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike
Okolice Szczecina
Rower:Bridgestone50.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:30 h AVS:20.36km/h
Niedziela, 4 lipca 2021Kategoria ..>100km, .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Pętla przez Nowe Warpno
Rower:Bridgestone103.03 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:27 h AVS:23.15km/h
Dzisiaj podobny kierunek jak wczoraj, ale już z założenia trasa na stówkę. Przez Głębokie i Dobrą do Dobieszczyna i Nowego Warpna. Powrót przez Trzebież, Police i Żelechową. Powrót trochę nocny.




Sobota, 3 lipca 2021Kategoria ..>100km, .Bridgestone.
Szosą na północ
Rower:Bridgestone102.85 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:29 h AVS:22.94km/h
Dzisiaj dla odmiany szosa. Wybrałem się przez Głębokie i Dobrą do Stolca i Dobieszczyna. Stąd kierunek na Tanowo i Police. Powrót z Polic przez Żelechową. Na koniec dokręcenie po mieście.
Sobota, 19 czerwca 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike
Pętla przez Police
Rower:Bridgestone49.83 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:16 h AVS:21.98km/h
Dzisiaj spotkała mnie mała niespodzianka. ROX nie chciał się uruchomić. Zawiecha totalna. Napisałem potem do sigmy, jak to zresetować, ale niestety nie pomogło. Będzie reklamacja. Teraz doceniłem jak to jednak dobrze by było mieć nadal założony stary licznik na zapas. Dzisiaj jednak skorzystałem z telefonu. Kabelkowy licznik kilka dni później się znowu przyczepił.
Wtorek, 18 maja 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Night bike po mieście
Rower:Bridgestone40.52 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:58 h AVS:20.60km/h
Kolejne nocne wyjście. Start mniej więcej o 23:15, a powrót około 1:25. Puste miasto, temperatura w sam raz. Bardzo dobrze mi się jeździło. Pierwszy raz w tym roku bez komina na szyi. Coś tam w prawym kolanie czułem, ale chyba nieco mniej niż poprzednio. To zapewne efekt poluzowania na maxa wszystkich sprężyn w pedałach oraz rzepów w bucie.

Widok na Wały Chrobrego
Wczoraj i dzisiaj wziąłem na tapet zasyfione linki i pancerze. Obróciłem rower do góry kołami i nalałem do pancerzy smar do łańcucha. Manualnie coś tam na siłę poszarpałem. Odkręciłem hamulce i obstukałem od błota. Finalnie jest tak, że działają, chociaż nie odbijają tak do końca jak powinny, bo linka wewnątrz pancerza ma większy opór niż siła pchająca sprężyn hamulca. Nie wiem czy klamka też powinna sprężynować. Wydaje mi się, że lewa klamka sprężynuje, ale prawa na pewno nie będzie, bo kiedyś w czasie kraksy ją rozwaliłem i jest poskładana wg mojej inwencji własnej. Musi być tak jak jest, bo prędzej się pochlastam niż zdecyduję się na wymianę pancerzy, gdyż zdejmowanie i zakładanie owijki = pochlastać się x10, więc w sumie bym się musiał pochlastać 11 razy. Metodą na leniuszka doszedłem za to do wniosku, że mogę wymienić ostatnie 30 cm pancerza tylnego hamulca oraz linkę. Niech będzie taki kompromis, co najwyżej, ale to jeszcze nie teraz. Nie wpadło mi WD-40 pod rękę, a tutaj jeszcze jakieś pole manewru na przyszłość jest. Obecnie sytuacja jest taka, że żaden klocek nie trze o obręcz i to mi wystarcza. Prawdopodobnie będę musiał się trochę pobabrać z tym i to prawdopodobnie na tip top, przy okazji wsadzenia nowych kół, które mają szersze obręcze, a do których zaplanowałem też instalację nowych klocków hamulcowych. To pewnie za 2-3 tys. km, bo na tyle szacuję, że jeszcze obecny napęd starczy. Czyli być może cała procedura odbędzie się nawet w przyszłym roku.

Widok na Wały Chrobrego
Wczoraj i dzisiaj wziąłem na tapet zasyfione linki i pancerze. Obróciłem rower do góry kołami i nalałem do pancerzy smar do łańcucha. Manualnie coś tam na siłę poszarpałem. Odkręciłem hamulce i obstukałem od błota. Finalnie jest tak, że działają, chociaż nie odbijają tak do końca jak powinny, bo linka wewnątrz pancerza ma większy opór niż siła pchająca sprężyn hamulca. Nie wiem czy klamka też powinna sprężynować. Wydaje mi się, że lewa klamka sprężynuje, ale prawa na pewno nie będzie, bo kiedyś w czasie kraksy ją rozwaliłem i jest poskładana wg mojej inwencji własnej. Musi być tak jak jest, bo prędzej się pochlastam niż zdecyduję się na wymianę pancerzy, gdyż zdejmowanie i zakładanie owijki = pochlastać się x10, więc w sumie bym się musiał pochlastać 11 razy. Metodą na leniuszka doszedłem za to do wniosku, że mogę wymienić ostatnie 30 cm pancerza tylnego hamulca oraz linkę. Niech będzie taki kompromis, co najwyżej, ale to jeszcze nie teraz. Nie wpadło mi WD-40 pod rękę, a tutaj jeszcze jakieś pole manewru na przyszłość jest. Obecnie sytuacja jest taka, że żaden klocek nie trze o obręcz i to mi wystarcza. Prawdopodobnie będę musiał się trochę pobabrać z tym i to prawdopodobnie na tip top, przy okazji wsadzenia nowych kół, które mają szersze obręcze, a do których zaplanowałem też instalację nowych klocków hamulcowych. To pewnie za 2-3 tys. km, bo na tyle szacuję, że jeszcze obecny napęd starczy. Czyli być może cała procedura odbędzie się nawet w przyszłym roku.
Niedziela, 16 maja 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Night bike po mieście
Rower:Bridgestone20.75 km (0.20km teren) czas jazdy: 01:18 h AVS:15.96km/h
Dzisiaj tegoroczna inauguracja Bridgestona. Wheeler stoi na razie i czeka na male robótki. Myślałem, że go zrobię, ale przedobrzyłem, dlatego dzisiaj szosa. Pogoda dzisiaj słaba. W czasie słonecznej aury nie wyszedłem, bo uznałem, że skoro idę na szosę to przetestuję jak przedni Bontrager się będzie spisywał pod Roxem na nowym uchwycie. Ostatecznie ruszyłem dopiero o 23:30 spod domu i to jeszcze z wątpliwościami. Okazuje się, że zapiekły mi się linki wraz z błotem i klamki nie odbijają, a szczęki tak nieśmiało tylko się cofają. Będzie zabawa z tym, mam nadzieje, że wystarczy smar do pancerzy + ewentualnie WD40. Jeśli nie, to mnie to trochę martwi, bo polubiłem się z tymi pancerzami i linkami. Są ze mną już 14 lat. :)
Pojechałem sobie do Jeziora Głębokiego. Ponieważ zaczął kropić deszcz to zawróciłem, a jak przyszła większa chmura przeczekałem na przystanku. Jakieś 10 minut później drugi raz zrobiłem sobie przerwę. Tym razem w lesie pod drzewami. Spędziłem tam chyba pół godziny, bo gdy zaczęło padać, to nie przestawało. Potem gdy wyjechałem zniecierpliwiony, to okazało się, że to już nie deszcz tylko chyba krople z wyższych gałęzi spadają na niższe, ale odgłosy były takie jakby to padał prawdziwy deszcz.
Wróciłem do domu, trochę z niedosytem. Bontrager pod licznikiem siedzi dobrze, można regulować kąt nachylenia. Jedna wada jest taka, że nie widać czujnika stanu naładowania akumulatora. Muszę wychylać głowę na boki. Dodatkowo krótkie kabelki nie sięgną do ładowania z powerbanka, więc muszę pamiętać zabrać z domu kabel microUSB.

Pod Netto Areną

W czasie deszczu nr 1 pod wiatą przystankową na al. Wojska Polskiego w okolicy nowego ronda, którego nazwy nie znam, a sprawdzać w tej chwili nie będę
Z minusów takich prawdziwych, to w czasie jazdy czułem nieprzyjemne uczucie w prawym kolanie. I to jest oznaka, że siodełko jest zbyt wysoko. Wsadziłem nowe wkładki do butów Shimano. Te wkładki to jakaś tania wersja shimanowska, ale za to dosyć gruba. Podniosły mi się stopy w butach pewnie o jakieś 2 mm. Zawsze coś. Zaczynam jednak przeglądać internet w poszukiwaniu skutecznych sposobów ruszenia sztycy, bo nie może być tak, że będę regulował odległość od dupy do pedałów za pomocą butów z grubszą lub cieńszą podeszwą!
Pojechałem sobie do Jeziora Głębokiego. Ponieważ zaczął kropić deszcz to zawróciłem, a jak przyszła większa chmura przeczekałem na przystanku. Jakieś 10 minut później drugi raz zrobiłem sobie przerwę. Tym razem w lesie pod drzewami. Spędziłem tam chyba pół godziny, bo gdy zaczęło padać, to nie przestawało. Potem gdy wyjechałem zniecierpliwiony, to okazało się, że to już nie deszcz tylko chyba krople z wyższych gałęzi spadają na niższe, ale odgłosy były takie jakby to padał prawdziwy deszcz.
Wróciłem do domu, trochę z niedosytem. Bontrager pod licznikiem siedzi dobrze, można regulować kąt nachylenia. Jedna wada jest taka, że nie widać czujnika stanu naładowania akumulatora. Muszę wychylać głowę na boki. Dodatkowo krótkie kabelki nie sięgną do ładowania z powerbanka, więc muszę pamiętać zabrać z domu kabel microUSB.

Pod Netto Areną

W czasie deszczu nr 1 pod wiatą przystankową na al. Wojska Polskiego w okolicy nowego ronda, którego nazwy nie znam, a sprawdzać w tej chwili nie będę
Z minusów takich prawdziwych, to w czasie jazdy czułem nieprzyjemne uczucie w prawym kolanie. I to jest oznaka, że siodełko jest zbyt wysoko. Wsadziłem nowe wkładki do butów Shimano. Te wkładki to jakaś tania wersja shimanowska, ale za to dosyć gruba. Podniosły mi się stopy w butach pewnie o jakieś 2 mm. Zawsze coś. Zaczynam jednak przeglądać internet w poszukiwaniu skutecznych sposobów ruszenia sztycy, bo nie może być tak, że będę regulował odległość od dupy do pedałów za pomocą butów z grubszą lub cieńszą podeszwą!
Niedziela, 6 grudnia 2020Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Rekonesans wschodnich okolic Szczecina
Rower:Bridgestone95.98 km (3.50km teren) czas jazdy: 05:56 h AVS:16.18km/h
Po dwutygodniowej przerwie w końcu wyszedłem pokręcić. Szans na długi wyjazd nie było. Miesiąc temu przeciążyłem kolana, gdy po dwutygodniowej przerwie zrobiłem wycieczkę nad morze i tak się bujam teraz z dziwnym uczuciem w lewym kolanie i pojawiającym się w czasie jazdy bólem. Plan na dzisiaj był taki, żeby przejechać dystans rzędu 80-120 km, jechać bardzo łagodnie i nie doprowadzić do bólu kolan. Do 70 km w miarę się udało, potem było gorzej. Ten ból kolan zbiegł się z powrotem do poprzednich butów i wkręceniem innych bloków. Teoretycznie mam teraz takie samo ustawienie i te buty, w których jeździłem na tym rowerze ponad 10 lat, więc to chyba wina tej długiej wycieczki po przerwie. Gdybym mógł to obniżyłbym teraz nieco siodełko. Nowe buty, których używałem latem, mają grubszą wkładkę i przyzwyczaiłem się już do nieco bardziej zgiętych nóg, jednak sztyca ani drgnie. Na youtubie znalazłem już parę filmików, które pokazują jak sobie z tym poradzić (m.in. RJ The Bike Guy), ale to jeszcze nie teraz.

Mapa jest trochę większa, można kliknąć prawym klawiszem myszy i wyświetlić pełny rozmiar
Dzisiejsza wycieczka to pultanie się po bliskiej okolicy. Chciałem sprawdzić jakie są możliwości powrotu z DW142 i czy w pełni asfaltowe. Chyba najlepszą drogą będzie ta pomazana na fioletowo. Ja jechałem dzisiaj bez przygotowanej trasy, ekran GPSa oczywiście nie ułatwiał znajdowania drogi przez patrzenie, bo jest taki mały i drogi znikają po oddaleniu się, że nie nadaje się to urządzenia do spontanicznego planowania trasy.

Rzeka Chełszcząca, widok w okolicach Dąbia. Okazuje się, że byłem koło szlaku MTB (tak jest oznaczone na mapie na komputerze przynajmniej), ale nie wyglądało to zachęcająco dla szosy.
Pojechałem do Wielgowa, gdzie odbiłem na północ w kierunku DW142. W przyszłości chyba wjazdu nie będzie, ale teraz była otwarta siatka ogrodzeniowa z uwagi na roboty budowlane. Możliwe że jak skończą to będzie trzeba jechać kawałek lasem do końca siatki i przestawić rower nad barierą energochłonną.

Zielona elipsa na mapie
Jazda po drodze wojewódzkiej była na tyle nieprzyjemna, że zjechałem do lasu, żeby nie dostawać mgiełką wodną po szkłach okularów. I tak syf już się osadził na nich, ale przestałem już wycierać okulary na wycieczkach, bo w ciągu pół roku zrobiły mi się mega rysy, a jeżdżąc od 2012 do 2019 tylko krótkie dystanse nie miałem nigdy potrzeby czyszczenia i de facto nie mialem prawie żadnych rys.
Do samochodów po krótkiej przygodzie z lasem wróciłem. Zbyt męcząca jest jazda w terenie na slickach. Jakiś wysyp kretynów dzisiaj był, nawet pewien dekiel pojechał mi na czołówkę wyprzedzając, więc uciekłem na pobocze (zdążyłem jeszcze typa pozdrowić). Zresztą i tak zjeżdżałem, gdy z tyłu coś jechało.
Gdy skręciłem na Sowno, to trasa była już znajoma. Postanowiłem jeszcze coś odkryć i pojechałem do Poczernina, ale silny wiatr za wioską zdecydował o zawróceniu.

Wjeżdżam do Poczernina

Krowa się pasie się!
Nastawiłem GPS, żeby mnie poprowadził do Cisewa, a ten skubany skierował mnie do lasu (czerwona elipsa). Po chwili zawróciłem stamtąd na asfalt, ale chyba przebiłem dętkę, bo w Żarowie poczułem, że mam miękko. Na szczęście przednie koło, więc mniej roboty. W sumie zajęła mi ta "zabawa" 40 minut, ale się guzdrałem strasznie. Trzeci flak z rzędu. Dwa z nich to przez szuter/kamienie i dotyczą przedniego koła, ale tylnym nie wiem, gdzie mogłem zarobić. Opony Michelin Pro3 Race z przebiegiem 3860 km na dzień dzisiejszy. Więcej ich nie kupię, nadają się tylko na asfalt. A może je po prostu zajechałem kilkudziesięcioma km po szutrach?
Dalsza droga bez fajerwerków, skręciłem na Grzędzice i Lipnik by skrócić sobie trasę.
Ogólnie nudny wyjazd, blisko domu, kiepsko i nieprzyjemnie mi się jechało. Powoli nabieram ochoty pojechać w jakiś lekki, płaski teren na rowerze MTB. Gdybym nie był leniem, to pewnie już dawno bym przygotował rower.

Mapa jest trochę większa, można kliknąć prawym klawiszem myszy i wyświetlić pełny rozmiar
Dzisiejsza wycieczka to pultanie się po bliskiej okolicy. Chciałem sprawdzić jakie są możliwości powrotu z DW142 i czy w pełni asfaltowe. Chyba najlepszą drogą będzie ta pomazana na fioletowo. Ja jechałem dzisiaj bez przygotowanej trasy, ekran GPSa oczywiście nie ułatwiał znajdowania drogi przez patrzenie, bo jest taki mały i drogi znikają po oddaleniu się, że nie nadaje się to urządzenia do spontanicznego planowania trasy.

Rzeka Chełszcząca, widok w okolicach Dąbia. Okazuje się, że byłem koło szlaku MTB (tak jest oznaczone na mapie na komputerze przynajmniej), ale nie wyglądało to zachęcająco dla szosy.
Pojechałem do Wielgowa, gdzie odbiłem na północ w kierunku DW142. W przyszłości chyba wjazdu nie będzie, ale teraz była otwarta siatka ogrodzeniowa z uwagi na roboty budowlane. Możliwe że jak skończą to będzie trzeba jechać kawałek lasem do końca siatki i przestawić rower nad barierą energochłonną.

Zielona elipsa na mapie
Jazda po drodze wojewódzkiej była na tyle nieprzyjemna, że zjechałem do lasu, żeby nie dostawać mgiełką wodną po szkłach okularów. I tak syf już się osadził na nich, ale przestałem już wycierać okulary na wycieczkach, bo w ciągu pół roku zrobiły mi się mega rysy, a jeżdżąc od 2012 do 2019 tylko krótkie dystanse nie miałem nigdy potrzeby czyszczenia i de facto nie mialem prawie żadnych rys.
Do samochodów po krótkiej przygodzie z lasem wróciłem. Zbyt męcząca jest jazda w terenie na slickach. Jakiś wysyp kretynów dzisiaj był, nawet pewien dekiel pojechał mi na czołówkę wyprzedzając, więc uciekłem na pobocze (zdążyłem jeszcze typa pozdrowić). Zresztą i tak zjeżdżałem, gdy z tyłu coś jechało.
Gdy skręciłem na Sowno, to trasa była już znajoma. Postanowiłem jeszcze coś odkryć i pojechałem do Poczernina, ale silny wiatr za wioską zdecydował o zawróceniu.

Wjeżdżam do Poczernina

Krowa się pasie się!
Nastawiłem GPS, żeby mnie poprowadził do Cisewa, a ten skubany skierował mnie do lasu (czerwona elipsa). Po chwili zawróciłem stamtąd na asfalt, ale chyba przebiłem dętkę, bo w Żarowie poczułem, że mam miękko. Na szczęście przednie koło, więc mniej roboty. W sumie zajęła mi ta "zabawa" 40 minut, ale się guzdrałem strasznie. Trzeci flak z rzędu. Dwa z nich to przez szuter/kamienie i dotyczą przedniego koła, ale tylnym nie wiem, gdzie mogłem zarobić. Opony Michelin Pro3 Race z przebiegiem 3860 km na dzień dzisiejszy. Więcej ich nie kupię, nadają się tylko na asfalt. A może je po prostu zajechałem kilkudziesięcioma km po szutrach?
Dalsza droga bez fajerwerków, skręciłem na Grzędzice i Lipnik by skrócić sobie trasę.
Ogólnie nudny wyjazd, blisko domu, kiepsko i nieprzyjemnie mi się jechało. Powoli nabieram ochoty pojechać w jakiś lekki, płaski teren na rowerze MTB. Gdybym nie był leniem, to pewnie już dawno bym przygotował rower.

