Niedziela, 18 lipca 2021Kategoria ..>100km, ..>150km, ..>200km, .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Wycieczka nad Morze Bałtyckie
Rower:Wheeler210.00 km (13.65km teren) czas jazdy: 10:14 h AVS:20.52km/h praca: 8425 kcal
Na dzisiaj rozpatrywałem dwie możliwości: kierunek południowy na szosie do granicy w Siekierkach lub kierunek północny na góralu. Wybrałem tę drugą opcję, ponieważ wg prognozy miała być tutaj niższa temperatura. Rzeczywiście nie było takiego skwaru jak tydzień temu.

Bardzo dobrze, że pojechałem na rowerze MTB, mimo że prawie sam asfalt, ponieważ ten asfalt był miejscami w bardzo złym stanie i jazda szosą byłaby obrzydliwa. Właściwie, to jak tak jechałem i mijałem miejsca, które rok temu odwiedzałem na szosie i widziałem te dziury w nawierzchni, to doszedłem do wniosku, że rower szosowy nadaje się tylko na jazdę po NRD. Dla mojego stylu jazdy najlepszy chyba byłby rower grawelowy, bo dziurawe asfalty wymagają czegoś bardziej terenowego niż szosowe slicki, a przy tym bruk, szuter czy leśna ścieżka nie byłyby wyzwaniem. No i wydaje mi się, że rower grawelowy to najbardziej przygodowy typ roweru, a do tego oferujący wygodną pozycję jak na szosie.

Jeszcze przed Goleniowem

Kierunek na Stepnicę

Za Stepnicą jest budowa. Kawałek jest już z nową nawierzchnią, ale zdecydowanie nie polecam roweru szosowego, bo we wsiach jeszcze jest dziko. Roboty mają zostac skończone zdaje się w maju 2022.


W końcu na Wolinie

Obowiązkowe zdjęcie

Dzisiaj zabrałem ze sobą 4,5 litra wody i puszkę 0,5 L bezalkoholowego radlera i to ostatnie to był dobry pomysł. Na przyszłość będę brał chyba nawet dwie puszki. W arsenale jeszcze ukatrupione poprzednim wyjazdem wafle w czekoladzie, która się przykleiła do papierka na amen oraz dwie kanapki z kotletem schabowym. Do tego 5 tabletek z potasem po 150 mg/szt. Wszystko dzisiaj robiłem, żeby tylko nie musieć po te kotlety sięgać, ale w końcu poczułem, że nie dam rady i jednego wciągnąłem. Nawet dobry był mimo ponad 8 godzin w ciepełku.

Ponieważ jechałem dzisiaj w miarę szybko jak na porównywalne wycieczki i miałem świadomość, że nieprędko będę w porównywalnej sytuacji, to zdecydowałem się, że nawet kosztem nocnego powrotu podjadę do Międzyzdrojów. Bocznymi drogami. Dziurawymi. Ah, jak dobrze, że nie wziąłem szosy.



Tu mieszkają żubry

Stąd przyjechałem



Ok, morze cyknięte, więc można wracać

Powrót zrobiłem inną drogą. Najpierw po DK3, a potem wzdłuż S3.











Dawna DK3, obecnie chyba jakaś DW. Pusto i dobra nawierzchnia, przyjemny odcinek.

Przejście dla zwierząt

Widok z wiaduktu na nowy odcinek S3
To już koniec zdjęć. Do Goleniowa dojechałem już w totalnej szarówce. Powrót przez Lubczynę i Czarną Łąkę. Jakaś masakra muchowo-ćmowa miała miejsce po zapadnięciu zmroku. Parę razy wjechałem w takie chmary, że zdecydowałem się na jazdę bez światła przedniego, o ile było widać jezdnię i nic nie jechało w moją stronę. Ostatnie około 30 km to też walka ze zgonem. W rezerwie miałem jeszcze drugą kanapkę z kotletem schabowym, ale nie chciało mi się otwierać torby i ryzykować, że tym razem kotlet będzie smakować jak kapeć. Z drugiej strony takie danie sobie w kość zwykle na kolejne wyjazdy procentuje, więc doczołgałem się powolutku do finiszu. Teraz jeszcze nie poszedłem spać do 5 nad ranem, bo wcinam po trochu kolejne tabsy i czuję respekt przed potencjalnymi skurczami. Jeśli wejdzie, to będzie to taki skurcz morderca, a ja będę musiał ostro drzeć ryja, do tego obie łydki sa zagrożone, więc zrobię wszystko byle tylko to zablokować. Tak w ogóle, wyszedł mi rekord życiowy na rowerze MTB. Pomału kończą mi się opony i na próbę kupię sobie chyba opony z bieżnikiem jak do grawela tylko, że 26 cali. Tak w ramach testu jak to się jeździ na małym bieżniku po szosie i w lekkim terenie.

Bardzo dobrze, że pojechałem na rowerze MTB, mimo że prawie sam asfalt, ponieważ ten asfalt był miejscami w bardzo złym stanie i jazda szosą byłaby obrzydliwa. Właściwie, to jak tak jechałem i mijałem miejsca, które rok temu odwiedzałem na szosie i widziałem te dziury w nawierzchni, to doszedłem do wniosku, że rower szosowy nadaje się tylko na jazdę po NRD. Dla mojego stylu jazdy najlepszy chyba byłby rower grawelowy, bo dziurawe asfalty wymagają czegoś bardziej terenowego niż szosowe slicki, a przy tym bruk, szuter czy leśna ścieżka nie byłyby wyzwaniem. No i wydaje mi się, że rower grawelowy to najbardziej przygodowy typ roweru, a do tego oferujący wygodną pozycję jak na szosie.

Jeszcze przed Goleniowem

Kierunek na Stepnicę

Za Stepnicą jest budowa. Kawałek jest już z nową nawierzchnią, ale zdecydowanie nie polecam roweru szosowego, bo we wsiach jeszcze jest dziko. Roboty mają zostac skończone zdaje się w maju 2022.


W końcu na Wolinie

Obowiązkowe zdjęcie

Dzisiaj zabrałem ze sobą 4,5 litra wody i puszkę 0,5 L bezalkoholowego radlera i to ostatnie to był dobry pomysł. Na przyszłość będę brał chyba nawet dwie puszki. W arsenale jeszcze ukatrupione poprzednim wyjazdem wafle w czekoladzie, która się przykleiła do papierka na amen oraz dwie kanapki z kotletem schabowym. Do tego 5 tabletek z potasem po 150 mg/szt. Wszystko dzisiaj robiłem, żeby tylko nie musieć po te kotlety sięgać, ale w końcu poczułem, że nie dam rady i jednego wciągnąłem. Nawet dobry był mimo ponad 8 godzin w ciepełku.

Ponieważ jechałem dzisiaj w miarę szybko jak na porównywalne wycieczki i miałem świadomość, że nieprędko będę w porównywalnej sytuacji, to zdecydowałem się, że nawet kosztem nocnego powrotu podjadę do Międzyzdrojów. Bocznymi drogami. Dziurawymi. Ah, jak dobrze, że nie wziąłem szosy.



Tu mieszkają żubry

Stąd przyjechałem



Ok, morze cyknięte, więc można wracać

Powrót zrobiłem inną drogą. Najpierw po DK3, a potem wzdłuż S3.











Dawna DK3, obecnie chyba jakaś DW. Pusto i dobra nawierzchnia, przyjemny odcinek.

Przejście dla zwierząt

Widok z wiaduktu na nowy odcinek S3
To już koniec zdjęć. Do Goleniowa dojechałem już w totalnej szarówce. Powrót przez Lubczynę i Czarną Łąkę. Jakaś masakra muchowo-ćmowa miała miejsce po zapadnięciu zmroku. Parę razy wjechałem w takie chmary, że zdecydowałem się na jazdę bez światła przedniego, o ile było widać jezdnię i nic nie jechało w moją stronę. Ostatnie około 30 km to też walka ze zgonem. W rezerwie miałem jeszcze drugą kanapkę z kotletem schabowym, ale nie chciało mi się otwierać torby i ryzykować, że tym razem kotlet będzie smakować jak kapeć. Z drugiej strony takie danie sobie w kość zwykle na kolejne wyjazdy procentuje, więc doczołgałem się powolutku do finiszu. Teraz jeszcze nie poszedłem spać do 5 nad ranem, bo wcinam po trochu kolejne tabsy i czuję respekt przed potencjalnymi skurczami. Jeśli wejdzie, to będzie to taki skurcz morderca, a ja będę musiał ostro drzeć ryja, do tego obie łydki sa zagrożone, więc zrobię wszystko byle tylko to zablokować. Tak w ogóle, wyszedł mi rekord życiowy na rowerze MTB. Pomału kończą mi się opony i na próbę kupię sobie chyba opony z bieżnikiem jak do grawela tylko, że 26 cali. Tak w ramach testu jak to się jeździ na małym bieżniku po szosie i w lekkim terenie.
Czwartek, 15 lipca 2021Kategoria .Romet.
Po mieście
Rower:Romet31.07 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:47 h AVS:17.42km/h
Do rowerowego po rękawiczki, a potem kręcenie po mieście zahaczając m.in. o Arkonkę.
Niedziela, 11 lipca 2021Kategoria ..>100km, ..>150km, ..>200km, .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Wycieczka do Barlinka. Część 2.
Rower:Wheeler200.00 km (27.00km teren) czas jazdy: 10:53 h AVS:18.38km/h praca: 9007 kcal
Dzisiaj znowu wybrałem się w trasę do Barlinka. Właściwie, to można powiedzieć, że dokończyłem to, co ostatnio zakończyło się wtopą. Dojazd do miejsca hańby uczyniłem po asfalcie, ponieważ poprzednio jadąc terenem szło to bardzo wolno, a terenu wcale też tak dużo nie było i nie była to wcale taka super przygoda. Poza tym bałem się, że znowu gdzieś zaflaczę, a przebijać się przez pole cebuli już nie chciałem. Także pierwsze 70 km to asfalt i dopiero za Przelewicami wjechałem w teren.

Wyjeżdżając ze Szczecina

Kąpielisko Dziewoklicz

W Kołowie

Wyjeżdżając powoli z Puszczy Bukowej


Za Starym Czarnowem na dawnej DK 3 w kierunku Pyrzyc

Pyrzyce witają

Rondo w Pyrzycach

Na rowerowym szlaku za Pyrzycami

Leśny fragment

Kleimy! Dzisiaj zielone mi odpadło w czasie jazdy i to po równym asfalcie. Coś musiało się nie pyknąć jak trzeba, bo się zatrzask odłączył. Prawdopodobnie obciążenie + wstrząsy lub źle wpiąłem.

Koniec asfaltowej ścieżki. Półtora km gruntówki. Do przejechania szosą także.

Dojeżdżając do Przelewic

Kawałek za Przelewicami

Pierwsze odstępstwo od dotychczasowych asfaltowych wojaży, czyli wjazd w teren, którym notabene rox już dawno kazał mi się pchać nawet gdy byłem na szosie.

W okolicy Barlinka sporo takich dróg było. Łączą pola i kilkudomkowe wsie. Niefajnie się jechało, ale widoki urokliwe.



Rok temu niechcący wpakowałem się tutaj na szosie. Tym razem już z premedytacją wybrałem te kocie łby, żeby się przejechać bardziej lasem na emtebeku.

Ciekawi mnie jak się tutaj wymijają samochody w czasie zimy



W końcu bocznymi drogami dotarłem do Barlinka. Przejeżdżałem też przez wieś, w której rok temu gonił mnie pies i gdzie wtedy pod górkę nie byłem w stanie mu zwiać. Tym razem było bezpiecznie.


Na rynku odbywał się jakiś koncert. Nie wiem czy to zespół czy jakieś samozwańcze piosenkowanie, bo w pewnym momencie brzmiało jak mocny fałsz :D

W drodze powrotnej okrążając jezioro

Królowa Puszczy Barlineckiej i pięciu kurdupli

O takich nie lubię, gdy jadę w nocy

Takich też

Łoś i lama

No dobra, to jest łoś


No i znowu kamulce!

W tył zwrot na zrobienie zdjęcia, ale kontynuacja jazdy była w drugą stronę

W kierunku Lipian

Niestety ścieżka się skończyła i dalej była droga żwirowa. Około 4 km. Po mniej, więcej połowie zaczął się regularny tłuczeń. To był fragment, gdzie bałem się, że przyflaczę. Musiałem jechać powoli, nie dało rady szybciej, bo fizycznie było nieprzyjemnie, a z drugiej strony cały czas ryjek atakowały mi wstrętne muszyska. W końcu utrapienie się skończyło i dotarłem do jakiegoś asfaltu.

Jezioro w Lipianach





Ostatnie zdjęcie z dzisiaj
Wracajac z Lipian zdecydowałem, że będę się trzymał głównej drogi. W planach pierwotnie była jazda boczniakami, ale biorąc pod uwagę, że była niedziela, pora meczowa i ogólnie nie lubię niespodzianek w nocy, to uznałem, że tak będzie najlepiej. Całą trasę do Szczecina przejechałem już po starej trójce, nawet olałem skręt na ścieżkę w okolicy Starego Czarnowa, bo żadna frajda w nocy przez las jechać samemu. Na DK 10 w okolicy węzła z S6/A6 trochę musiałem przeczekać i ostro pedałkować by mnie nie dogonili barany jadące szybciej niż przepisowe 40 km/h. Potem mogłem ogłosić sukces, że będę żył i jeszcze dokręcić do równych 2 stówek.
Zaskakująco dobrze zniosłem dzisiejszy wyjazd. W trasie zjadłem tylko dwie kanapki i 3 lub 4 wafelki. Zdziwiło mnie to, bo bałem się, że zabraknie mi paliwa. Okazuje się jednak, że jedząc na umór dzień przed wyjazdem i wcinając potrójne śniadanie napakowałem się kaloriami na zapas. Wody też mi wystarczyło. Na styk, ale wystarczyło. Gdybym wyjechał jak normalny człowiek o 8 rano, zamiast o 12, to pewnie bym nie dał rady z uwagi na zbyt mało wody. Powoli kończą mi się pomysły na wycieczki, bo mam wrażenie, że już wszędzie, gdzie jestem w stanie dojechać to byłem, a jazda w nieznane jest lepsza niż pultanie się kolejny raz w tych samych miejscach.


Wyjeżdżając ze Szczecina

Kąpielisko Dziewoklicz

W Kołowie

Wyjeżdżając powoli z Puszczy Bukowej


Za Starym Czarnowem na dawnej DK 3 w kierunku Pyrzyc

Pyrzyce witają

Rondo w Pyrzycach

Na rowerowym szlaku za Pyrzycami

Leśny fragment

Kleimy! Dzisiaj zielone mi odpadło w czasie jazdy i to po równym asfalcie. Coś musiało się nie pyknąć jak trzeba, bo się zatrzask odłączył. Prawdopodobnie obciążenie + wstrząsy lub źle wpiąłem.

Koniec asfaltowej ścieżki. Półtora km gruntówki. Do przejechania szosą także.

Dojeżdżając do Przelewic

Kawałek za Przelewicami

Pierwsze odstępstwo od dotychczasowych asfaltowych wojaży, czyli wjazd w teren, którym notabene rox już dawno kazał mi się pchać nawet gdy byłem na szosie.

W okolicy Barlinka sporo takich dróg było. Łączą pola i kilkudomkowe wsie. Niefajnie się jechało, ale widoki urokliwe.



Rok temu niechcący wpakowałem się tutaj na szosie. Tym razem już z premedytacją wybrałem te kocie łby, żeby się przejechać bardziej lasem na emtebeku.

Ciekawi mnie jak się tutaj wymijają samochody w czasie zimy



W końcu bocznymi drogami dotarłem do Barlinka. Przejeżdżałem też przez wieś, w której rok temu gonił mnie pies i gdzie wtedy pod górkę nie byłem w stanie mu zwiać. Tym razem było bezpiecznie.


Na rynku odbywał się jakiś koncert. Nie wiem czy to zespół czy jakieś samozwańcze piosenkowanie, bo w pewnym momencie brzmiało jak mocny fałsz :D

W drodze powrotnej okrążając jezioro

Królowa Puszczy Barlineckiej i pięciu kurdupli

O takich nie lubię, gdy jadę w nocy

Takich też

Łoś i lama

No dobra, to jest łoś


No i znowu kamulce!

W tył zwrot na zrobienie zdjęcia, ale kontynuacja jazdy była w drugą stronę

W kierunku Lipian

Niestety ścieżka się skończyła i dalej była droga żwirowa. Około 4 km. Po mniej, więcej połowie zaczął się regularny tłuczeń. To był fragment, gdzie bałem się, że przyflaczę. Musiałem jechać powoli, nie dało rady szybciej, bo fizycznie było nieprzyjemnie, a z drugiej strony cały czas ryjek atakowały mi wstrętne muszyska. W końcu utrapienie się skończyło i dotarłem do jakiegoś asfaltu.

Jezioro w Lipianach





Ostatnie zdjęcie z dzisiaj
Wracajac z Lipian zdecydowałem, że będę się trzymał głównej drogi. W planach pierwotnie była jazda boczniakami, ale biorąc pod uwagę, że była niedziela, pora meczowa i ogólnie nie lubię niespodzianek w nocy, to uznałem, że tak będzie najlepiej. Całą trasę do Szczecina przejechałem już po starej trójce, nawet olałem skręt na ścieżkę w okolicy Starego Czarnowa, bo żadna frajda w nocy przez las jechać samemu. Na DK 10 w okolicy węzła z S6/A6 trochę musiałem przeczekać i ostro pedałkować by mnie nie dogonili barany jadące szybciej niż przepisowe 40 km/h. Potem mogłem ogłosić sukces, że będę żył i jeszcze dokręcić do równych 2 stówek.
Zaskakująco dobrze zniosłem dzisiejszy wyjazd. W trasie zjadłem tylko dwie kanapki i 3 lub 4 wafelki. Zdziwiło mnie to, bo bałem się, że zabraknie mi paliwa. Okazuje się jednak, że jedząc na umór dzień przed wyjazdem i wcinając potrójne śniadanie napakowałem się kaloriami na zapas. Wody też mi wystarczyło. Na styk, ale wystarczyło. Gdybym wyjechał jak normalny człowiek o 8 rano, zamiast o 12, to pewnie bym nie dał rady z uwagi na zbyt mało wody. Powoli kończą mi się pomysły na wycieczki, bo mam wrażenie, że już wszędzie, gdzie jestem w stanie dojechać to byłem, a jazda w nieznane jest lepsza niż pultanie się kolejny raz w tych samych miejscach.

Piątek, 9 lipca 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike
Okolice Szczecina
Rower:Bridgestone50.89 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:30 h AVS:20.36km/h
Niedziela, 4 lipca 2021Kategoria ..>100km, .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Pętla przez Nowe Warpno
Rower:Bridgestone103.03 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:27 h AVS:23.15km/h
Dzisiaj podobny kierunek jak wczoraj, ale już z założenia trasa na stówkę. Przez Głębokie i Dobrą do Dobieszczyna i Nowego Warpna. Powrót przez Trzebież, Police i Żelechową. Powrót trochę nocny.




Sobota, 3 lipca 2021Kategoria ..>100km, .Bridgestone.
Szosą na północ
Rower:Bridgestone102.85 km (0.00km teren) czas jazdy: 04:29 h AVS:22.94km/h
Dzisiaj dla odmiany szosa. Wybrałem się przez Głębokie i Dobrą do Stolca i Dobieszczyna. Stąd kierunek na Tanowo i Police. Powrót z Polic przez Żelechową. Na koniec dokręcenie po mieście.
Niedziela, 27 czerwca 2021Kategoria ..>100km, .Wheeler., zz Foto zz
Wycieczka do Stepnicy
Rower:Wheeler140.10 km (46.50km teren) czas jazdy: 07:20 h AVS:19.10km/h
Dzisiaj zrealizowałem trasę, którą chciałem przejechać już w lutym, ale została popsuta przez kłopoty z kolanami w drodze powrotnej. Tym razem wszystko było super oprócz flaka, którego na szczęście nie musiałem naprawiać, bo wystarczyło 2x dopompować w trasie powrotnej. Chociaż taka rekompensata.
Wycieczka była zaplanowana wzdłuż Jeziora Dąbie (wchodnia flanka) na północ szlakiem rowerowym do Stepnicy. Przy okazji sporo szutru, dróg polnych, widoki ładne. Gorąco było, zabrałem dużo picia, kleiłem do ramy znowu. Kondycja nie dopisywała tak jak tego bym sobie życzył (konsekwencje trzech poprzednich weekendów bez czegoś grubszego). Nie wrzucam żadnej trasy z mapką, bo apka w fonie nie zapisała i raczej będę z niej korzystać umiarkowanie, bo żre baterię mocno.



Dzisiaj taki setup na kokpicie.

Tutaj w przyszłości będzie szlak rowerowy. Tymczasem jest dziko, przejezdnie, ale upierdliwie. Sporo piachu na tym odcinku było. Nie przyjadę tutaj ponownie.

Szlak w wersji po ingerencji człowieka. Tutaj jest odcinek bardzo przyjemny, jednak nawet tam, gdzie szlak jest już oznakowany, to utrzymanie jest moim zdaniem skandaliczne. Chodzi mi o roślinność (trawy, chwasty) rosnące na nawierzchni oraz wychodzące z pobocza w skrajnię. Jest to na tyle upierdliwe, że ma wpływ na wymijanie innych rowerzystów.



Przerwa w lesie kilka km przed Stepnicą

W Stepnicy

Również Stepnica

Kierunek nad morze

Punkt widokowy na Górze Zielonczyn

Boczna droga z Zielonczyna w kierunku Krokorzyc, Widzieńska, Wierzchosława, a dalej Miękowa i Goleniowa

Ostatnia pauza na myju, myju ryjka
Więcej zdjęć już nie zrobiłem. Od Goleniowa powrót terenem. Upierdliwy to las był, bo sporo piachu. Pamiętam jak w ubiegłym roku wpakowałem się do tego lasu na szosie i zawróciłem po 500 metrach. I bardzo dobrze, bo i tak bym wtedy tego nie przejechał. W lesie raz pompowałem i musiałem się pogodzić z atakiem komarów. Drugie pompowanie miało miejsce przez Dąbiem. Tym razem dla odmiany wdepnąłem w mrowisko, a potem jakieś owadzisko w stylu trzmiela mnie przyatakowało i uciekając na pieszo, i prowadząc rower straciłem kontrolę nad mym jednośladem. Uratowałem go przed upadkiem, ale zarobiłem piękne czerwone ślady na prawej łydce. Później już bez fajerwerków.
Wycieczka była zaplanowana wzdłuż Jeziora Dąbie (wchodnia flanka) na północ szlakiem rowerowym do Stepnicy. Przy okazji sporo szutru, dróg polnych, widoki ładne. Gorąco było, zabrałem dużo picia, kleiłem do ramy znowu. Kondycja nie dopisywała tak jak tego bym sobie życzył (konsekwencje trzech poprzednich weekendów bez czegoś grubszego). Nie wrzucam żadnej trasy z mapką, bo apka w fonie nie zapisała i raczej będę z niej korzystać umiarkowanie, bo żre baterię mocno.



Dzisiaj taki setup na kokpicie.

Tutaj w przyszłości będzie szlak rowerowy. Tymczasem jest dziko, przejezdnie, ale upierdliwie. Sporo piachu na tym odcinku było. Nie przyjadę tutaj ponownie.

Szlak w wersji po ingerencji człowieka. Tutaj jest odcinek bardzo przyjemny, jednak nawet tam, gdzie szlak jest już oznakowany, to utrzymanie jest moim zdaniem skandaliczne. Chodzi mi o roślinność (trawy, chwasty) rosnące na nawierzchni oraz wychodzące z pobocza w skrajnię. Jest to na tyle upierdliwe, że ma wpływ na wymijanie innych rowerzystów.



Przerwa w lesie kilka km przed Stepnicą

W Stepnicy

Również Stepnica

Kierunek nad morze

Punkt widokowy na Górze Zielonczyn

Boczna droga z Zielonczyna w kierunku Krokorzyc, Widzieńska, Wierzchosława, a dalej Miękowa i Goleniowa

Ostatnia pauza na myju, myju ryjka
Więcej zdjęć już nie zrobiłem. Od Goleniowa powrót terenem. Upierdliwy to las był, bo sporo piachu. Pamiętam jak w ubiegłym roku wpakowałem się do tego lasu na szosie i zawróciłem po 500 metrach. I bardzo dobrze, bo i tak bym wtedy tego nie przejechał. W lesie raz pompowałem i musiałem się pogodzić z atakiem komarów. Drugie pompowanie miało miejsce przez Dąbiem. Tym razem dla odmiany wdepnąłem w mrowisko, a potem jakieś owadzisko w stylu trzmiela mnie przyatakowało i uciekając na pieszo, i prowadząc rower straciłem kontrolę nad mym jednośladem. Uratowałem go przed upadkiem, ale zarobiłem piękne czerwone ślady na prawej łydce. Później już bez fajerwerków.
Czwartek, 24 czerwca 2021Kategoria .Romet.
Po mieście
Rower:Romet30.25 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:36 h AVS:18.91km/h
Środa, 23 czerwca 2021Kategoria .Romet., Night Bike, zz Foto zz
Po mieście
Rower:Romet30.65 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:33 h AVS:19.77km/h
Po mieście fioletowym cudeńkiem!
Sobota, 19 czerwca 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike
Pętla przez Police
Rower:Bridgestone49.83 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:16 h AVS:21.98km/h
Dzisiaj spotkała mnie mała niespodzianka. ROX nie chciał się uruchomić. Zawiecha totalna. Napisałem potem do sigmy, jak to zresetować, ale niestety nie pomogło. Będzie reklamacja. Teraz doceniłem jak to jednak dobrze by było mieć nadal założony stary licznik na zapas. Dzisiaj jednak skorzystałem z telefonu. Kabelkowy licznik kilka dni później się znowu przyczepił.

