Informacje

  • Wszystkie kilometry na BS: 82766.28 km
  • Niektóre km w terenie na BS: 9053.37 km
  • Czas na rowerze na BS: 172d 11h 03m
  • Prędkość średnia na BS: 19.99 km/h
  • Więcej informacji

Moje rowery

Tak daję czadu w 2026: button stats bikestats.pl
Tak dawałem czadu wcześniej:

Licznik odwiedzin

od 07.2026 r.

Statystyki zbiorcze na stronę

Szukaj

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

zz Foto zz

Dystans całkowity:33939.23 km (w terenie 4485.31 km; 13.22%)
Czas w ruchu:1659:14
Średnia prędkość:20.45 km/h
Maks. tętno maksymalne:198 (105 %)
Maks. tętno średnie:141 (75 %)
Suma kalorii:159449 kcal
Liczba aktywności:481
Średnio na aktywność:70.56 km i 3h 26m
Więcej statystyk
Sobota, 20 września 2008Kategoria ..>100km, Maraton, .Trek., zz Foto zz

Maraton w Wieleniu

Rower:
104.00 km (100.00km teren) czas jazdy: 05:47 h AVS:17.98km/h

Maraton w Wieleniu

Miejsce:
- 15 w M2
- 48 w Open

Zaplanowałem sobie, że w tym dniu przejadę pierwszego Gigacza w życiu, jednak był to już drugi. Tym razem pojechaliśmy pełnym samochodem. Musiałem wstać o 4:40, żeby ze wszystkim zdążyć. Śniadanie, rzeczy do samochodu, rower na dach i parę minut po 6:00 byłem po Kulę. Zapakowaliśmy jego rower do bagażnika i ruszyliśmy po Krzyśka. Jego rower poszedł na dach. Ruszyliśmy jakieś 6:30 z groszami.

Można było jechać trochę ambitniej to może byśmy ominęli wielką kolejkę, a tak przyjechaliśmy i poszliśmy do kolejki, której spędziliśmy ponad pół godziny, po czym ledwo zdążyłem skorzystać z ubikacji i się przebrać. Gdy się ustawiłem na starcie zostało jeszcze jakieś półtorej minuty i ruszyliśmy.

Początek trasy po wyjeździe ze stadionu, to 2,5km odcinek asfaltu. Starałem się, ale nie za wszelką cenę przebić chociaż trochę do przodu, żeby przynajmniej teoretycznie potencjalnie słabszych zawodników mieć za sobą, żeby nie musieć niepotrzebnie tracić czasu w korkach. Była niezła zapierdzielanka. Po km w terenie, średnia dobijała do 30km/h. Oczywiście wkrótce zaczęła spadać, jednak starałem się, żeby pozostała na poziomie ~22km/h, żeby na luzie zmieścić się w limicie czasu na dużą pętlę. Trochę utrudniał to piach, przez który trzeba było prowadzić rower.

Na 27. kilometrze nastąpił rozjazd. Postanowiłem, że od tej pory zwolnię i będę jechał tak, żeby mi starczyło do końca sił. W sumie dwa kilometry później zacząłem żałować, że nie skręciłem w drugą stronę, bo trochę się już zmachałem. Właściwie cała dalsza trasa przebiegała w taki sposób, że jedynie odliczałem kilometry do końca – postępujące zmęczenie w połączeniu z niejedzeniem, gdyż jak zwykle nie miałem ochoty zaowocowało mega zgonem. Do mety oczywiście dojechałem, ale nie obyło się bez prowadzenia roweru parę razy.



Parę razy miałem wrażenie, że jechałem po dzikim lesie, a ścieżka została zrobiona przez ludzi, którzy przejeżdżali tędy przede mną i że żaden człowiek się tutaj nigdy nie zapuszcza, ale to nie było jeszcze takie tragiczne. Gorszy był piach i wszechobecna płaskość. Niestety nie są to zbyt dobre tereny na maraton mtb.

To, co jest fajne na długim dystansie to to, że nie jedzie się w tłoku. Tylko ty i ewentualnie co jakiś czas jedna, dwie osoby. Niestety na krótszych dystansach jest zawsze kupa ludzi (a i końska też się czasami trafi). Minus tego jest taki, że na słabo oznakowanych maratonach można pomylić trasę. Oczywiście nie na BikeMaratonie, gdzie też przejechałem połowę dystansu samemu – tam było genialnie - strzałka na strzałce. W Wieleniu natomiast zgubiłem się trzy razy, dokładając jakieś 3km. Zdecydowanie za mało znaczków, znaczki poukrywane na niewidocznych miejscach. Około 31. kilometra zgubiłem się razem z trzema osobami i dojechaliśmy do kolejnej grupy, która nie wiedziała którędy jechać, tak iż razem było nas z dziesięć osób. Ja i dwaj kolesie zawróciliśmy i znaleźliśmy właściwą drogę, ale tamci faceci tego nie zrobili i biorąc pod uwagę to, że przyjechałem pod sam koniec (jak zwykle zresztą ;)), to ktoś tu sobie chyba przypadkiem lub nie zmienił trasę, bo tych ludków już więcej nie widziałem, a powinni chyba mnie jeszcze wyprzedzić.



Fajna sprawa, że mimo iż dojechałem późno to ludzie od cateringu wciąż przyjeżdżali z ciepłym posiłkiem regeneracyjnym, a na Gryfie 2007 ten, kto przyjechał na końcu mógł się tylko oblizać.

Podsumowując – gdyby nie limitowana liczba znaczków na trasie to byłoby super.
Czwartek, 18 września 2008Kategoria .Trenażer., zz Foto zz

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem

Rower:
12.49 km (0.00km teren) czas jazdy: 00:30 h AVS:24.98km/h

Dzisiaj tylko trenażer. Ustawiłem rower i zabrałem się za przełożenie czujnika od licznika na tylne koło, jednak dosyć niefortunnie urwałem kabel, tak iż nie dało rady się podłączyć z powrotem do czujnika. Podjechałem więc do Kadrzyńskiego, gdzie dostałem za free używaną, ale w pełni sprawną podstawkę do licznika Sigmy razem z okablowaniem. Dzięki. Chwila zabawy i wydłużyłem sobie przewody do takiej długości, że teraz spokojnie mogę zostawić czujnik na stałe przypięty do tylnego koła, co jest wygodne i ku uciesze innych użytkowników BS pozwoli mi bić na trenażerze rekordy średniej oraz dystansu bez zbędnej zabawy w przekładanie kabli. ;)

Oprócz tego dzisiaj utworzyłem także kategorię Night Bike oraz dodałem fotki z pierwszych, ale najlepszych wypadów z tej kategorii, czyli wypadu do Puszczy Bukowej oraz wypadu do Puszczy Bukowej . I jeszcze przyszedł do mnie nowy akumulator z Centrum Rowerowego. Nice. :) Znów będzie tak:

Wtorek, 16 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Kręcenie w Lasku Arkońskim,

Rower:
45.37 km (35.20km teren) czas jazdy: 02:20 h AVS:19.44km/h

Kręcenie w Lasku Arkońskim, Puszczy Wkrzańskiej i wokół Jeziora Głębokiego. Prawdę mówiąc to objechałem dzisiaj prawie wszystkie najlepsze znane mi ścieżki, które są w rejonie i niech samo to świadczy o tym, że po prostu nie ma gdzie jeździć na lewobrzeżu. Ciągle jedziesz i kręcisz się przy tych samych miejscach. Podejrzewam, że sto kilometrów i teren, jakim tutaj dysponujemy objechany w całości.




Tylko bez marudzenia w komentarzach na pogodę. ;) Jest całkiem dobra do jazdy – taki październik z dodatkiem zieleni.
Niedziela, 14 września 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz

Lajtowo w ramach rowerowego

Rower:
24.60 km (11.50km teren) czas jazdy: 01:29 h AVS:16.58km/h

Lajtowo w ramach rowerowego spaceru regeneracyjnego po wczorajszej wycieczce. Trasa: dom-Głębokie-dom. A i dziś pękło siedem tysiaków w tym roku. :)


Sobota, 13 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, ..>150km

Pętla przez Prenzlau i Schwedt

Rower:
172.92 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:39 h AVS:26.00km/h

Zaplanowałem sobie na dzisiaj zrobienie około 150km po szosie z tym, że konkretnie gdzie to nie. Jednak kiedy się obudziłem o jedenastej, czułem się jak po nieprzespanej nocy, a to przez to, że w ramach treningu zasypiania przy hałasie dostałem gratis 2,5h męki od miłośnika napojów alkoholowych z mieszkania w klatce obok – ostro dawał czadu swoim przyjacielem telewizorem do 4:30 nad ranem. Wtedy powiedziałem dość i poszedłem do dużego pokoju, żeby powalić rękoma w ścianę. Pomogło. Od tej pory cisza.

Ok. To był króciutki sielankowy wstęp. Rozwinięcie to rozmowa telefoniczna z Silasem i ustawka na 13:00 u mnie pod domem. Dzwoniłem jeszcze do Kuli i Krzyśka, ale się okazało, że pierwszy już po treningu, a drugi akurat w przeciwną stronę pojechał. No trudno, tak to czasem jest ze spontanami.

Ze względów temperaturowo-pogodowych start nastąpił dopiero kilka minut przed 14:00, ponieważ mieliśmy trochę problem z odpowiednim dobraniem ciuchów, ale jak się okazało przynajmniej ja trafiłem w dziesiątkę.

Ruszyliśmy do Lubieszyna. Po drodze zaliczyłem przed wjazdem na rondo niezłego drifta, kiedy koleś przede mną zawahał się czy aby na pewno chce wjeżdżać. Trochę adrenalinki było.

Z Lubieszyna przed Loecknitz i Brussow w kierunki Prenzlau – naszego pierwszego większego celu podróży. Tutaj popstrykaliśmy trochę fotek. Samo miasteczko jest całkiem, całkiem. Razi natomiast kiepski stan nawierzchni drogowych oraz ścieżki rowerowe robione wybitnie na odczepnego.

W drodze do Prenzlau


W Prenzlau




Skierowaliśmy się na Schwedt.


Byliśmy w nim ok. 18:30. Tutaj nastąpiło pobieżne zwiedzanie. Parę razy już tu byłem, więc nie było jakoś czym się specjalnie zachwycać. Zjedliśmy po kebabie i zakupiliśmy zapasy picia. Później się okazało, że właściwie nawet nie było mi potrzebne, bo zostało mi bardzo dużo wody.


Namówiłem Silasa, żeby zamiast szlakiem Odra-Nysa wracać przez Krajnik Dolny. W sumie dobrze się stało, bo nawierzchnia była tu bardzo znośna i można było bez przeszkód zapodawać, ile tylko sił zostało. Do domu wróciłem o 22:30.

W Krajniku Dolnym


To był fajny wypad, jednak kolejny raz dochodzę do wniosku, że ten nowy SLR nie nadaje się do jazdy. Przed kolejnym większym tripem wywalam go i pakuje z powrotem poklejone taśmą siodło z Wheelera. Oprócz tego brak zastrzeżeń i cały wypad super.

Na sam koniec jeszcze mapka trasy.
Sobota, 6 września 2008Kategoria ..>100km, .Bridgestone., zz Foto zz, zz Wakacje zz

Wycieczka do Łowicza

Rower:
146.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 06:04 h AVS:24.21km/h

Dzisiaj pojechałem sobie na trip do Łowicza. Po wcześniejszym dojechaniu samochodem z Sobótki Starej do Łęczycy naturalnie, gdzie dzień wcześniej za namową wujka zostawiłem rower.

Wystartowałem około jedenastej. Ruszyłem drogą wojewódzką nr 703 na wschód. Zjechałem, żeby przejechać przez Tum oraz Górę Świętej Małgorzaty. Ta ostatnia miejscowość leży w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się Łęczyca, zanim ta ostatnia została przeniesiona na miejsce, w którym znajduje się do dnia dzisiejszego.

Kościół w Tumie.

Usypane wzgórze, na którym ongiś znajdował się gród łęczycki.

Prawie jak w górach.

Ten kościół znajduje się teraz na wzgórzu.

Tutaj część krajoznawcza zrobiła długą pauzę, gdyż właściwie dopiero w Łowiczu było na co popatrzeć, a tak to pola, pola i jeszcze raz pola. Zero lasów = jazda bez przerwy na leśny wucet.

W Łowiczu spędziłem 45 minut. To bardzo ładne i czyste miasteczko. Trochę szkoda, że dałem ciała i nie zauważyłem, że aparat na mniejszy rozmiar zdjęć jest nastawiony, bo tak to bym miał szałowe dwumegapikselówki..

Ok. Zawróciłem w drogę powrotną. Jechało mi się tragicznie. Ciepła woda z nowego bidonu śmierdzi i to dosłownie. Po drodze spotkałem na trzech na oko mastersów na szosach, wszyscy bez kasków.

Ok. Kontynuując wypociny – dowlokłem się do Łęczycy, a stąd kawałek krajową jedynką i skręt na Sobótkę Starą. To było długie dwadzieścia kilometrów. SLR się jak zwykle nie spisał. :)

A tak wygląda nowy kokpit, przed którym spędzam najwięcej czasu. I od razu sorry dla 1024x768-resolution-users, że od czasu do czasu może coś źle wyglądać od tej pory.
Wtorek, 2 września 2008Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz

Dzisiaj wspólna ustawka

Rower:
61.17 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:18 h AVS:26.60km/h

Dzisiaj wspólna ustawka z Kulą i Silasem. Chciałem pojechać do NRD przez Dobieszczyn i wrócić przez Lubieszyn, tylko że trzeba było zmienić plan, bo okazało się, że jestem jedyna osobą z dokumentami, a chłopaki nie chcieli ryzykować deportacji.

Anyway, pierwszy raz odkąd pamiętam okazało się, że to akurat ja byłem pierwszy na miejscu spotkania.


Ruszyliśmy na Tanowo. Tutaj Silas zatankował bidon i porobiliśmy trochę fotek.




Po chwili znowu jechaliśmy i pstrykaliśmy zdjęcia.




Od Dobieszczyna to w sumie już dla mnie i Silasa była męczarnia, bo na szosach nie dawaliśmy Kuli, który jechał na swoim mtb, rady. :)

Ja odłączyłem się w Wołczkowie i skręciłem do domu przez Bezrzecze, a chłopaki pojechali przez Wojska Polskiego.

Silas, weź sobie wreszcie zeszyj tę dwucentymetrową dziurę, co masz na spodenkach, bo jak do następnego wypadu tego nie zrobisz, to zamieszczę to na focie. ;)
Sobota, 30 sierpnia 2008Kategoria Maraton, .Trek., zz Foto zz, zz Wakacje zz, zzz GÓRY zzz

Maraton w Piechowicach

Rower:
90.12 km (75.00km teren) czas jazdy: 05:10 h AVS:17.44km/h

Maraton w Piechowicach



Miejsce:
- 41 w M2
- 135 w Open

Jestem trochę zniesmaczony i nie chce mi się za bardzo rozpisywać, a więc napiszę krótko i treściwie – punktowo.

To był mój pierwszy Giga w życiu. Jednak około 12km po asfalcie to moim zdaniem wielki minus dla organizatora.

Trzy razy musiałem spuszczać powietrze z amortyzatora, by mimo wszystko i tak dostawać szału z powodu bólu stawów w palcach.

Co do oznakowania trasy, to było perfekcyjne! Po niej jeździł na motorze ratownik. Ja bez gleb, bo asekuracyjnie jeżdżę, plus przez te palce musiałem zwalniać prawie do zera na zjazdach i mnie brali jak leszcza. :) Ale widziałem jednego groźnego orła, który do góry wzbił się niczym wiatr. Kolo zrobił takie OTB, że ja nie mogę! Się zatrzymałem, ale wstał i zginał ręce i nogi, więc ruszyłem dalej, skoro niepołamany. A to był szutrowy zjazd, ludzie tam pod 60km/h podchodzili, a typ miał bankowo powyżej czterdziestki na liczniku. No ale mówi się trudno.

Zagadałem do dwóch gości z XC-Zone, ale niestety nie pamiętam ich imion ani ksywek. Sorry, ale mam pamięć tylko do rzeczy pisanych.

W maratonie jechała też Maja Włoszczowska. Potem się lansowała ze swoim medalem z olimpiady. ;)

To by było na tyle. Na koniec dostałem smsem info z czasem i zajętym miejscem. Ekstra. Przy BikeMaratonie nasz GryfMaratonMTB wypada tragicznie.

Mistrzu wjeżdża na metę, zasłużone pierwsze od końca miejsce w M2.


P.S. Poniżej mój rękopis, który powstawał na bieżąco w czasie komputerowej nieobecności. Kartki są zapisane naturalnie dwustronnie linijka w linijkę z oszczędności papieru. ;)

Czwartek, 28 sierpnia 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz, zz Wakacje zz, zzz GÓRY zzz

Dzisiaj najpierw samochodem

Rower:
26.42 km (1.20km teren) czas jazdy: 01:31 h AVS:17.42km/h

Dzisiaj najpierw samochodem do Polanicy Zdrój przez Czechy, a powrót przez Wałbrzych. Ale nasze polskie drogi są straszne..






Gdzieś w drodze powrotnej z Polanicy.


Później jeszcze zdążyłem trochę pojeździć. Najpierw dojazd samochodem za Przesiekę na początek czarnego szlaku prowadzącego do PTTK „Odrodzenie”.

Sam podjazd zacząłem o 18:20, a zakończyłem 18:5X. Uważam, że Tomek nieco go przereklamował. :P Wrzucasz jeden na jeden i ewentualnie dodatkowo jedziesz zygzakiem i jesteś na górze. A tam widoki są pierwsza klasa.

No to zaczynamy.


W drodze na dół stawałem dodatkowo dwa razy, żeby polać tarczę wodą. Za każdym razem para szła ostro. Chyba spaliłem klocki, a tylne już mi się kończą.






Po zjeździe z Odrodzenia kontynuowałem do Przesieki, żeby było zjazdowo. Niestety vmax to tylko 69km/h, ale jako wymówkę dodam, że poprawiałem na początku lampkę z tyłu, a poza tym vmax są dobre dla cieniasów. ;)

Z Przesieki po odnalezieniu właściwej drogi do Podgórzyna czarnym szlakiem, stąd chyba zielonym na kolejny czarny pod Sosnówką. Stąd do drogi 366 i w prawo. Jeszcze skręciłem w lewo na zielony szlak, gdy ten ponownie się pokazał i przejechałem przez Głębock, gdzie przestraszył mnie wilczur, a ja jego. Jednak chyba ja bardziej przeżywałem, bo on nie uciekał później przez pięćset metrów na pełnym gazie przed pustą drogą.



Później już tylko Miłków i dojazd po głównej drodze do Karpacza i do domku.


Mało km dzisiaj, ale i tak już na ciemno znowu wróciłem. W sobotę maraton w Piechowicach.
Środa, 27 sierpnia 2008Kategoria .Trek., zz Foto zz, zz Wakacje zz, zzz GÓRY zzz

Myślałem, że po wczorajszym, to ja dzisiaj

Rower:
40.14 km (12.50km teren) czas jazdy: 02:34 h AVS:15.64km/h

Myślałem, że po wczorajszym, to ja dzisiaj trupem będę. Może coś w tym było. W każdym bądź razie aż się zdziwiłem, że nie czułem rano w nogach zakwasów. Wypas.

Oprócz tego wyjechałem dzisiaj dwie godziny wcześniej niż wczoraj. Zapowiadało się perspektywicznie.


Ruszyłem, zjechałem do drogi wojewódzkiej nr 366, gdzie skręciłem w prawo na Kowary. Dalej zielonym szlakiem aż do niebieskiego i skręt w prawo. Przejechałem przez miejscowość Ściegny.

Dojechałem do ER-2 i skręciłem na niego w lewo. Wkrótce usłyszałem w pobliżu indiańskie śpiewy, czyli występ w Western City. Objechałem je dookoła i opstrykałem.


Ruszyłem dalej tym samym szlakiem.




Skręciłem dopiero w lewo na czarny na zjazd. Wyjechałem w Kowarach i dalej kontynuowałem czarnym szlakiem. Tym razem niestety pod górkę, beee…


A to było nieco później.


Smacznego ;)


Na końcu szlaku skręt w lewo na zjazd na pomarańczowy szlak. Tego szlaku trzymałem się dosyć długo. Okrążyłem Rudawski Park Krajobrazowy. Taka ciekawostka – jakiś bucu ustawił tabliczkę z zakazem wstępu na szlaku. :)


W Krogulcu zjechałem ze szlaku i skierowałem się na Bukowiec, a dalej Kostrzycę, Kowary, Ściegny i wróciłem do Karpacza.






Miało być dużo więcej kilometrów, ale niestety jakoś nie czułem ochoty do jazdy. Może upał, może brak izotonika, ale z pewnością jednak dzień wczorajszy, ale i tak było fajnie.


Tak staję do zdjęć bez roweru.

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl