Wpisy archiwalne w kategorii
zz Foto zz
Dystans całkowity: | 31368.84 km (w terenie 3988.66 km; 12.72%) |
Czas w ruchu: | 1527:04 |
Średnia prędkość: | 20.54 km/h |
Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
Suma kalorii: | 159449 kcal |
Liczba aktywności: | 438 |
Średnio na aktywność: | 71.62 km i 3h 29m |
Więcej statystyk |
Sobota, 13 października 2007Kategoria .Bridgestone., ..>100km, ..>200km, zz Foto zz, ..>150km
Wycieczka do Gryfic
Rower:
Bridgestone226.30 km (0.00km teren) czas jazdy: 09:23 h AVS:24.12km/h
Uf, to był dopiero dzień. Najpierw o 7 pobudeczka, śniadanko, szybkie roweru szykowanko, ubieranko i na 8oo byłem na pl. Kościuszki. Oczywiście Silas zaspał, więc pojechałem do niego do domu i obudziłem wszystkich. :D I ponad 30 minut w plecy.
Oczekiwanie na klatce
W końcu wyszedł, zatankowaliśmy bidony do pełna i ruszyliśmy. Oficjalnie zatwierdzony plan był taki, że jedziemy do Gryfic, tam wchodzę popatrzeć na turniej szachowy, następnie jedziemy nad morze, np. do Mrzeżyna, wracamy do Gryfic i o 19:55 łapiemy szynobusa, ale jednak trochę nie wyszło. :)
Jechaliśmy przez Dąbie, dalej Goleniów, Nowogard, Płoty aż dojechaliśmy do Gryfic. Po drodze kilka małych przystanków na oddanie ciekłej energii w lesie i pstryknięcie fot. Podjechaliśmy na salę gry, wszedłem, pogadałem i zniknęliśmy pozwiedzać miasto i zakupić bilety. Tutaj na szczęście okazało się, że kasy nieczynne, rozkład jazdy zupełnie inny, niż ten w internecie (Silent sprawdzał :D ) i najlepsze: nie jedziemy nad morze, tylko wracamy bikami przez Golczewo do Szczecina! Zahaczyliśmy jeszcze raz o salę gry i najedzeni wyjechaliśmy.
Gdzieś na trasie

W Płotach

Gryfice


Droga powrotna była całkiem ok. Około 120km miałem dosyć długotrwały kryzys, ale kiedy przeszedł można było dalej jechać normalnie. Do Szczecina dotarliśmy około godziny 20, ale oczywiście stuknęliśmy jeszcze około dwudziestkę po mieście, co dało mi końcowy dystans 222km, a Silentowi o 6 mniej. ;-)
Ogólnie wypad udany, chociaż niezbyt ciekawy. Słaby stan dróg oraz niewielka ilość atrakcji to jednak nie to, co lubię.
Dobra, kończę, bo mi głowa daje się we znaki po całym dniu, a i tak pewnie nikt tego nie czyta. :-)
Oczekiwanie na klatce





W końcu wyszedł, zatankowaliśmy bidony do pełna i ruszyliśmy. Oficjalnie zatwierdzony plan był taki, że jedziemy do Gryfic, tam wchodzę popatrzeć na turniej szachowy, następnie jedziemy nad morze, np. do Mrzeżyna, wracamy do Gryfic i o 19:55 łapiemy szynobusa, ale jednak trochę nie wyszło. :)
Jechaliśmy przez Dąbie, dalej Goleniów, Nowogard, Płoty aż dojechaliśmy do Gryfic. Po drodze kilka małych przystanków na oddanie ciekłej energii w lesie i pstryknięcie fot. Podjechaliśmy na salę gry, wszedłem, pogadałem i zniknęliśmy pozwiedzać miasto i zakupić bilety. Tutaj na szczęście okazało się, że kasy nieczynne, rozkład jazdy zupełnie inny, niż ten w internecie (Silent sprawdzał :D ) i najlepsze: nie jedziemy nad morze, tylko wracamy bikami przez Golczewo do Szczecina! Zahaczyliśmy jeszcze raz o salę gry i najedzeni wyjechaliśmy.
Gdzieś na trasie




W Płotach








Gryfice










Droga powrotna była całkiem ok. Około 120km miałem dosyć długotrwały kryzys, ale kiedy przeszedł można było dalej jechać normalnie. Do Szczecina dotarliśmy około godziny 20, ale oczywiście stuknęliśmy jeszcze około dwudziestkę po mieście, co dało mi końcowy dystans 222km, a Silentowi o 6 mniej. ;-)
Ogólnie wypad udany, chociaż niezbyt ciekawy. Słaby stan dróg oraz niewielka ilość atrakcji to jednak nie to, co lubię.
Dobra, kończę, bo mi głowa daje się we znaki po całym dniu, a i tak pewnie nikt tego nie czyta. :-)
Sobota, 6 października 2007Kategoria .Bridgestone., ..>100km, zz Foto zz, ..>150km
Pętla przez Ueckermunde i Torgelow
Rower:
Bridgestone183.50 km (0.00km teren) czas jazdy: 07:30 h AVS:24.47km/h
Wypad z Silasem. Spod mojego domu do Lubieszyna, dalej Loeknitz, stąd odbicie na północ i przez Hintersee do Egesin i docelowo do Uekckermunde. Stąd zawrotka i powrót przez Torgelow i Pasewalk, a potem jeszcze dodatkowe 20klocki z czymś po mieście, żeby jakiś fajny rekord wyszedł. I wyszedł. Aż nie mam siły już nic pisać. Sporo fajnych fot porobiliśmy. I uwaga, okazuje się, że niegazowana woda Arctic w wersji półtoralitrowej w Niemieckiej Republice Demokratycznej może kosztować 6,84zł sic! A tak w ogóle to to był najlepsiejszy wypad w moim życiu – ładne i czyściutkie widoki, nieznane tereny, dużo kilometrów, powrót w nocy. Po prostu bajka..
Niedaleko za Loecknitz
Owce w trwodze - najwyraźniej nie lubią hałasu przejeżdżających samochodów. A może to kozy? ;)

Hintersee, czyli pierwsze niewyrobione jeszcze próby pozowania do zdjęć z rowerem na pionowo ;)

W drodze do Eggesin

Smacznego! :)

Eggesin

Ueckermunde – cel naszej podróży





Szamanie, Silas jeszcze dokańcza, a ja w tym czasie robię fotki swojego krocza ;)

Kontrapas, czyli takie coś, z takim czymś, bez takiego czegoś – w Szczecinie tego nie uświadczysz..

Całkiem ciekawa rura spustowa

Nad Zalewem Szczecińskim

To na pewno przez te fale.. ;)



W drodze powrotnej przez Torgelow
Niedaleko za Loecknitz




Owce w trwodze - najwyraźniej nie lubią hałasu przejeżdżających samochodów. A może to kozy? ;)






Hintersee, czyli pierwsze niewyrobione jeszcze próby pozowania do zdjęć z rowerem na pionowo ;)





W drodze do Eggesin




Smacznego! :)


Eggesin







Ueckermunde – cel naszej podróży


































Szamanie, Silas jeszcze dokańcza, a ja w tym czasie robię fotki swojego krocza ;)



Kontrapas, czyli takie coś, z takim czymś, bez takiego czegoś – w Szczecinie tego nie uświadczysz..


Całkiem ciekawa rura spustowa

Nad Zalewem Szczecińskim












To na pewno przez te fale.. ;)














W drodze powrotnej przez Torgelow




Sobota, 29 września 2007Kategoria .Wheeler., Maraton, zz Foto zz
Maraton w Wieleniu
Rower:
Wheeler60.71 km (52.00km teren) czas jazdy: 02:50 h AVS:21.43km/h
Maraton w Wieleniu
Miejsce:
-9 w M2
-40 w Open
Maraton w Wieleniu - tzw. "Michałki". Mimo niecałych dwóch godzin snu najlepszy start w sezonie. Tuż przed końcem trasu zabawny szlif na mokrym mostku z drewna, po którym rower zawisł nad rzeczka przytrzymywany przeze mnie znajdującego się z pozycji horyzontalnej stopami. :)
Auć!
Miejsce:
-9 w M2
-40 w Open
Maraton w Wieleniu - tzw. "Michałki". Mimo niecałych dwóch godzin snu najlepszy start w sezonie. Tuż przed końcem trasu zabawny szlif na mokrym mostku z drewna, po którym rower zawisł nad rzeczka przytrzymywany przeze mnie znajdującego się z pozycji horyzontalnej stopami. :)
Auć!

Niedziela, 16 września 2007Kategoria .Bridgestone., ..>100km, zz Foto zz
Wypad do Schwedt
Rower:
Bridgestone133.80 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:54 h AVS:27.31km/h
Piątek, 31 sierpnia 2007Kategoria .Bridgestone., zz Foto zz
Masa Krytyczna
Rower:
Bridgestone21.08 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:39 h AVS:12.78km/h
Masa Krytyczna



Niedziela, 26 sierpnia 2007Kategoria .Wheeler., Maraton, zz Foto zz, zz Wakacje zz
Maraton w Krakowie
Rower:
Wheeler73.04 km (60.00km teren) czas jazdy: 04:35 h AVS:15.94km/h
Maraton w Krakowie
Miejsce:
-101 w M2
-211 w Open
Ha, wreszcie wziąłem udział w wielkim przedsięwzięciu jakim był maraton z cyklu Powerade Dobre Sklepy Rowerowe Bla, Bla, Bla, Coś Tam, Coś Tam 2007 w Krakowie. Kiedy się zapisywałem przez Internet, na liście zgłoszonych było już ponad 3300 osób! Ile przyjechało w rzeczywistości, tego nie wiem, jednak z pewnością ponad dwa tysiące. Mini oraz Giga wystartowali godzinę przed moim dystansem czyli Mega, który wg wskazań Sigmy BC1606L wynosił 65km. Trasa była ciekawa, start trochę niefajny dla kręgosłupa, bo po trawie przejeżdżaliśmy wzdłuż przez całe krakowskie Błonia. Udało mi się przebyć całą trasę bez awarii sprzętu, a flaczków widziałem co nie miara. Niestety pod największe podjazdy podchodziłem, jak sporo zresztą ludków, a na najcięższym wg mnie zjeździe, gdzie widziałem jak jeden koleś wyglebił się trzy (no dobra dwa) razy prowadząc rower, schodziłem. Przy okazji byłem świadkiem tego, jak wycinacy wyprzedzają na jak to mi się wydawało singletrackach. Bardzo mi się podobało. Prawdopodobnie za rok też tu przyjadę, z tym że następnym razem mam zamiar przejechać dystans Giga!
Szef wjeżdża na metę
Miejsce:
-101 w M2
-211 w Open
Ha, wreszcie wziąłem udział w wielkim przedsięwzięciu jakim był maraton z cyklu Powerade Dobre Sklepy Rowerowe Bla, Bla, Bla, Coś Tam, Coś Tam 2007 w Krakowie. Kiedy się zapisywałem przez Internet, na liście zgłoszonych było już ponad 3300 osób! Ile przyjechało w rzeczywistości, tego nie wiem, jednak z pewnością ponad dwa tysiące. Mini oraz Giga wystartowali godzinę przed moim dystansem czyli Mega, który wg wskazań Sigmy BC1606L wynosił 65km. Trasa była ciekawa, start trochę niefajny dla kręgosłupa, bo po trawie przejeżdżaliśmy wzdłuż przez całe krakowskie Błonia. Udało mi się przebyć całą trasę bez awarii sprzętu, a flaczków widziałem co nie miara. Niestety pod największe podjazdy podchodziłem, jak sporo zresztą ludków, a na najcięższym wg mnie zjeździe, gdzie widziałem jak jeden koleś wyglebił się trzy (no dobra dwa) razy prowadząc rower, schodziłem. Przy okazji byłem świadkiem tego, jak wycinacy wyprzedzają na jak to mi się wydawało singletrackach. Bardzo mi się podobało. Prawdopodobnie za rok też tu przyjadę, z tym że następnym razem mam zamiar przejechać dystans Giga!
Szef wjeżdża na metę

Wtorek, 21 sierpnia 2007Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Świdwie
Rower:
Wheeler84.32 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:01 h AVS:20.99km/h
Wypad razem z Silasem. Nie pamiętam już wszystkich miejsc, w których byliśmy, ale zahaczyliśmy o Świdwie.



Niedziela, 19 sierpnia 2007Kategoria .Wheeler., Maraton, zz Foto zz
Maraton w Barlinku
Rower:
Wheeler67.67 km (64.00km teren) czas jazdy: 03:53 h AVS:17.43km/h
Maraton w Barlinku
Miejsce:
-27 w M2
-105 w Open
Po jedenastodniowej przerwie i tylko pięciu dniach na ponowne zapoznanie się z rowerem przyszedł czas na kolejny maraton z cyklu GryfmaratonuMTB. Były to zarazem IV Mistrzostwa Barlinka w Kolarstwie Górskim. Wypucowałem w sobotę rowerek, napęd lśnił się tak, jak powinien. ;) Pojechałem jeszcze na krótką przejażdżkę i wróciłem oczywiście niestety już z trochę zapiaszczonym napędem, jednak mimo wszystko Rohloff bije na łeb wszystkie inne smary, które wcześniej miałem. Szybkie przetarcie ściereczką i okazuje się, że jest tak, jak być powinno. Przy okazji tego maratonu przetestowałem sposób zabezpieczenie łańcucha przed usyfieniem od owadów w trakcie transportu roweru na dachu poprzez owinięcie go gazetą, wiem, wiem, bardzo cool.. No dobra, przybyłem z rodzicami na miejsce, przygotowałem bika, zapisałem się, napełniłem bidony.. znaczy się bidon i butelkę po żywcu. Po prostu nie miałem serca wymywać tego grzyba, który zagnieździł się w ustniku drugiego bidonu i zresztą żeby go stamtąd wykurzyć musiałbym chyba użyć domestosa. No dobra, wypadałoby coś napisać na temat samej trasy i organizacji, a więc.. Trasa 'Maratonu' liczyła wg mojego licznika 65km razem z tzw. rundą honorową, czyli 3km prowadzenia peletonu przez policję w tempie 3-5 razy wolniejszym niż Szczecińska Masa Krytyczna, co skutkowało ponoć licznymi glebami. Co prawda sam widziałem tylko jedną, a drugą słyszałem, ale trzeba przyznać, że cieniutko nas pilotowali. Oprócz tego część skracała sobie drogę, np. przy okrążeniu ronda, ale już mniejsza o to. Wkrótce po wyjechaniu na większe odludzie nastąpił start ostry. Trasa była ciekawa, dużo podjazdów i zjazdów, tylko krótki fragment kostki, który nieźle dał mi w 4 litery (następnym razem spuszczę z amora jeszcze 5 PSI), znakomite oznakowanie oraz strasznie wielka liczba punktów kontrolnych, plus profesjonalne obstawienie przez policję i nie-policję przejazdów przez jezdnie. Byłbym super zadowolony, gdyby nie to, że przez frajerski wskok na asfalt przywaliłem tylną oponą i przebiłem dętkę, co dało mi piętnaście minut w plecy, takim jestem specem od zmieniania dętek. ;-) Aha, no i zupka na koniec choć smaczna, to była w wersji demo, bo talerzyki były napełniane tylko do połowy. Do wyboru był jeszcze bigos. Na zakończeniu nie zostałem, bo już mi się nie chciało, ale pewnie też było fajne. Ci co nie byli tego dnia w Barlinku na maratonie niech żałują!
Miejsce:
-27 w M2
-105 w Open
Po jedenastodniowej przerwie i tylko pięciu dniach na ponowne zapoznanie się z rowerem przyszedł czas na kolejny maraton z cyklu GryfmaratonuMTB. Były to zarazem IV Mistrzostwa Barlinka w Kolarstwie Górskim. Wypucowałem w sobotę rowerek, napęd lśnił się tak, jak powinien. ;) Pojechałem jeszcze na krótką przejażdżkę i wróciłem oczywiście niestety już z trochę zapiaszczonym napędem, jednak mimo wszystko Rohloff bije na łeb wszystkie inne smary, które wcześniej miałem. Szybkie przetarcie ściereczką i okazuje się, że jest tak, jak być powinno. Przy okazji tego maratonu przetestowałem sposób zabezpieczenie łańcucha przed usyfieniem od owadów w trakcie transportu roweru na dachu poprzez owinięcie go gazetą, wiem, wiem, bardzo cool.. No dobra, przybyłem z rodzicami na miejsce, przygotowałem bika, zapisałem się, napełniłem bidony.. znaczy się bidon i butelkę po żywcu. Po prostu nie miałem serca wymywać tego grzyba, który zagnieździł się w ustniku drugiego bidonu i zresztą żeby go stamtąd wykurzyć musiałbym chyba użyć domestosa. No dobra, wypadałoby coś napisać na temat samej trasy i organizacji, a więc.. Trasa 'Maratonu' liczyła wg mojego licznika 65km razem z tzw. rundą honorową, czyli 3km prowadzenia peletonu przez policję w tempie 3-5 razy wolniejszym niż Szczecińska Masa Krytyczna, co skutkowało ponoć licznymi glebami. Co prawda sam widziałem tylko jedną, a drugą słyszałem, ale trzeba przyznać, że cieniutko nas pilotowali. Oprócz tego część skracała sobie drogę, np. przy okrążeniu ronda, ale już mniejsza o to. Wkrótce po wyjechaniu na większe odludzie nastąpił start ostry. Trasa była ciekawa, dużo podjazdów i zjazdów, tylko krótki fragment kostki, który nieźle dał mi w 4 litery (następnym razem spuszczę z amora jeszcze 5 PSI), znakomite oznakowanie oraz strasznie wielka liczba punktów kontrolnych, plus profesjonalne obstawienie przez policję i nie-policję przejazdów przez jezdnie. Byłbym super zadowolony, gdyby nie to, że przez frajerski wskok na asfalt przywaliłem tylną oponą i przebiłem dętkę, co dało mi piętnaście minut w plecy, takim jestem specem od zmieniania dętek. ;-) Aha, no i zupka na koniec choć smaczna, to była w wersji demo, bo talerzyki były napełniane tylko do połowy. Do wyboru był jeszcze bigos. Na zakończeniu nie zostałem, bo już mi się nie chciało, ale pewnie też było fajne. Ci co nie byli tego dnia w Barlinku na maratonie niech żałują!

Środa, 15 sierpnia 2007Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Puszcza Wkrzańska
Rower:
Wheeler59.61 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:02 h AVS:19.65km/h
Puszcza Wkrzańska z Krzyśkiem.

Czwartek, 26 lipca 2007Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Świdwie
Rower:
Wheeler60.76 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:09 h AVS:19.29km/h
Wypad do Rezerwatu Świdwie.




