Informacje

  • Wszystkie kilometry na BS: 84792.88 km
  • Niektóre km w terenie na BS: 9203.14 km
  • Czas na rowerze na BS: 176d 22h 46m
  • Prędkość średnia na BS: 19.96 km/h
  • Więcej informacji

Moje rowery

Tak daję czadu w 2026: button stats bikestats.pl
Tak dawałem czadu wcześniej:

Licznik odwiedzin

od 07.2026 r.

Statystyki zbiorcze na stronę

Szukaj

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

zz Foto zz

Dystans całkowity:35713.45 km (w terenie 4631.09 km; 12.97%)
Czas w ruchu:1754:59
Średnia prędkość:20.35 km/h
Maks. tętno maksymalne:198 (105 %)
Maks. tętno średnie:141 (75 %)
Suma kalorii:159449 kcal
Liczba aktywności:522
Średnio na aktywność:68.42 km i 3h 21m
Więcej statystyk
Niedziela, 5 grudnia 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz

Zimowy niewypał

Rower:Wheeler
38.75 km (2.70km teren) czas jazdy: 02:23 h AVS:16.26km/h

Cały mijający tydzień, a szczególnie weekend zapiszą się jako niewypalone rowerowo. Szczególnie żałuję, że wczoraj okoliczności nie przypasowały i dzisiaj musiałem jeździć przy takiej kiepskiej aurze.



Postanowiłem zrobić pętlę. Przejechać od południa szlakiem 20A do Motańca, przekroczyć S10 i wrócić nieco terenem do Szczecina. Niestety jeszcze prawie na samym początku przy wyjeździe z miasta buty wciągnęły mi wodę przez podeszwę i to tak konkretnie. Zupełnie nie spodziewałem się tego, a tym bardziej w takiej skali. Cała jazda była przez to nieprzyjemna. Liczyłem, że wyschnie, ale chyba w czasie jazdy po kałużach zaczęło się jeszcze większe wciąganie wilgoci. Gdy poczułem, że nie dam już rady jechać zgodnie z planem, to skróciłem. Ten kawałek z Płoni był nieciekawy, bo z samochodami. Finalnie wytrzymałem zimno, a kierowcy moje tempo jazdy. Teraz czekam aż buty podeschną i w następnych dniach je sobie nieco uszczelnię. Już dawno miałem to uczynić, ale z lenistwa mi się nie chciało. Na plus, że rękawiczki z Goretexem, które w ubiegłym sezonie użyłem tylko jeden raz, dzisiaj się spisały. Ostatni słaby punkt w zimowych ciuchach to już tylko buty. No tak, zapomniałem jeszcze o tym, że w drodze powrotnej przestał funkcjonować pulsometr. Pobawię się zmieniając znowu baterie  i zobaczymy czy nie pójdzie na gwarancję.

Niedziela, 28 listopada 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz

Terenem do Trzebieży

Rower:Wheeler
84.85 km (33.50km teren) czas jazdy: 04:54 h AVS:17.32km/h praca: 4140 kcal

Dzisiaj wybrałem się do Trzebieży chcąc przejechać jak najbardziej przez Puszczę Wkrzańską drogami niewyasfaltowanymi. Powrót też miał taki być, ale zmodyfikowałem trasę widząc, że zjeżdżając z zaplanowanej trasy mam perspektywę dużych kilku km świetnej szutrowej drogi. Dobrze, że tak zrobiłem, bo pod koniec temperatura spadła poniżej komfortowego minimum.


Z domu wystartowałem kilka minut przed godziną 12. Pozwoliłem, żeby gps prowadził po jakiejś dziwnej trasie między osiedlowymi uliczkami. Mniej lub bardziej znanymi zakamarkami dojechałem do Jeziora Głębokiego.

Tutaj poszedłem na łatwiznę i w teren wjechałem tak, żeby ominąć wąskie ścieżki spacerowe. Bardzo nie lubię tego odcinka od jeziora do wsi Żółtew. Mam wrażenie, że zawsze jest pod górkę (niezależnie od kierunku jazdy), a oprócz tego ten piach jest do bani. Żółtew ominąłem, bo z kolei tam jest wąskie gardło, a szczekają tam czasem psy.

Zanim dojechałem do Sławoszewa był przyjemny kawałek (ale najpierw nieprzyjemny bo piach vel. nieubita droga gruntowa). Za Sławoszewem skręciłem do lasu w drogę, którą na pewno nigdy nie jechałem. Oczywiście początek to co? Piach vel. nieubita droga gruntowa. Potem, gdy nawierzchnia zrobiła się twardsza, było już przyjemnie. W pewnym momencie przekraczałem ciek wodny przechodząc przez kładkę taką na słowo honoru trochę, ale dałem radę. W Puszczy Bukowej chyba na czarnym szlaku była jeszcze mniej wiarygodna. Dzisiaj aż tak nie powiało grozą.



To samo miejsce, ale spojrzenie w innym kierunku


To samo miejsce, ale spojrzenie na ocieplacze na palce. W kieszonce kurtki zabrałem ze sobą takie pełne ocieplacze, które przy tych skarpetkach i wkładkach zimowych powinny się sprawdzić do temperatury 1*C, a taka miała minimalnie być w drodze powrotnej. Plan był taki, żeby przetestować jak się sprawdzą te ocieplacze częściowe. Temperatura dzisiaj to poniżej 3 *C. Poniżej 2 *C już było mi za zimno, ale z lenistwa i świadomości, że już zaraz finisz nie przebierałem się. Przez chwilę spadło minimalnie do 0,6 *C.

Kontynuując opis trasy: od południa dojechałem do Węgornika. Pierwszy raz z tego kierunku. Pod koniec wsi widzę, że stoi sobie luzem pies na poboczu. Widzę jego oczy i już wiem, co się za chwilę wydarzy. Jeżdżąc do i z Goleniowa i będąc kilka razy goniony przez jakiegoś psa we wsi opracowałem na to strategię obronną. Polega na tym, żeby przestraszyć kudłatego agresora krzykiem. To go wybija z rytmu i przerywa scenariusz, który miał w głowie. Ten ułamek sekundy i opóźnienie powodują, że moje szanse na ucieczkę rosną i mogę go łatwiej ominąć. Zdecydowanie wolę spotykać biegające luzem koty. Żaden kot we wsi nigdy na mnie nie szczekał ani mnie nie gonił.

Dalej kierunek Zalesie. Jeszcze zanim tam dojechałem, to na drodze szutrowej minąłem rodzinkę z dzieckiem i psem. Pies młody i mały, ale musiałem się zatrzymać i przesłonić rowerem, bo mi groził, a nie miałem jak uciekać, ponieważ musiałem zwolnić wcześniej z szacunku dla pieszych. Potem już bez niespodzianek.

Z Podbrzezia asfaltem przez las. Wrzucam kilka zdjęć z przerwy na sąsiedniej ścieżce.






Po dojechaniu do drogi asfaltowej prowadzącej na Trzebież skręt w prawo i za chwilę skręt w lewo w teren. Ten teren to była rozjechana droga leśna z błotem. Znowu ciężko się jechało. Widoki za to były ładne. Najciekawszy krajobrazowo fragment zaczął się po przekroczeniu drogi Brzózki-Trzebież.

W Trzebieradzu zrobilem zdjęcie pałacu, a potem na kilka km znowu ani psów, ani ludzi.


Zmieniłem nieco zaplanowaną trasę i przybliżyłem się do Zalewu. Jechałem ścieżką na skarpie i miałem ciekawe widoki.










Ciemniało już i dzień miał się ku zachodowi, więc z Trzebieży ewakuowałem się bez zwiedzania miejscowości. Kierunek Drogoradz. Początek drogą asfaltową, która dopiero przed wsią zmienia nawierzchnię na twardą niewyasfaltowaną. Potem trochę asfaltu do Nowej Jasienicy i znowu teren. GPS chciał mnie przerzucić ze świetnej drogi szutrowej, więc biorąc pod uwagę krótki zapas światła dziennego uznałem, że nie będę się pchał w nieznane. Jeszcze w Gunicach przez chwilę łudziłem się, że może podjadę terenem do Bartoszewa, ale zniechęciła mnie wizja piaskowej jazdy w ciemności. Poza tym było już zimno. Temperatura wg licznika spadła do 1,5 *C. Zawróciłem z lasu i resztę trasy pokonałem w wersji szosowej.

Do domu przyjechałem mocno zmęczony i z przemarzniętymi stopami. Głowa i szyja ok. Dłonie także. W drodze powrotnej w Tanowie przebrałem rękawiczki na cieplejsze. Następnym razem w takiej temperaturze ubiorę pełne ocieplacze i najwyżej będę kombinować z drugimi ocieplaczami dodatkowo. Następna weekendowa wyprawa to chyba już może być setka w płaskim terenie.
Piątek, 26 listopada 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz

Poranne miasto

Rower:Romet
20.57 km (2.15km teren) czas jazdy: 01:13 h AVS:16.91km/h

Dzisiaj postanowiłem, że wyjdę na rower rano. To jedyna możliwość, żebym w ciągu dnia powszedniego pojeździł w świetle dziennym. Wieczorem, gdy jest właśnie wieczór i jest ciemno, to entuzjazm mój "nieoczekiwanie" przybliża się do zera niczym limes 1/x dla x zmierzającego do nieskończoności.



Sobota, 20 listopada 2021Kategoria zz Foto zz

Puszcza Wkrzańska

Rower:Wheeler
58.99 km (11.39km teren) czas jazdy: 03:33 h AVS:16.62km/h praca: 2571 kcal

Dzisiaj w końcu przekroczyłem 50 km. Aplikacja w telefonie się wyłączyła w trakcie jazdy, więc po powrocie naszkicowałem ręcznie ślad na komputerze. Nauczka na przyszłość, żeby zostawić telefon na przygaszonym ekranie właśnie na tej apce, a nie na czymś innym lub niczym.



Jeśli chodzi o trasę, to bez fajerwerków. Za Głębokim poszedłem na żywioł. Chciałem ominąć piaskowy fragment, który zawsze mnie do szału doprowadzał. Nie jestem pewien czy dokładnie tędy jechałem, ale jakieś takie wygibasy na zachód były (żółte pseudo kółko). Z Bartoszewa asfaltem do Starego Leśna. Gdy ostatnio tutaj byłem, a miało to miejsce ponad 10 lat temu, to nie było jeszcze tej nawierzchni asfaltowej. Dalej kierunek wysypisko. Trochę zaśmierdziało, ale nie na tyle, żeby mnie zrzucić z roweru. Po tym zapachu poznałem, że mogłem tą ścieżką już kiedyś jechać. W Siedlicach skończył się dzisiejszy teren. A moja ochota do jazdy jakoś tak kawałek za Policami. Żeby nie wracać po górkach, dołkach i lasach, zdecydowałem się na powrót wzdłuż Odry Zachodniej przez Stołczyn i Gocław.


Okolice Lasku Arkońskiego i jesień na całego!


Okolice Jeziora Głębokiego

Dałem ciała dzisiaj, bo zapomniałem 7daysów, a chciałem zabrać ze trzy. Finalnie dojechałem do domu zmęczony, ale bez zgona. Sporo km na mieście jeszcze dokręciłem. Z technicznych wrażeń, to tylna opona z niewielkim bieżnikiem jednak jest trudna do jazdy w terenie i o wiele lepiej będzie sobie radzić w letniej suszy. Na asfalt i szutry jest nadal bardzo ok, lecz na nieubite drogi gruntowe, śliskie liście, błotko, etc. za słaba przyczepność i trakcja. Mimo wszystko oceniam zmianę bieżnika na delikatniejszy jako korzystną, bo i tak 3/4 trasy przeważnie jest dziurawym asfaltem. Jeśli zima będzie bardziej taka jak rok temu znowu, to zmienię obie opony na agresywniejsze terenowe. A jeśli chodzi o bliższy termin, to następne większe rowerowanie może już być w kierunku Trzebieży i znowu będzie na góralu, bo tak jest bliżej natury, przyjemniej i bezpieczniej.

Sobota, 13 listopada 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz

Zachodnie okolice Szczecina

Rower:Wheeler
35.21 km (10.84km teren) czas jazdy: 02:25 h AVS:14.57km/h praca: 1746 kcal

Miałem wyjść jutro, ale okoliczności były sprzyjające, więc jednak dzisiaj. Zaplanowałem sobie krótką trasę z założeniem pokręcenia po nieznanych okolicznych drogach nieasfaltowych. Szybko jednak trafiłem na nieistniejące w terenie ścieżki lub błoto, więc zacząłem improwizować, żeby się nie zmęczyć za bardzo ani nie ubrudzić.

Nawigowanie telefonem to jednak nie jest pierwsza liga luksusu. Dzisiaj postanowiłem testowo rejestrować ślad w programie, który używam do nawigowania i na dystansie 2 km zeszło prawie 20 procent baterii. Pewnie to wina tego, że ustawiłem częstą rejestrację pozycji. Po takim fo pa, wyłączyłem zapisywanie i kontynuowałem z samym nawigowaniem. Ślad rysował inny program, który się do tego sprawdza i baterii nie zżera tak mocno. Tak czy siak będzie małe przemeblowanie na kierownicy, bo ekran jest ustawiony pod nieergonomicznym kątem. Jestem też bardzo niezadowolony z reakcji ekranu na dotyk w rękawiczkach. Zacznę wozić długopis z gumką, żeby nie musieć ściągać rękawiczek.


Kawałek za Wąwelnicą. Smętna aura.


Widok w kierunku Wołczkowa.


Jadąc na zachód w kierunku jakiegoś toru motocrossowego lub czegoś podobnego.

Przetestowałem dzisiaj ocieplacze na przednią połowę butów. Mają obszycie kewlarowe i pasek na rzep do ściśnięcia stopy. Zdecydowanie dobry zakup i w sam raz na taką temperaturę. Liczę, że za tydzień będzie dobra pogoda i że kondycja pozwoli na przejechanie czegoś powyżej 50 km.
Sobota, 6 listopada 2021Kategoria .Wheeler., zz Foto zz

Nowe oblicze Wheelera

Rower:Wheeler
30.10 km (0.30km teren) czas jazdy: 01:56 h AVS:15.57km/h praca: 1178 kcal

W końcu! Wyszedłem na normalny rower! I to nie byle jaki, bo z nowymi częściami. Ponieważ zmiany spore, a części ładne i czyste (bo nówki sztuki nieśmigane), to postanowiłem, że nie obędzie się wcześniej bez wielkiego mycia reszty roweru (takiego Mycia jak raz na 10 lat) i pamiątkowych zdjęć. Wszystkie fotki (oprócz ostatniej, która jest z dzisiaj) zostały zrobione ponad miesiąc wcześniej.

Jeśli chodzi o jazdę, to dzisiaj było dreptanie po mieście wieczorową porą. Znowu po przerwie baaardzo, ale to bardzo dziwnie się czułem wsiadając na rower. Jakby brakowało bocznych kółek. Ale ostatecznie było ok.



W czasie przerwy od jeżdżenia na spokojnie wymieniłem napęd. 8 speed został zamieniony na 9 speed, co z wąskim stopniowaniem kasety jest mi bardzo na rękę. Tylna przerzutka Alivio została zastąpiona przez Deore. Teraz każdy bieg wchodzi idealnie. Na starym napędzie nie mogłem jeździć na dwóch największych zębatkach kasety (obstawiam, że to wina luzów tylnej przerzutki).



Wjechała kaseta szosowa 11-26 od Srama (łańcuch też jest tej firmy). Dobrałem ten zakres analizując najczęściej używane przełożenia i uzupełniając braki między dwoma najmniejszymi zębatkami starej 8-rzędowej kasety. Wbrew pozorom na przełożeniu 1x1 mam bardziej miękko niż ze starą kaseta 11-30, gdyż z uwagi na kłopoty z działaniem napędu tam musiałem jeździć na 1x3.



Prawa manetka to Alivio (lewej jeszcze nie chciało mi się wymieniać, płynny obrót jest bardzo praktyczny mimo swej toporności gabarytowej samej dźwigni). Pojawiła się też do pary druga klamka hamulcowa Avida.



Wymieniłem też pedały na teoretycznie sporo lżejsze (praktycznie nie aż tak bardzo), linki i pancerze hamulców i przerzutek (tym razem cięcie to była sama przyjemność, bo sprawiłem sobie obcinaczki Park Toola). Doszły nowe opony (stara przednia się zużyła, więc wziąłem od razu komplet licząc na zmniejszenie oporów toczenia tylnego koła) i lekkie dętki.





Koszyki na bidony też są nowe. Spodobało mi się pójście w kierunku czerni. Czarne koła i kokpit też by pasowały.





Kupiłem też nowy licznik Sigmy (kablowy, bo z tymi nie miałem nigdy problemu), a ponieważ bardzo ciasno mi na kierownicy ze wszystkimi akcesoriami do pomiarów, oświetlenia i nawigacji, to zagościł też tzw. uchwyt/przedłużenie kierownicy z Allegro. Tragicznie to wygląda, ale zamierzam w takiej konfiguracji przez jakiś czas jeździć i póki co nie wiem jeszcze czy będę kupować stricte rowerową nawigację. Jeśli możliwości tego zestawu się wyczerpią (słabym punktem jest prądożerność aplikacji), a moje rowerowe chęci i możliwości nie zmaleją, to zapewne pojawi się porządny sprzęt.


Niedziela, 22 sierpnia 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz

Po mieście

Rower:Romet
28.33 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:31 h AVS:18.68km/h praca: 1051 kcal

Dzisiaj jechało mi się lepiej, więc i szybciej. Wyszedłem o szesnastej z hakiem i wróciłem jakoś koło 18, kiedy zaczął kapać deszcz. Przejechałem za dnia oddanym niedawno do użytkowania fragmentem ulicy Władysława Szafera.





Coś się z kolorami porobiło, jak zmniejszałem rozdzielczość.
Sobota, 21 sierpnia 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz

Po mieście

Rower:Romet
30.58 km (0.30km teren) czas jazdy: 01:51 h AVS:16.53km/h

Pełzanie po mieście. Bez specjalnych atrakcji. Zrobiłem za to mały test jak to jest stanąć oko w oko z lampkami Bontragera i oddalalem się na piechotkę od roweru. Kopią mocno. Przednia nawet jeśli nie oświetla zbyt mocno drogi, to i tak oślepia innych. A tylna jest jasna na najmocniejszym "biegu" prawie jak samochodowe światło przeciwmgielne.






Powoli lato się zakończyło. Musiałem dzisiaj wrócić po kurteczkę. W drodze powrotnej trochę i tak zmarzłem. Jutro trochę powojuję z Wheelerem i zmianą napędu na 9s. Już się cieszę na myśl o ściąganiu i zakładaniu gripa.
Czwartek, 19 sierpnia 2021Kategoria .Romet., zz Foto zz

Po mieście

Rower:Romet
25.32 km (0.20km teren) czas jazdy: 01:27 h AVS:17.46km/h

Kilka dni przerwy spowodowane kiepską wietrzną pogodą i wreszcie wyszedłem. Dzisiaj na tyle wcześnie, że było widno, a do tego pamiętałem by porobić nieco zdjęć, więc i opis jest.


W ubiegłym tygodniu wymieniłem w Romecie suport na bardziej współczesny (użyłem zapasu kupionego do Wheelera). Wbijane miski i składana oś z łożyskami poszły do lamusa, ponieważ łapało to to luzy co kilkaset km. Na allegro kupilem za 4 dychy tuleję redukcyjną. Wbiłem ją w otwory po miskach 40 mm uzyskując w ten sposób redukcję średnicy otworu mufy suportowej. W tak zmniejszone światło mufy wkręciłem suport Shimano chyba BB UN 300 o wymiarach 113x68 mm i uwaga, uwaga: okazało się, że jest to znakomita długość! Poprzednia ośka miała 133 mm, teraz jest krócej, a linia łańcucha została poprawiona na prawie idealną! Krótsza ośka to już byłoby prawie haratanie ramionami korby o tylny trójkąt. Korba już się nie będzie bujać, sztywność wyraźnie wzrosła, jedzie mi się szybciej i wygodniej. Oprócz tego dzisiaj po nasmarowaniu łańcucha prawie cisza, a tylne koło wydawało wcześniej jakieś dziwne odgłosy z piasty. Coś tam z zewnątrz jeszcze parę dni temu wepchnąłem i chyba będzie ok. Myślałem intensywnie nad kupieniem koła z piastą trzybiegową Nexus, jednak ona ma szerokość O.L.D. 120 mm, podczas gdy moja piasta Velosteel ma 110 mm. Zobaczę jeszcze jakie są możliwości i kto wie czy takie udogodnienie za 4 i pół stówy się stanie. Może jestem świrem, ale miałem też takie myśli by wtedy przejść na pedały SPD lub jednostronne SPD. To by zdecydowanie ułatwiło krótkie zimowe wieczorne przejażdżki w trakcie powszednich dni tygodnia, kiedy i tak nie ma żadnej frajdy w jeździe, a ubieranie rowerowych ciuchów zajmuje kilkanaście minut.

Na zdjęciu wyżej mufa z ubytkiem materiału (nie wiem czy to teraz ja zrobiłem przy wybijaniu starych misek, montażu misek tulei czy wcześniej tak już było). Widoczna czarna miska tulei redukcyjnej i we wnętrzu "zmniejszonej" mufy widoczna także srebrna nakrętka suportu. Aby wsunąć tuleję redukcyjną do środka mufy musiałem jeszcze pilnikiem spiłować przedłużenie dolnej rury ramy i rury podsiodłowej, bo była kolizja z tuleją.

Kolejna sprawa to nowy hamulec przedni. Poprzedni był trefny. Gdy kupiłem klocki hamulcowe, to nie mogłem przesunąć prawego klocka by tarł o obręcz, trafiał w oponę. To chyba był hamulec dla kól 24 cale. Teraz jest perfekt i mocna sprężyna pięknie odbija ramiona hamulca. Hamulec na allegro kosztował 15 zł. Klocki w Szczecinie do poprzedniego hamulca kosztowały 10 zł.


Trzecia sprawa to lampki. Dokupiłem czerwoną na zderzak i przednią montowaną na tę śrubę co błotnik i hamulec. Obie lampki są bateryjne i obie mają funkcję świecenia ciągłego lub migania. Świecą mocno jak na pozycyjne. Cena mniej, więcej 30 zł za obie razem z bateriami. Do tylnej lampki kupiłem jeszcze stalową obudowę, taki zderzak trochę jak gdyby. Nie zamontowałem go jednak, bo śruba lampki jest na tyle krótka, że nie byłem w stanie z dodatkową podkładką złapać gwintu, ale może jeszcze popróbuję po wyjęciu koła, bo szkoda takiej ładniej lampki za 13 zeta by się obstuknęła gdzieś.


Czwarta sprawa to klamka hamulcowa. Odpiłowałem śrubę i obejmę mocująca, bo nie mogłem tego dokręcić i klekotało, a przyczepiłem ponownie na plastikowe zipy. W "magazynie" mam nową klamkę i chwyty kierownicy, ale jak sobie pomyślałem, że będę się musiał mordować z chwytami, które pewnie już grzybem przyrosły do kierownicy od spodu to zaraz wpadły mi do głowy jakieś alternatywne metody montażu i jestem póki co zadowolony z efektu.


Piąta sprawa to nowy licznik za 4 dychy. W sumie to mam teraz we wszystkich rowerach takie Speedmastery podstawowe. Najstarszy Cat-eye z funkcjami Vśr i Vmax trochę mi się czasem przesuwał i nie nabijał, więc póki co wyleciał z Rometa i pójdzie na rezerwę na tylne koło do trenażera (o ile nie kupię jakiejś porządnej prawdziwej nawigacji z czujnikiem na tylne koło; póki co pożegnałem się definitywnie z poprzednim egzemplarzem, bo poszła na gwarę i nie wróci już).

Szósta sprawa to pomarańczowe odblaski. Tak dla bezpieczeństwa.

Siódma sprawa to porządniejsze zapięcie. Skoro maszyna taka piękna to musi być zapinana teraz czymś lepszym niż nitka za 5 zł. Zdjęcia zapięcia nie umieszczam, co by przezłodzieje nie rozpoczynali zawczasu treningów rozbrojenia go. Z tego samego powodu też nie jestem zbytnim fanem mycia roweru (taka oficjalna teoria, bo tak naprawdę to głównie z lenistwa).

Jakie plany jeszcze? Pierdoły:
-trójkątna torebka pod ramę na dętkę, pompkę i klucze do śrub mocujących koło czy jakieś inne narzędziowe coś, żeby nabyć trochę więcej swobody w wojażach nawet 15 km od domu,
-uchwyt na kierownicę na smartfona,
-torebka na górną rurę mocowana w okolicy mostka.

No i taka ciekawostka podsumowująca. Ten rower jest z lat 90. XX wieku. Prawdopodobnie został kupiony w okolicy lat 1996-1998 za jakieś 300-350 zł. Dzisiaj współczesny odpowiednik kosztuje 1500 PLN lub 1800 PLN w zależności od tego ile biegów ma piasta. To oczywiście zasługa inflacji, mocniejszych bebechów dzisiejszych egzemplarzy, wzrostu cen rowerów spowodowanego niedoborami po stronie podaży:
Romet Orion 3s
Romet Orion 7s

Te nowe rowery są takie ładne i drogie jak na rowery miejskie, że aż stają się przez to niepraktyczne. Bałbym się je gdzieś na mieście zapinać. Mają jeszcze jeden minus. Są stylizowane na vintage, ale nie są prawdziwym vintage, więc nie mają prawdziwej duszy vintage. Dobrze, że dysponuję tym starawym egzemplarzem. Chociaż z lampkami Bontragera i pstrokatymi odblaskowymi opaskami też trochę duszy zaprzepaścił.


Niedziela, 1 sierpnia 2021Kategoria zz Foto zz, .Wheeler., ..>150km, ..>100km

Terenowa wycieczka na południe

Rower:Wheeler
150.26 km (61.35km teren) czas jazdy: 08:18 h AVS:18.10km/h praca: 7018 kcal

Dzisiaj wreszcie coś większego. Poprzedni weekend był jednak słaby, bo się nie zajechałem. Dzisiaj też przyjechałem do domu z podniesioną głową, ale za to bardziej zmęczony. Znowu wybrałem kierunek południowy, ale inny początek trasy.


Tym razem Puszczę Bukową przejechałem tzw. Drogą Górską. Podjazd ulica Chłopską, a potem 1,5 km podjazdu dosyć stromego po szutrze. To o wiele lepsza wersja niż jechać ulicą Smoczą po bruku, chodniku, asfalcie i robić jeszcze większe przewyższenia, żeby finalnie i tak dotrzeć do Kołowa. Dzisiaj było szybciej, możliwe że także krócej i teraz tak będę jeździć na MTB.

Początek podjazdu i koniec terenu zabudowanego, można grzać 90 km/h


Malownicze widoki (przynajmniej w realu) na Drodze Górskiej

Za Kołowem dosyć szybko skręciłem w teren. To jest jakaś zaniedbana, ale prawie przejezdna droga. W pewnym momencie musiałem ominąć leżące w poprzek drzewo. Oprócz tego koleiny prawdopodobnie od sprzętu leśników.



Chyba Jezioro Glinno


Na pewno Jezioro Glinno

Okrążając jezioro zgubiłem na chwilę trasę. Znowu ten czarny nieprzejezdny zaniedbany szlak. Wąski, jak single track i do tego zarośnięty. Kiedy wydostałem się już do cywilizacji, czyli do bruku, to skierowałem się na południe do Żelisławca. Tutaj na jakiś czas wsiadłem na asfalt.

Kawałek za Żelisławcem


Nie wiem gdzie to


Chyba za Sobieradzem


Wiadukt w ciągu S3


Około 1-2 km wzdłuż S3


Widok w kierunku Gorzowa


Dalszy kierunek mojej jazdy


Szutrowy podjazd


Na szlaku nr 3 w kierunku na południe, za Borzymiem


Szlak nr 3, za Małym Borzymiem


Ruiny Zamku Joanitów w Swobnicy. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że w ubiegłym roku kilka razy byłem bardzo blisko tego miejsca.






Przewróciło się? Niech leży!




Widok z drogi gruntowej za Swobnicą


Jadąc na zachód


Nadal kierunek zachód


Widok na Odrę w Widuchowej


Krowy muu


Ostatnie zdjęcie z dzisiaj. Gdzieś między Widuchową, a Marwicami na szlaku MTB

Około 70-80 km poczułem, że z przodu robi mi się miękko. Okazało się, że złapałem flaka, ale powietrze schodzi powoli. Przednia opona już właściwie dokonała swego żywota, następczyni czeka. Na szczęście wystarczyło dopompować. To mi dało dodatkowe 10 km jazdy. Krótkie dopompowanie, bo komary mocno atakowały. Z kolei w Gryfinie miałem trochę sprzyjających okoliczności. Złapał mnie deszcz, który po chwili ewoluował w oberwanie chmury, ale schowałem się pod budynkowiaduktem. Dobre 20 minut czekałem. Z Gryfina na mokro powrót trochę. Gdzie się dało to jechałem po chodniku, żeby się nie zachlapać. Jeszcze jedno pompowanie zrobiłem na wyjeździe z Gryfina i to już wystarczyło do końca. Z niefajnych rzeczy, to przeskoczył mi parę razy łańcuch, gdy stanąłem na pedały, więc za tydzień będę już na nowym napędzie lub na szosie, gdybym nie zdążył się z tym uporać.

Dzisiejsza trasa była bardzo interesująca. Sporo km w terenie z czego też sporo przez lasy. Różnorodna nawierzchnia, piachu relatywnie mało. Żadnego niebezpiecznego psa w jakiejkolwiek wsi i żadnego kierowcy wariata. 

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl