Wtorek, 14 grudnia 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz
Wieczorne miasto
Rower:Romet30.72 km (0.10km teren) czas jazdy: 02:05 h AVS:14.75km/h
Wieczorne kręcenie po mieście. Bez specjalnych atrakcji.




Czwartek, 9 grudnia 2021Kategoria .Romet.
Wieczorne miasto
Rower:Romet27.15 km (0.10km teren) czas jazdy: 01:40 h AVS:16.29km/h
Dzisiaj temperatura była podobna jak ostatnio, może o 1*C cieplej. Wyszedłem się przejechać po centrum i zahaczając w okolice Arkonki. Na stopy ubrałem wełniane skarpetki, więc było mi tym razem o wiele przyjemniej. Jeździłem szybciej niż ostatnio i nie zatrzymywałem się, więc wszędzie bardziej komfortowo termicznie. No i trochę pod górkę też zrobiło swoje na rozgrzanie się.
Z nieprzyjemnych okoliczności, to jeden kierowca wyprzedził mnie na trzeciego na wąskiej ulicy zostawiając kilka cm między swoim lusterkiem i moim łokciem. Głupie to było z jego strony, tym bardziej, że zasygnalizowałem zjazd na chodnik, właśnie po to, żeby sobie peleton samochodów mógł przejechać swobodnie zamiast wyprzedzać. Nie udało mi się go potem dogonić. Lepiej prewencyjnie uciekać na chodnik lub pobocze, co zwykłem robić poza terenem zabudowanym, bo statystyki są nieubłagane - im więcej samochodów, tym większe prawdopodobieństwo, że w jednym z nich ktoś o ograniczonej wyobraźni.
Z nieprzyjemnych okoliczności, to jeden kierowca wyprzedził mnie na trzeciego na wąskiej ulicy zostawiając kilka cm między swoim lusterkiem i moim łokciem. Głupie to było z jego strony, tym bardziej, że zasygnalizowałem zjazd na chodnik, właśnie po to, żeby sobie peleton samochodów mógł przejechać swobodnie zamiast wyprzedzać. Nie udało mi się go potem dogonić. Lepiej prewencyjnie uciekać na chodnik lub pobocze, co zwykłem robić poza terenem zabudowanym, bo statystyki są nieubłagane - im więcej samochodów, tym większe prawdopodobieństwo, że w jednym z nich ktoś o ograniczonej wyobraźni.
Wtorek, 7 grudnia 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz
Wieczorne miasto
Rower:Romet21.60 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:23 h AVS:15.61km/h
Dzisiaj wyjście z cywilnym ubraniu. Chociaż pod spód założyłem rowerową koszulkę i rowerową kurtkę letnią. Popultałem się co nieco jak zwykle zahaczając o centrum miasta, a potem wróciłem bocznymi uliczkami lub ścieżkami rowerowymi. Był lekki mrozik (bo mróz to raczej nie), ale było sucho. Nie odczuwałem, żeby wiał wiatr.


Przeprowadziłem niezobowiązujący test rękawiczek i butów. Przez pierwszą godzinę wszystko było w porządku. Ostatnie 20 minut poczułem już, że jest zimnawo. Buty z goretexem, rękawiczki też. Potencjał na poprawę jeszcze jest, ponieważ nie ubierałem wełnianych skarpetek, a poza tym jeździłem wolno i sporo razy się zatrzymywałem, więc rozgrzanie się było utrudnione.


Rękawiczki to chyba ubiegłoroczny model Shimano z goretexem i długim mankietem ze ściągaczem. Przeznaczone na temperaturę poniżej 0 *C. Kupiłem rok temu w decathlonie i tylko raz w tamtym sezonie je ubrałem. Tutaj na zdjęciach mankiet rękawiczki jest wewnątrz rękawa kurtki i to może być potencjalnie wiatrochłonne miejsce. Możliwe jest, żeby ubrać to odwrotnie, jednak uznałem, że tak będzie łatwiej. Było szczelnie.

Buty też z decathlona, jakies salomony czy coś takiego. Teoretycznie szczelne, praktycznie chyba też. W ubiegłą zimę chodziłem w nich po śniegu przy minus kilkunastu *C i było ok. Ostatnia deska ratunku w razie, gdybym bardzo chciał wyjść na normalny rower i nie odpłynąć z zimna: pedały bez spd + te buty.


Przeprowadziłem niezobowiązujący test rękawiczek i butów. Przez pierwszą godzinę wszystko było w porządku. Ostatnie 20 minut poczułem już, że jest zimnawo. Buty z goretexem, rękawiczki też. Potencjał na poprawę jeszcze jest, ponieważ nie ubierałem wełnianych skarpetek, a poza tym jeździłem wolno i sporo razy się zatrzymywałem, więc rozgrzanie się było utrudnione.


Rękawiczki to chyba ubiegłoroczny model Shimano z goretexem i długim mankietem ze ściągaczem. Przeznaczone na temperaturę poniżej 0 *C. Kupiłem rok temu w decathlonie i tylko raz w tamtym sezonie je ubrałem. Tutaj na zdjęciach mankiet rękawiczki jest wewnątrz rękawa kurtki i to może być potencjalnie wiatrochłonne miejsce. Możliwe jest, żeby ubrać to odwrotnie, jednak uznałem, że tak będzie łatwiej. Było szczelnie.

Buty też z decathlona, jakies salomony czy coś takiego. Teoretycznie szczelne, praktycznie chyba też. W ubiegłą zimę chodziłem w nich po śniegu przy minus kilkunastu *C i było ok. Ostatnia deska ratunku w razie, gdybym bardzo chciał wyjść na normalny rower i nie odpłynąć z zimna: pedały bez spd + te buty.
Niedziela, 5 grudnia 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Zimowy niewypał
Rower:Wheeler38.75 km (2.70km teren) czas jazdy: 02:23 h AVS:16.26km/h
Cały mijający tydzień, a szczególnie weekend zapiszą się jako niewypalone rowerowo. Szczególnie żałuję, że wczoraj okoliczności nie przypasowały i dzisiaj musiałem jeździć przy takiej kiepskiej aurze.

Postanowiłem zrobić pętlę. Przejechać od południa szlakiem 20A do Motańca, przekroczyć S10 i wrócić nieco terenem do Szczecina. Niestety jeszcze prawie na samym początku przy wyjeździe z miasta buty wciągnęły mi wodę przez podeszwę i to tak konkretnie. Zupełnie nie spodziewałem się tego, a tym bardziej w takiej skali. Cała jazda była przez to nieprzyjemna. Liczyłem, że wyschnie, ale chyba w czasie jazdy po kałużach zaczęło się jeszcze większe wciąganie wilgoci. Gdy poczułem, że nie dam już rady jechać zgodnie z planem, to skróciłem. Ten kawałek z Płoni był nieciekawy, bo z samochodami. Finalnie wytrzymałem zimno, a kierowcy moje tempo jazdy. Teraz czekam aż buty podeschną i w następnych dniach je sobie nieco uszczelnię. Już dawno miałem to uczynić, ale z lenistwa mi się nie chciało. Na plus, że rękawiczki z Goretexem, które w ubiegłym sezonie użyłem tylko jeden raz, dzisiaj się spisały. Ostatni słaby punkt w zimowych ciuchach to już tylko buty. No tak, zapomniałem jeszcze o tym, że w drodze powrotnej przestał funkcjonować pulsometr. Pobawię się zmieniając znowu baterie i zobaczymy czy nie pójdzie na gwarancję.

Postanowiłem zrobić pętlę. Przejechać od południa szlakiem 20A do Motańca, przekroczyć S10 i wrócić nieco terenem do Szczecina. Niestety jeszcze prawie na samym początku przy wyjeździe z miasta buty wciągnęły mi wodę przez podeszwę i to tak konkretnie. Zupełnie nie spodziewałem się tego, a tym bardziej w takiej skali. Cała jazda była przez to nieprzyjemna. Liczyłem, że wyschnie, ale chyba w czasie jazdy po kałużach zaczęło się jeszcze większe wciąganie wilgoci. Gdy poczułem, że nie dam już rady jechać zgodnie z planem, to skróciłem. Ten kawałek z Płoni był nieciekawy, bo z samochodami. Finalnie wytrzymałem zimno, a kierowcy moje tempo jazdy. Teraz czekam aż buty podeschną i w następnych dniach je sobie nieco uszczelnię. Już dawno miałem to uczynić, ale z lenistwa mi się nie chciało. Na plus, że rękawiczki z Goretexem, które w ubiegłym sezonie użyłem tylko jeden raz, dzisiaj się spisały. Ostatni słaby punkt w zimowych ciuchach to już tylko buty. No tak, zapomniałem jeszcze o tym, że w drodze powrotnej przestał funkcjonować pulsometr. Pobawię się zmieniając znowu baterie i zobaczymy czy nie pójdzie na gwarancję.
Środa, 1 grudnia 2021Kategoria .Romet.
Miasto
Rower:Romet20.75 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:28 h AVS:14.15km/h
Wieczorne miasto. Wiało, nieprzyjemnie się jechało.
Niedziela, 28 listopada 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz
Terenem do Trzebieży
Rower:Wheeler84.85 km (33.50km teren) czas jazdy: 04:54 h AVS:17.32km/h praca: 4140 kcal
Dzisiaj wybrałem się do Trzebieży chcąc przejechać jak najbardziej przez Puszczę Wkrzańską drogami niewyasfaltowanymi. Powrót też miał taki być, ale zmodyfikowałem trasę widząc, że zjeżdżając z zaplanowanej trasy mam perspektywę dużych kilku km świetnej szutrowej drogi. Dobrze, że tak zrobiłem, bo pod koniec temperatura spadła poniżej komfortowego minimum.

Z domu wystartowałem kilka minut przed godziną 12. Pozwoliłem, żeby gps prowadził po jakiejś dziwnej trasie między osiedlowymi uliczkami. Mniej lub bardziej znanymi zakamarkami dojechałem do Jeziora Głębokiego.

Tutaj poszedłem na łatwiznę i w teren wjechałem tak, żeby ominąć wąskie ścieżki spacerowe. Bardzo nie lubię tego odcinka od jeziora do wsi Żółtew. Mam wrażenie, że zawsze jest pod górkę (niezależnie od kierunku jazdy), a oprócz tego ten piach jest do bani. Żółtew ominąłem, bo z kolei tam jest wąskie gardło, a szczekają tam czasem psy.
Zanim dojechałem do Sławoszewa był przyjemny kawałek (ale najpierw nieprzyjemny bo piach vel. nieubita droga gruntowa). Za Sławoszewem skręciłem do lasu w drogę, którą na pewno nigdy nie jechałem. Oczywiście początek to co? Piach vel. nieubita droga gruntowa. Potem, gdy nawierzchnia zrobiła się twardsza, było już przyjemnie. W pewnym momencie przekraczałem ciek wodny przechodząc przez kładkę taką na słowo honoru trochę, ale dałem radę. W Puszczy Bukowej chyba na czarnym szlaku była jeszcze mniej wiarygodna. Dzisiaj aż tak nie powiało grozą.


To samo miejsce, ale spojrzenie w innym kierunku

To samo miejsce, ale spojrzenie na ocieplacze na palce. W kieszonce kurtki zabrałem ze sobą takie pełne ocieplacze, które przy tych skarpetkach i wkładkach zimowych powinny się sprawdzić do temperatury 1*C, a taka miała minimalnie być w drodze powrotnej. Plan był taki, żeby przetestować jak się sprawdzą te ocieplacze częściowe. Temperatura dzisiaj to poniżej 3 *C. Poniżej 2 *C już było mi za zimno, ale z lenistwa i świadomości, że już zaraz finisz nie przebierałem się. Przez chwilę spadło minimalnie do 0,6 *C.
Kontynuując opis trasy: od południa dojechałem do Węgornika. Pierwszy raz z tego kierunku. Pod koniec wsi widzę, że stoi sobie luzem pies na poboczu. Widzę jego oczy i już wiem, co się za chwilę wydarzy. Jeżdżąc do i z Goleniowa i będąc kilka razy goniony przez jakiegoś psa we wsi opracowałem na to strategię obronną. Polega na tym, żeby przestraszyć kudłatego agresora krzykiem. To go wybija z rytmu i przerywa scenariusz, który miał w głowie. Ten ułamek sekundy i opóźnienie powodują, że moje szanse na ucieczkę rosną i mogę go łatwiej ominąć. Zdecydowanie wolę spotykać biegające luzem koty. Żaden kot we wsi nigdy na mnie nie szczekał ani mnie nie gonił.
Dalej kierunek Zalesie. Jeszcze zanim tam dojechałem, to na drodze szutrowej minąłem rodzinkę z dzieckiem i psem. Pies młody i mały, ale musiałem się zatrzymać i przesłonić rowerem, bo mi groził, a nie miałem jak uciekać, ponieważ musiałem zwolnić wcześniej z szacunku dla pieszych. Potem już bez niespodzianek.
Z Podbrzezia asfaltem przez las. Wrzucam kilka zdjęć z przerwy na sąsiedniej ścieżce.



Po dojechaniu do drogi asfaltowej prowadzącej na Trzebież skręt w prawo i za chwilę skręt w lewo w teren. Ten teren to była rozjechana droga leśna z błotem. Znowu ciężko się jechało. Widoki za to były ładne. Najciekawszy krajobrazowo fragment zaczął się po przekroczeniu drogi Brzózki-Trzebież.
W Trzebieradzu zrobilem zdjęcie pałacu, a potem na kilka km znowu ani psów, ani ludzi.

Zmieniłem nieco zaplanowaną trasę i przybliżyłem się do Zalewu. Jechałem ścieżką na skarpie i miałem ciekawe widoki.





Ciemniało już i dzień miał się ku zachodowi, więc z Trzebieży ewakuowałem się bez zwiedzania miejscowości. Kierunek Drogoradz. Początek drogą asfaltową, która dopiero przed wsią zmienia nawierzchnię na twardą niewyasfaltowaną. Potem trochę asfaltu do Nowej Jasienicy i znowu teren. GPS chciał mnie przerzucić ze świetnej drogi szutrowej, więc biorąc pod uwagę krótki zapas światła dziennego uznałem, że nie będę się pchał w nieznane. Jeszcze w Gunicach przez chwilę łudziłem się, że może podjadę terenem do Bartoszewa, ale zniechęciła mnie wizja piaskowej jazdy w ciemności. Poza tym było już zimno. Temperatura wg licznika spadła do 1,5 *C. Zawróciłem z lasu i resztę trasy pokonałem w wersji szosowej.
Do domu przyjechałem mocno zmęczony i z przemarzniętymi stopami. Głowa i szyja ok. Dłonie także. W drodze powrotnej w Tanowie przebrałem rękawiczki na cieplejsze. Następnym razem w takiej temperaturze ubiorę pełne ocieplacze i najwyżej będę kombinować z drugimi ocieplaczami dodatkowo. Następna weekendowa wyprawa to chyba już może być setka w płaskim terenie.

Z domu wystartowałem kilka minut przed godziną 12. Pozwoliłem, żeby gps prowadził po jakiejś dziwnej trasie między osiedlowymi uliczkami. Mniej lub bardziej znanymi zakamarkami dojechałem do Jeziora Głębokiego.

Tutaj poszedłem na łatwiznę i w teren wjechałem tak, żeby ominąć wąskie ścieżki spacerowe. Bardzo nie lubię tego odcinka od jeziora do wsi Żółtew. Mam wrażenie, że zawsze jest pod górkę (niezależnie od kierunku jazdy), a oprócz tego ten piach jest do bani. Żółtew ominąłem, bo z kolei tam jest wąskie gardło, a szczekają tam czasem psy.
Zanim dojechałem do Sławoszewa był przyjemny kawałek (ale najpierw nieprzyjemny bo piach vel. nieubita droga gruntowa). Za Sławoszewem skręciłem do lasu w drogę, którą na pewno nigdy nie jechałem. Oczywiście początek to co? Piach vel. nieubita droga gruntowa. Potem, gdy nawierzchnia zrobiła się twardsza, było już przyjemnie. W pewnym momencie przekraczałem ciek wodny przechodząc przez kładkę taką na słowo honoru trochę, ale dałem radę. W Puszczy Bukowej chyba na czarnym szlaku była jeszcze mniej wiarygodna. Dzisiaj aż tak nie powiało grozą.


To samo miejsce, ale spojrzenie w innym kierunku

To samo miejsce, ale spojrzenie na ocieplacze na palce. W kieszonce kurtki zabrałem ze sobą takie pełne ocieplacze, które przy tych skarpetkach i wkładkach zimowych powinny się sprawdzić do temperatury 1*C, a taka miała minimalnie być w drodze powrotnej. Plan był taki, żeby przetestować jak się sprawdzą te ocieplacze częściowe. Temperatura dzisiaj to poniżej 3 *C. Poniżej 2 *C już było mi za zimno, ale z lenistwa i świadomości, że już zaraz finisz nie przebierałem się. Przez chwilę spadło minimalnie do 0,6 *C.
Kontynuując opis trasy: od południa dojechałem do Węgornika. Pierwszy raz z tego kierunku. Pod koniec wsi widzę, że stoi sobie luzem pies na poboczu. Widzę jego oczy i już wiem, co się za chwilę wydarzy. Jeżdżąc do i z Goleniowa i będąc kilka razy goniony przez jakiegoś psa we wsi opracowałem na to strategię obronną. Polega na tym, żeby przestraszyć kudłatego agresora krzykiem. To go wybija z rytmu i przerywa scenariusz, który miał w głowie. Ten ułamek sekundy i opóźnienie powodują, że moje szanse na ucieczkę rosną i mogę go łatwiej ominąć. Zdecydowanie wolę spotykać biegające luzem koty. Żaden kot we wsi nigdy na mnie nie szczekał ani mnie nie gonił.
Dalej kierunek Zalesie. Jeszcze zanim tam dojechałem, to na drodze szutrowej minąłem rodzinkę z dzieckiem i psem. Pies młody i mały, ale musiałem się zatrzymać i przesłonić rowerem, bo mi groził, a nie miałem jak uciekać, ponieważ musiałem zwolnić wcześniej z szacunku dla pieszych. Potem już bez niespodzianek.
Z Podbrzezia asfaltem przez las. Wrzucam kilka zdjęć z przerwy na sąsiedniej ścieżce.



Po dojechaniu do drogi asfaltowej prowadzącej na Trzebież skręt w prawo i za chwilę skręt w lewo w teren. Ten teren to była rozjechana droga leśna z błotem. Znowu ciężko się jechało. Widoki za to były ładne. Najciekawszy krajobrazowo fragment zaczął się po przekroczeniu drogi Brzózki-Trzebież.
W Trzebieradzu zrobilem zdjęcie pałacu, a potem na kilka km znowu ani psów, ani ludzi.

Zmieniłem nieco zaplanowaną trasę i przybliżyłem się do Zalewu. Jechałem ścieżką na skarpie i miałem ciekawe widoki.





Ciemniało już i dzień miał się ku zachodowi, więc z Trzebieży ewakuowałem się bez zwiedzania miejscowości. Kierunek Drogoradz. Początek drogą asfaltową, która dopiero przed wsią zmienia nawierzchnię na twardą niewyasfaltowaną. Potem trochę asfaltu do Nowej Jasienicy i znowu teren. GPS chciał mnie przerzucić ze świetnej drogi szutrowej, więc biorąc pod uwagę krótki zapas światła dziennego uznałem, że nie będę się pchał w nieznane. Jeszcze w Gunicach przez chwilę łudziłem się, że może podjadę terenem do Bartoszewa, ale zniechęciła mnie wizja piaskowej jazdy w ciemności. Poza tym było już zimno. Temperatura wg licznika spadła do 1,5 *C. Zawróciłem z lasu i resztę trasy pokonałem w wersji szosowej.
Do domu przyjechałem mocno zmęczony i z przemarzniętymi stopami. Głowa i szyja ok. Dłonie także. W drodze powrotnej w Tanowie przebrałem rękawiczki na cieplejsze. Następnym razem w takiej temperaturze ubiorę pełne ocieplacze i najwyżej będę kombinować z drugimi ocieplaczami dodatkowo. Następna weekendowa wyprawa to chyba już może być setka w płaskim terenie.
Piątek, 26 listopada 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz
Poranne miasto
Rower:Romet20.57 km (2.15km teren) czas jazdy: 01:13 h AVS:16.91km/h
Dzisiaj postanowiłem, że wyjdę na rower rano. To jedyna możliwość, żebym w ciągu dnia powszedniego pojeździł w świetle dziennym. Wieczorem, gdy jest właśnie wieczór i jest ciemno, to entuzjazm mój "nieoczekiwanie" przybliża się do zera niczym limes 1/x dla x zmierzającego do nieskończoności.




Wtorek, 23 listopada 2021Kategoria .Romet., Night Bike
Po mieście wieczorowo-nocną porą
Rower:Romet19.43 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:17 h AVS:15.14km/h
Wieczorne kręcenie bez celu, a właściwie z zakamuflowanym celem wyższego rzędu. Przeanalizowałem sobie ubiegłoroczne wyjścia. Do września było systematycznie. Od października wychodziłem tylko raz w tygodniu i stopniowo jeździłem coraz wolniej i wolniej. W takim razie teraz będąc po większej przerwie jeśli nie będę wychodzić przynajmniej dwa razy w ciągu tygodnia na coś małego, to nie mam co liczyć na udane większe wojaże w weekendy, a tym bardziej na jakieś odkrywczo-ekspedycjne wycieczki. Chciałbym jeszcze pod koniec roku przejechać parę razy wycieczki po +100 km i jest to całkiem realne biorąc pod uwagę kalendarz. Dzisiaj nieco kręcenie skróciłem, gdyż pod koniec zaczął padać deszcz.
Sobota, 20 listopada 2021Kategoria zz Foto zz
Puszcza Wkrzańska
Rower:Wheeler58.99 km (11.39km teren) czas jazdy: 03:33 h AVS:16.62km/h praca: 2571 kcal
Dzisiaj w końcu przekroczyłem 50 km. Aplikacja w telefonie się wyłączyła w trakcie jazdy, więc po powrocie naszkicowałem ręcznie ślad na komputerze. Nauczka na przyszłość, żeby zostawić telefon na przygaszonym ekranie właśnie na tej apce, a nie na czymś innym lub niczym.

Jeśli chodzi o trasę, to bez fajerwerków. Za Głębokim poszedłem na żywioł. Chciałem ominąć piaskowy fragment, który zawsze mnie do szału doprowadzał. Nie jestem pewien czy dokładnie tędy jechałem, ale jakieś takie wygibasy na zachód były (żółte pseudo kółko). Z Bartoszewa asfaltem do Starego Leśna. Gdy ostatnio tutaj byłem, a miało to miejsce ponad 10 lat temu, to nie było jeszcze tej nawierzchni asfaltowej. Dalej kierunek wysypisko. Trochę zaśmierdziało, ale nie na tyle, żeby mnie zrzucić z roweru. Po tym zapachu poznałem, że mogłem tą ścieżką już kiedyś jechać. W Siedlicach skończył się dzisiejszy teren. A moja ochota do jazdy jakoś tak kawałek za Policami. Żeby nie wracać po górkach, dołkach i lasach, zdecydowałem się na powrót wzdłuż Odry Zachodniej przez Stołczyn i Gocław.

Okolice Lasku Arkońskiego i jesień na całego!

Okolice Jeziora Głębokiego
Dałem ciała dzisiaj, bo zapomniałem 7daysów, a chciałem zabrać ze trzy. Finalnie dojechałem do domu zmęczony, ale bez zgona. Sporo km na mieście jeszcze dokręciłem. Z technicznych wrażeń, to tylna opona z niewielkim bieżnikiem jednak jest trudna do jazdy w terenie i o wiele lepiej będzie sobie radzić w letniej suszy. Na asfalt i szutry jest nadal bardzo ok, lecz na nieubite drogi gruntowe, śliskie liście, błotko, etc. za słaba przyczepność i trakcja. Mimo wszystko oceniam zmianę bieżnika na delikatniejszy jako korzystną, bo i tak 3/4 trasy przeważnie jest dziurawym asfaltem. Jeśli zima będzie bardziej taka jak rok temu znowu, to zmienię obie opony na agresywniejsze terenowe. A jeśli chodzi o bliższy termin, to następne większe rowerowanie może już być w kierunku Trzebieży i znowu będzie na góralu, bo tak jest bliżej natury, przyjemniej i bezpieczniej.

Jeśli chodzi o trasę, to bez fajerwerków. Za Głębokim poszedłem na żywioł. Chciałem ominąć piaskowy fragment, który zawsze mnie do szału doprowadzał. Nie jestem pewien czy dokładnie tędy jechałem, ale jakieś takie wygibasy na zachód były (żółte pseudo kółko). Z Bartoszewa asfaltem do Starego Leśna. Gdy ostatnio tutaj byłem, a miało to miejsce ponad 10 lat temu, to nie było jeszcze tej nawierzchni asfaltowej. Dalej kierunek wysypisko. Trochę zaśmierdziało, ale nie na tyle, żeby mnie zrzucić z roweru. Po tym zapachu poznałem, że mogłem tą ścieżką już kiedyś jechać. W Siedlicach skończył się dzisiejszy teren. A moja ochota do jazdy jakoś tak kawałek za Policami. Żeby nie wracać po górkach, dołkach i lasach, zdecydowałem się na powrót wzdłuż Odry Zachodniej przez Stołczyn i Gocław.

Okolice Lasku Arkońskiego i jesień na całego!

Okolice Jeziora Głębokiego
Dałem ciała dzisiaj, bo zapomniałem 7daysów, a chciałem zabrać ze trzy. Finalnie dojechałem do domu zmęczony, ale bez zgona. Sporo km na mieście jeszcze dokręciłem. Z technicznych wrażeń, to tylna opona z niewielkim bieżnikiem jednak jest trudna do jazdy w terenie i o wiele lepiej będzie sobie radzić w letniej suszy. Na asfalt i szutry jest nadal bardzo ok, lecz na nieubite drogi gruntowe, śliskie liście, błotko, etc. za słaba przyczepność i trakcja. Mimo wszystko oceniam zmianę bieżnika na delikatniejszy jako korzystną, bo i tak 3/4 trasy przeważnie jest dziurawym asfaltem. Jeśli zima będzie bardziej taka jak rok temu znowu, to zmienię obie opony na agresywniejsze terenowe. A jeśli chodzi o bliższy termin, to następne większe rowerowanie może już być w kierunku Trzebieży i znowu będzie na góralu, bo tak jest bliżej natury, przyjemniej i bezpieczniej.
Środa, 17 listopada 2021Kategoria .Romet.
Powrót od mechanika do domu
Rower:Romet20.38 km (0.30km teren) czas jazdy: 01:21 h AVS:15.10km/h praca: 626 kcal
Zawiozłem dzisiaj samochód do mechanika i wróciłem do domu rowerem. Trasę trochę wydłużyłem ponad podstawowe 12 km najkrótszej wersji, żeby odhaczyć w miarę normalną porcję pedałowania. Upierdliwie się jechało, bo wietrznie i minimalnie kropelkowo, i jakoś tak cały czas pod górkę. Zmieniłem też baterię w opasce pulsometru i wszystko już działa. Walka o 4 tys. km w 2021 nadal trwa!

