Wpisy archiwalne w kategorii
Night Bike
| Dystans całkowity: | 9729.68 km (w terenie 667.23 km; 6.86%) |
| Czas w ruchu: | 475:37 |
| Średnia prędkość: | 20.46 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 182 (97 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 92058 kcal |
| Liczba aktywności: | 136 |
| Średnio na aktywność: | 71.54 km i 3h 29m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 1 października 2011Kategoria .Bridgestone., ..>100km, Night Bike, zz Wakacje zz, zz Foto zz, ..>150km
Wakacyjna przejażdżka #11 - wycieczka do Warszawy; najgorszy rowerowy dzień w moim życiu.
Rower:Bridgestone191.00 km (0.00km teren) czas jazdy: 10:40 h AVS:17.91km/h
Dogadaliśmy się z Silasem, że zrobimy sobie rekreacyjny wypad do Warszawy połączony z pobieżnym jej zwiedzaniem. Dzień wcześniej przybiliśmy do check pointa w gm. Grabów. Już wieczorem okazało się, że następny dzień będzie co najmniej nietypowy. Ja zapomniałem licznika, a Silas zapomniał.. butów SPD! :D Ale i tak postanowiliśmy jechać.
Analizowaliśmy kilka wariantów "ataku" na Warszawę. Ostatecznie wybraliśmy opcję z pobudką o godzinie 4:00 rano i wyjazdem rowerami o 4:30 w asyście szczekających na nas latających luzem po wsi kundli. 200 m za wsią poleciało takim zimnem, że myśleliśmy, że to koniec świata. Jak to mówią Angole - Little did we know..
Hardcorami nie jesteśmy (Ci co nas znają, wiedzą, że tak naprawdę "będący hardcorami" to nasze indiańskie imiona, ale należy być skromnym; nie ma tu nic wspólnego z bobrami!), więc dojechaliśmy 30 km na pociąg do Kutna, który przed 8:00 wypluł nas w Warszawie na centralnym.
Rozpoczeło się kręcenie. Wrzucam tutaj najciekawsze zdjęcia z dzisiaj.

Kłopotem okazał się powrót. Nie będę pisał, kto sprawdzał połączenia, ale nie byłem to ja. :P Ja dałem tyłka nie sprawdzając ich wcale. Okazało się, że nie ma pociągu powrotnego do Kutna, którym chcieliśmy jechać. Musieliśmy wybrać inną opcję. Zdecydowaliśmy się na powrót jedynie do Łowicza, z którego mieliśmy ~75 km do przejechania.
W Łowiczu byliśmy o 20:30. Zaczęliśmy od tego, żeby się ubrać maksymalnie ciepło. Założyłem na siebie wszystkie ciuchy jakie miałem, a jechałem na krótko, więc doszły mi jedynie rękawki, kurteczka dobra na wiosnę, bandamka i nogawki za duże o 2 rozmiary.;)
Ruszyliśmy. 70 km to nie tak źle. Myślałem, że realnie w 3 h jazdy będziemy z powrotem, czyli jeszcze przed północą. Niestety. O ile pierwsze 20 km wykonaliśmy dosyć szybko jak na dzisiejsze kręcenie, bo orientacyjnie w jakieś 50 minut, to później zaczęło iść jak krew z nosa, a wszystko przez to, że było coraz zimniej. To była taka temperatura, przy której czujesz się jakby matka natura mówiła do Ciebie: "Ty mały chwaście, dam Ci jechać, ale musisz jechać powoli, dużo stawać i trzymać cały czas kierę w górnym chwycie, bo inaczej nawieję Ci powietrza chłodniejszego o 5*C niż to teraz do rękawów kurtki". Ale to wszystko i tak nie było takie złe.
W końcu dotarliśmy do Piątku, czyli geometrycznego środka Polski. Stąd zostało nam już tylko 40 km. Niedługo potem zjadłem całe pożywienie kupione w jakimś drogim sklepiku w stolicy z marżą taką samą jak coolbikezone daje na 99% swojego asortymentu.
Wreszcie za Łęczycą na 21 km do mety zaczęło się najgorsze. Mgła - takie mleko, że nie widzieliśmy dalej niż na 10 metrów. Jechaliśmy wtedy chodnikiem wzdłuż krajowej jedynki. 5 minut wcześniej musiałem się zatrzymać, bo nie dawałem rady z zimna. Kiedyś brechtałem, jak kolega opowiadał mi o okrążaniu Zalewu Szczecińskiego i o sreberkach od czekolady, którymi się okładał on i jego towarzysze niedoli, a teraz sam powtykałem sobie wszystkie chusteczki higieniczne jakie miałem za koszulkę, do rękawków, między skarpetki i nogawki, na kolana w nogawkach, pod szyję, a oprócz tego wsadziłem do nogawek papierki po 7daysach i torebkę foliowa pod kurtkę. Gdyby było jeszcze gorzej, to byłem gotów wsadzać sobie nawet liście z trawy. Na szczęście nie było.
Silas miał jeszcze gorzej, bo wciąż bez SPD-ków, a jego kurteczka była przewiewna. Do tego zaczął zasypiać. :) Ile ja się tej nocy nakłamałem, żeby go zmotywować i rozbudzić, to nie wiem. Chyba muszę iść do spowiedzi. :P Silas dowiedział się, że jest zajebisty, jest koxem, że ten wypad to nic, że potrafi klepać większe, że do następnej wsi już tylko 1 km, że następna wieś jest już za chwilę, że następna wieś jest już tylko za tą górką, że nie ma już żadnych górek, że tam dalej już nie ma dziur w drodze, itp., itd. Niniejszym chciałbym teraz to wszystko publicznie odszczekać - hau, hau!
Do domu udało nam się dojechać dopiero o 1:30. Ostatni kilometr jechałem z kluczami od furtki w ręku, a Silas z gazem łzawiącym, bo nauczeni tym powrotem z Łowicza i paroma pościgami Burków i moimi kilkoma sytuacjami w tym roku we wsi, wiedzieliśmy, że możemy mieć akcję z jakimiś wolno biegającymi pańskimi psami spuszczonymi na noc w rodzaju patrolu wiejskiego.
I wyszedł opis dłuższy niż wypracowania z polskiego w liceum. W następnych wpisach dorzucę jeszcze parę zdjęć niezwiązanych z tripem do Warszawy.

Bez komentarza;)© Adamicki
Analizowaliśmy kilka wariantów "ataku" na Warszawę. Ostatecznie wybraliśmy opcję z pobudką o godzinie 4:00 rano i wyjazdem rowerami o 4:30 w asyście szczekających na nas latających luzem po wsi kundli. 200 m za wsią poleciało takim zimnem, że myśleliśmy, że to koniec świata. Jak to mówią Angole - Little did we know..
Hardcorami nie jesteśmy (Ci co nas znają, wiedzą, że tak naprawdę "będący hardcorami" to nasze indiańskie imiona, ale należy być skromnym; nie ma tu nic wspólnego z bobrami!), więc dojechaliśmy 30 km na pociąg do Kutna, który przed 8:00 wypluł nas w Warszawie na centralnym.
Rozpoczeło się kręcenie. Wrzucam tutaj najciekawsze zdjęcia z dzisiaj.

Pałac Kultury i Nauki© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki


Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Pomnik Syrenki© Adamicki

Bridgestone na postoju© Adamicki

Dorożka© Adamicki

Dorożka 2© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Budynek jakiegoś Sądu© Adamicki

Biblioteka Narodowa© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Przed pomnikiem Kościuszki© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Grób Nieznanego Żołnierza© Adamicki

Fontanna© Adamicki

Fontanna2© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Grób Nieznanego Żołnierza© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Giełda Papierów Wartościowych S.A.© Adamicki

Most im. księcia Józefa Poniatowskiego© Adamicki

Most im. księcia Józefa Poniatowskiego© Adamicki

Most im. księcia Józefa Poniatowskiego© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Stadion Narodowy© Adamicki

Most Świętokrzyski© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Cyrk© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Trybunał Konstytucyjny© Adamicki

Pomnik Chopina w Łazienkach© Adamicki

W Łazienkach© Adamicki

Pałac na Wodzie w Łazienkach© Adamicki

Pałac na Wodzie© Adamicki

Pałac na Wodzie© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Świątynia Opatrzności Bożej© Adamicki

Wilanów© Adamicki

Pałac w Wilanowie© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Zwiedzanie Warszawy© Adamicki

Pałac Kultury i Nauki© Adamicki
Kłopotem okazał się powrót. Nie będę pisał, kto sprawdzał połączenia, ale nie byłem to ja. :P Ja dałem tyłka nie sprawdzając ich wcale. Okazało się, że nie ma pociągu powrotnego do Kutna, którym chcieliśmy jechać. Musieliśmy wybrać inną opcję. Zdecydowaliśmy się na powrót jedynie do Łowicza, z którego mieliśmy ~75 km do przejechania.
W Łowiczu byliśmy o 20:30. Zaczęliśmy od tego, żeby się ubrać maksymalnie ciepło. Założyłem na siebie wszystkie ciuchy jakie miałem, a jechałem na krótko, więc doszły mi jedynie rękawki, kurteczka dobra na wiosnę, bandamka i nogawki za duże o 2 rozmiary.;)
Ruszyliśmy. 70 km to nie tak źle. Myślałem, że realnie w 3 h jazdy będziemy z powrotem, czyli jeszcze przed północą. Niestety. O ile pierwsze 20 km wykonaliśmy dosyć szybko jak na dzisiejsze kręcenie, bo orientacyjnie w jakieś 50 minut, to później zaczęło iść jak krew z nosa, a wszystko przez to, że było coraz zimniej. To była taka temperatura, przy której czujesz się jakby matka natura mówiła do Ciebie: "Ty mały chwaście, dam Ci jechać, ale musisz jechać powoli, dużo stawać i trzymać cały czas kierę w górnym chwycie, bo inaczej nawieję Ci powietrza chłodniejszego o 5*C niż to teraz do rękawów kurtki". Ale to wszystko i tak nie było takie złe.
W końcu dotarliśmy do Piątku, czyli geometrycznego środka Polski. Stąd zostało nam już tylko 40 km. Niedługo potem zjadłem całe pożywienie kupione w jakimś drogim sklepiku w stolicy z marżą taką samą jak coolbikezone daje na 99% swojego asortymentu.
Wreszcie za Łęczycą na 21 km do mety zaczęło się najgorsze. Mgła - takie mleko, że nie widzieliśmy dalej niż na 10 metrów. Jechaliśmy wtedy chodnikiem wzdłuż krajowej jedynki. 5 minut wcześniej musiałem się zatrzymać, bo nie dawałem rady z zimna. Kiedyś brechtałem, jak kolega opowiadał mi o okrążaniu Zalewu Szczecińskiego i o sreberkach od czekolady, którymi się okładał on i jego towarzysze niedoli, a teraz sam powtykałem sobie wszystkie chusteczki higieniczne jakie miałem za koszulkę, do rękawków, między skarpetki i nogawki, na kolana w nogawkach, pod szyję, a oprócz tego wsadziłem do nogawek papierki po 7daysach i torebkę foliowa pod kurtkę. Gdyby było jeszcze gorzej, to byłem gotów wsadzać sobie nawet liście z trawy. Na szczęście nie było.
Silas miał jeszcze gorzej, bo wciąż bez SPD-ków, a jego kurteczka była przewiewna. Do tego zaczął zasypiać. :) Ile ja się tej nocy nakłamałem, żeby go zmotywować i rozbudzić, to nie wiem. Chyba muszę iść do spowiedzi. :P Silas dowiedział się, że jest zajebisty, jest koxem, że ten wypad to nic, że potrafi klepać większe, że do następnej wsi już tylko 1 km, że następna wieś jest już za chwilę, że następna wieś jest już tylko za tą górką, że nie ma już żadnych górek, że tam dalej już nie ma dziur w drodze, itp., itd. Niniejszym chciałbym teraz to wszystko publicznie odszczekać - hau, hau!
Do domu udało nam się dojechać dopiero o 1:30. Ostatni kilometr jechałem z kluczami od furtki w ręku, a Silas z gazem łzawiącym, bo nauczeni tym powrotem z Łowicza i paroma pościgami Burków i moimi kilkoma sytuacjami w tym roku we wsi, wiedzieliśmy, że możemy mieć akcję z jakimiś wolno biegającymi pańskimi psami spuszczonymi na noc w rodzaju patrolu wiejskiego.
I wyszedł opis dłuższy niż wypracowania z polskiego w liceum. W następnych wpisach dorzucę jeszcze parę zdjęć niezwiązanych z tripem do Warszawy.
Poniedziałek, 7 września 2009Kategoria .Trek., Night Bike, zz Foto zz
Night Bike w Puszczy Bukowej
Rower:Trek59.17 km (10.00km teren) czas jazdy: 02:50 h AVS:20.88km/h
Dzisiaj kolejny Night Bike. Oficjalny ogłoszony na trzech forach, ale i tak nie zjawił się nikt nowy. Z poprzedniego składu wypadł Andrzej i Kuba, a był za to Mateusz. Szkoda, bo liczyłem, że będzie jeszcze 4-5 osób więcej. No, ale trudno.
A na samym Night Biku było podobnie jak ostatnio. Kierunek ognisko, identyczną trasą przez Kołowo do Glinnej. Trochę (bardzo), żeśmy z Silasem się z tyłu chowali i znowu przyjechaliśmy spóźnieni, jednak nie na tyle, żeby ominęło nas zbieranie gałęzi.
Dzisiaj ognisko nie chciało się rozpalić, ale jak już poszło, to na dobre, a nie ledwo co, jak ostatnio. Po wszamaniu kiełbasek ruszyliśmy. Mateusz i Tomek pierwsi, bo my z Silasem się guzdraliśmy. Uciekli nam i się schowali. Zauważyliśmy ich dopiero, jak ruszyli za nam, ale nie udało nam się schować. Wyprzedzili nas i znowu nam uciekli.
Tym razem nieźle nas zgubili. Dopiero parę km później na podjeździe czekali na nas, ale tym razem już nie schowali się. Dzieci. Teraz ja i Silas przypuściliśmy szturm, ale już po kilkudziesięciu sekundach znowu widzieliśmy, jak chłopaki znikają nam za zakrętem. Schowali się gdzieś dalej, koło wiaty i nie chcieli zawrócić, jak wkręcaliśmy ich przez telefon, że pojechaliśmy inną drogą.
Później już nie było nic ciekawego właściwie.
Dystans dzisiaj wyszedł mi prawie identyko jak ostatnio, trasa właściwie to samo, ale jednak czuję się mniej zmęczony. Było fajnie, ale za mało osób, no i fakt trzeba dopracować zasady chowania się i ucieczek. I trasa do miejsca ogniska i z powrotem jest już nudna. I kiełbasa też już mi się przejadła tak, że dzisiaj bardziej smakował mi pieczony chlebek. Pora na zmianę.
Fotki z dzisiaj:









A na samym Night Biku było podobnie jak ostatnio. Kierunek ognisko, identyczną trasą przez Kołowo do Glinnej. Trochę (bardzo), żeśmy z Silasem się z tyłu chowali i znowu przyjechaliśmy spóźnieni, jednak nie na tyle, żeby ominęło nas zbieranie gałęzi.
Dzisiaj ognisko nie chciało się rozpalić, ale jak już poszło, to na dobre, a nie ledwo co, jak ostatnio. Po wszamaniu kiełbasek ruszyliśmy. Mateusz i Tomek pierwsi, bo my z Silasem się guzdraliśmy. Uciekli nam i się schowali. Zauważyliśmy ich dopiero, jak ruszyli za nam, ale nie udało nam się schować. Wyprzedzili nas i znowu nam uciekli.
Tym razem nieźle nas zgubili. Dopiero parę km później na podjeździe czekali na nas, ale tym razem już nie schowali się. Dzieci. Teraz ja i Silas przypuściliśmy szturm, ale już po kilkudziesięciu sekundach znowu widzieliśmy, jak chłopaki znikają nam za zakrętem. Schowali się gdzieś dalej, koło wiaty i nie chcieli zawrócić, jak wkręcaliśmy ich przez telefon, że pojechaliśmy inną drogą.
Później już nie było nic ciekawego właściwie.
Dystans dzisiaj wyszedł mi prawie identyko jak ostatnio, trasa właściwie to samo, ale jednak czuję się mniej zmęczony. Było fajnie, ale za mało osób, no i fakt trzeba dopracować zasady chowania się i ucieczek. I trasa do miejsca ogniska i z powrotem jest już nudna. I kiełbasa też już mi się przejadła tak, że dzisiaj bardziej smakował mi pieczony chlebek. Pora na zmianę.
Fotki z dzisiaj:









Sobota, 5 września 2009Kategoria .Trek., Night Bike, zz Foto zz
Night Bike w Puszczy Bukowej
Rower:Trek58.02 km (11.00km teren) czas jazdy: 02:58 h AVS:19.56km/h
Jaktro namówił nas, żebyśmy zrobili dodatkowe wyjście nocne, bo to w poniedziałek mu przepada. Spotkaliśmy się pod Biedronką koło Centrum Słonecznego. Ekipa w alfabetycznym składzie: ja, Andrzej "Żelazne Płuca", Jaktro, Silas, Tomek. Około 20:00 ruszyliśmy w kierunku nie wiem którym. Po dojechaniu do lasu było czarnym szutrem pod górę. Tutaj pierwsza próba ucieczki moja i Tomka, ale byłem tak cienki, że aż sam się zdziwiłem, że tak ciężko mi idzie jazda pod górę.
Później w dół i wyjechaliśmy na asfalt koło Lipy Pokoju. Dalej asfaltem do Kołowa i na Glinną. Po drodze razem z Andrzejem i Silasem pomyliliśmy trasę, bo koksy nam kawałek odjechały. Zawołali na nas i po chwili ja i Silas znaleźliśmy się kilkadziesiąt metrów na przodzie i to za zakrętem. Nie omieszkaliśmy się schować w krzakach. :) Chłopaki pojechali sobie dalej zupełnie nas nie widząc. Odczekaliśmy trochę i ruszyliśmy.
Teraz zaczęły się trochę schody, bo momentami trasę pamiętałem, a momentami nie. Odpaliłem GPS. Było parę zawróceń, itp. W końcu w czasie rozmowy telefonicznej z Tomkiem odczytaliśmy na znaku kierunek Glinna. I fajnie - jak przyjechaliśmy gałęzie już były nazbierane, więc się nam upiekło. :) Następnie małe pieczenie właściwe, szamanie i w drogę powrotną.

Dobra kiełbasa z Biedronki!




Droga powrotna okazała się być mega efajna. Zaczęło się od przypuszczenia ataku na podjeździe. Odpadłem. :) Potem małe wylajtowanie. Jakoś w trójkę z Andrzejem i Silasem znaleźliśmy się na czele.
Przypuściliśmy szturm, za podjazdem zgasiliśmy lampki i schowaliśmy się w rowie. Tzn. Andrzej nie zdążył i chyba leżał na trawie.
Po chwili nadjechali Jaktro i Tomek. Świecili lampkami na Andrzeja, ale go nie zauważyli. Tomek uraził moją dumę, kiedy powiedział do Jaktro, że "tutaj ich nie ma, bo byłoby słychać sapanie Adamickiego".
Myślałem, że padnę ze śmiechu jak to usłyszałem. :D Pojechali sobie dalej, ale myśleliśmy, że nadal tu są i nas widzieli więc przez chwilę pozostaliśmy jeszcze w bezruchu.
Kiedy wyszliśmy z powrotem na asfalt, jechaliśmy na zgaszonych światłach. Kiedy w oddali usłyszeliśmy szczekanie psów, wiedzieliśmy, że chłopaki dojechali do Kołowa.Wrotce my też tam byliśmy. Na drodze dalej wydawało nam się, a zwłaszcza mi, że widzę w oddali światła lampek, więc znowu schowaliśmy się w krzakach. :) Fałszywy alarm. Telefon do Tomka i okazało się, że oni już są na samym wyjeździe z Puszczy.
Zaczęliśmy jechać normalnie. Tylko przez samym końcem lasu zwolniliśmy do prawie zera i zgasiliśmy światło. Ale żadnej zasadzki na nas i tak nie było. Wygraliśmy.
Później zrobiłem sobie jeszcze z Silasem powrót przez Dąbie i mocno zdychałem.





Super dzisiaj było. Najlepszy Night Bike ze wszystkich. W poniedziałek musi być jeszcze lepiej!
Później w dół i wyjechaliśmy na asfalt koło Lipy Pokoju. Dalej asfaltem do Kołowa i na Glinną. Po drodze razem z Andrzejem i Silasem pomyliliśmy trasę, bo koksy nam kawałek odjechały. Zawołali na nas i po chwili ja i Silas znaleźliśmy się kilkadziesiąt metrów na przodzie i to za zakrętem. Nie omieszkaliśmy się schować w krzakach. :) Chłopaki pojechali sobie dalej zupełnie nas nie widząc. Odczekaliśmy trochę i ruszyliśmy.
Teraz zaczęły się trochę schody, bo momentami trasę pamiętałem, a momentami nie. Odpaliłem GPS. Było parę zawróceń, itp. W końcu w czasie rozmowy telefonicznej z Tomkiem odczytaliśmy na znaku kierunek Glinna. I fajnie - jak przyjechaliśmy gałęzie już były nazbierane, więc się nam upiekło. :) Następnie małe pieczenie właściwe, szamanie i w drogę powrotną.

Dobra kiełbasa z Biedronki!




Droga powrotna okazała się być mega efajna. Zaczęło się od przypuszczenia ataku na podjeździe. Odpadłem. :) Potem małe wylajtowanie. Jakoś w trójkę z Andrzejem i Silasem znaleźliśmy się na czele.
Przypuściliśmy szturm, za podjazdem zgasiliśmy lampki i schowaliśmy się w rowie. Tzn. Andrzej nie zdążył i chyba leżał na trawie.
Po chwili nadjechali Jaktro i Tomek. Świecili lampkami na Andrzeja, ale go nie zauważyli. Tomek uraził moją dumę, kiedy powiedział do Jaktro, że "tutaj ich nie ma, bo byłoby słychać sapanie Adamickiego".
Myślałem, że padnę ze śmiechu jak to usłyszałem. :D Pojechali sobie dalej, ale myśleliśmy, że nadal tu są i nas widzieli więc przez chwilę pozostaliśmy jeszcze w bezruchu.
Kiedy wyszliśmy z powrotem na asfalt, jechaliśmy na zgaszonych światłach. Kiedy w oddali usłyszeliśmy szczekanie psów, wiedzieliśmy, że chłopaki dojechali do Kołowa.Wrotce my też tam byliśmy. Na drodze dalej wydawało nam się, a zwłaszcza mi, że widzę w oddali światła lampek, więc znowu schowaliśmy się w krzakach. :) Fałszywy alarm. Telefon do Tomka i okazało się, że oni już są na samym wyjeździe z Puszczy.
Zaczęliśmy jechać normalnie. Tylko przez samym końcem lasu zwolniliśmy do prawie zera i zgasiliśmy światło. Ale żadnej zasadzki na nas i tak nie było. Wygraliśmy.
Później zrobiłem sobie jeszcze z Silasem powrót przez Dąbie i mocno zdychałem.





Super dzisiaj było. Najlepszy Night Bike ze wszystkich. W poniedziałek musi być jeszcze lepiej!
Sobota, 17 stycznia 2009Kategoria .Wheeler., Night Bike
Po co tytuł???
Rower:40.64 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:12 h AVS:18.47km/h
Pętla przez Dobrą i Lubieszyn z zahaczeniem o Buk. I niech mi nikt nie mówi, że sigma micro jest zła! A nowy BS wciąż mi się nie podoba.. Kto jeszcze tak myśli, to palec do budki.
Piątek, 21 listopada 2008Kategoria Night Bike, .Wheeler., zz Foto zz
Zimno.. Wyszedłem już jak
Rower:28.93 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:37 h AVS:17.89km/h
Zimno.. Wyszedłem już jak było ciemno i pojechałem przez Głębokie do Dobrej i wróciłem. Śliska jezdnia, a na niej samochody, które migały mi długimi, żebym wyłączył evo i że najprawdopodobniej sama sigma micro jest spoko. ;)
Parkowanie na śmieszce ze słupami


Parkowanie na śmieszce ze słupami


Piątek, 7 listopada 2008Kategoria Night Bike, .Wheeler., zz Foto zz
Night Bike po Puszczy
Rower:36.49 km (16.09km teren) czas jazdy: 02:03 h AVS:17.80km/h
Night Bike po Puszczy Wkrzańskiej i okolicy Głębokiego. Razem z Krzyśkiem i Kulą, który wciąga przez nos różne specyfiki także poza sezonem, a potem fruwa. Fotki może wrzucę później, jak się najem i naoglądam CSIsów.
Dobra, jako że moim zdaniem na zdjęciu wyglądam jakbym miał większy kontakt z bazą niż Krzysiek, to wrzucam. :D Kula nie chciał zdjęć.

Dobra, jako że moim zdaniem na zdjęciu wyglądam jakbym miał większy kontakt z bazą niż Krzysiek, to wrzucam. :D Kula nie chciał zdjęć.

Piątek, 31 października 2008Kategoria Night Bike, .Wheeler.
Night Bike dookoła Głębokiego
Rower:28.45 km (7.17km teren) czas jazdy: 01:27 h AVS:19.62km/h
Night Bike dookoła Głębokiego z Mirage'em na kasku. Nawet daje radę tak jechać. Później jeszcze trochę po mieście. Podjechałem na Masę, gdzie spotkałem Jaktro, Silasa i Namiota, którzy marźli później jadąc 12km/h, a ja się zmyłem do domciu. Kupiłem też dzisiaj czapaję pod kask z windstoperem i jest po prostu rewelacyjnie, tego mi było trzeba.
Kuby relacja z Masy.
Kuby relacja z Masy.
Czwartek, 25 września 2008Kategoria Night Bike, .Trek., zz Foto zz
Dzisiaj po kilkudniowej przerwie
Rower:56.96 km (21.00km teren) czas jazdy: 02:43 h AVS:20.97km/h
Dzisiaj po kilkudniowej przerwie wreszcie pojeździłem i to jak! Wypad z nieczęstej kategorii Night Bike. Dzisiejszy skład to ja, Kuba vel Jaktro, Przemek vel Kula i Tomek vel Tomek..
Spotkałem się z Kulą o 19:10 pod cool bikiem. Strasznie się antyucieszył, kiedy mu powiedziałem, że Krzysiek nie jedzie. Ruszyliśmy, plan to dojechać na prawobrzeże pod klatkę Tomka. Punktualnie o 19:30 z minutami Kula wcisnął Tomkowi kit, że się spociłem, a potem przemarzłem czekając pod cool bikiem i że jestem w domu. Nie musiałem długo czekać, żeby usłyszeć, jak dzwoni mój telefon i Tomek udziela mi sugestii, że trzeba było jechać do Krzyśka posiedzieć z nim razem w domku. ;)
Od lewej: lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka oraz lampka

Sama jazda była dosyć krótka, chociaż razem z przerwami na chowanie się i świrowanie wydawało się, że jesteśmy w lesie o wiele dłużej. Śmiało możemy postawić sobie ptaszka w kalendarzu przy dzisiejszym dniu - sarny przestraszone, psy przestraszone, wiewiórki przestraszone, yeti przestraszone, wszystko przestraszone.
Jestem za tym, żeby w przyszłym powtórzyć wypad, ale zacząć minimalnie wcześniej i skończyć po trzech godzinach jazdy w lesie, ale jeden warunek - koniecznie większa frekwencja!
Spotkałem się z Kulą o 19:10 pod cool bikiem. Strasznie się antyucieszył, kiedy mu powiedziałem, że Krzysiek nie jedzie. Ruszyliśmy, plan to dojechać na prawobrzeże pod klatkę Tomka. Punktualnie o 19:30 z minutami Kula wcisnął Tomkowi kit, że się spociłem, a potem przemarzłem czekając pod cool bikiem i że jestem w domu. Nie musiałem długo czekać, żeby usłyszeć, jak dzwoni mój telefon i Tomek udziela mi sugestii, że trzeba było jechać do Krzyśka posiedzieć z nim razem w domku. ;)
Od lewej: lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka, lampka oraz lampka

Sama jazda była dosyć krótka, chociaż razem z przerwami na chowanie się i świrowanie wydawało się, że jesteśmy w lesie o wiele dłużej. Śmiało możemy postawić sobie ptaszka w kalendarzu przy dzisiejszym dniu - sarny przestraszone, psy przestraszone, wiewiórki przestraszone, yeti przestraszone, wszystko przestraszone.
Jestem za tym, żeby w przyszłym powtórzyć wypad, ale zacząć minimalnie wcześniej i skończyć po trzech godzinach jazdy w lesie, ale jeden warunek - koniecznie większa frekwencja!
Niedziela, 24 sierpnia 2008Kategoria .Trek., Night Bike, zz Wakacje zz
Night Bike do domu
Rower:23.35 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:11 h AVS:19.73km/h
Dzisiaj tylko samochodem z wioski do Łęczycy i powrót rowerem zupełnie lajtowo, ale nightową porą. I w tym miejscu zarekomenduję sześciodiodową lampkę Adder SHL-01 - jest po prostu rewelacyjna. Cztery dychy, a pali lepiej od Cat-Eye HL-EL300 za sto pięćdziesiąt niegdyś zika. Z tym, że mój egzemplarz jest trochę wadliwy i ma trzaski w terenie, ale to do zrobienia jest.
Anyway. Jutro kierunek Karpacz, a po drodze muszę kupić linkę, pancerze i coś do cięcia tego czegoś, bo mi moja tylna przerzutka już od jakichś dwustu trzydziestu kilometrów strajkuje. Fajny dzień się jutro zapowiada.
Anyway. Jutro kierunek Karpacz, a po drodze muszę kupić linkę, pancerze i coś do cięcia tego czegoś, bo mi moja tylna przerzutka już od jakichś dwustu trzydziestu kilometrów strajkuje. Fajny dzień się jutro zapowiada.
Piątek, 11 stycznia 2008Kategoria .Bridgestone., Night Bike
Wieczorne spotkanie z Krzyśkiem
Rower:81.65 km (0.00km teren) czas jazdy: 03:23 h AVS:24.13km/h
Wieczorne spotkanie z Krzyśkiem i Kulą na Głębokim, skąd dalej przez "śmietnik" do Polic, następnie wyjazd na drogę w kierunku Trzeszczyna. Odbicie w jakąś boczną w prawo i mała pętelka, po czym znowu powrót na właściwą trasę i jazda aż do Tanowa. Tutaj rozdzieliliśmy się i Krzysiek pojechał w kierunku Głębokiego, a ja z Kulą w kierunku Dobieszczyna i dalej do Dobrej. Momentami asfalt był śliski, miejscami było trochę lodu, ale daliśmy radę. Było fajnie.

