Wpisy archiwalne w kategorii
zz Foto zz
| Dystans całkowity: | 35713.45 km (w terenie 4631.09 km; 12.97%) |
| Czas w ruchu: | 1754:59 |
| Średnia prędkość: | 20.35 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 198 (105 %) |
| Maks. tętno średnie: | 141 (75 %) |
| Suma kalorii: | 159449 kcal |
| Liczba aktywności: | 522 |
| Średnio na aktywność: | 68.42 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 26 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Night bike: Szlaczek Orła Bielika
Rower:Wheeler53.70 km (7.60km teren) czas jazdy: 02:50 h AVS:18.95km/h
Dzisiaj kolejny raz zgapiłem trasę ze Stravy. Jednak wyjechałem jakieś pół godziny przed zmrokiem i po pierwszym etapie leśno-terenowym postanowiłem, że jednak o tej porze to asfalt jest moim przyjacielem.

Początek był całkiem ok. Zdjęcie niżej na wyjeździe z miasta, gdzieś przed skrętem w lewo na Ostoję w okolicy napisu Przylep na mapie wyżej.

"Odkryłem", że powstaje ścieżka między Przecławiem i Karwowem, ale ponieważ nie było to zgodne z moimi planami, to zawróciłem i kontynuowałem po uprzednio zgapionym śladzie.

W Siadle Dolnym. Coś nowego, gdy ostatnio tutaj byłem lata temu now infrastruktura jeszcze nie istniała.
Jeszcze kilometr i wjechałem w nocny czarnolas. 1200 lm poszło w ruch. Zaczynam się powoli przyzwyczajać i coraz mniejsze wrażenie robi na mnie noc w lesie. Tak sobie pomyślałem by po chwili zmienić zdanie, gdy zaczął się hardkorowy podjazd, który pamiętałem, że istnieje, ale nie z takim stromym pochyleniem niwelety i gdy usłyszałem odgłosy potwora stąpającego w krzakach. Musiałem go widocznie przestraszyć swoim warknięciem, bo ostatecznie oddalił się w popłochu, a ja mogłem się wspinać z prędkością lamusa. Zresztą jak na lamusa przystało, to i tak podprowadziłem.
Dawniej, dawniej tę trasę jechałem w dzień i mogłem się delektować widokami. Teraz tylko świeżym powietrzem. Gdy dojechałem do Moczył i wyjechalem na asfalt w kierunku Kamieńca, nie zjeżdżałem już do lasu zgodnie ze szlakiem. Ten podjazd mnie bardzo zmęczył. Wróciłem zwyczajnie asfaltem. Za jakiś czas przejadę tę trasę jeszcze raz, ale w świetle dziennym.

Początek był całkiem ok. Zdjęcie niżej na wyjeździe z miasta, gdzieś przed skrętem w lewo na Ostoję w okolicy napisu Przylep na mapie wyżej.

"Odkryłem", że powstaje ścieżka między Przecławiem i Karwowem, ale ponieważ nie było to zgodne z moimi planami, to zawróciłem i kontynuowałem po uprzednio zgapionym śladzie.

W Siadle Dolnym. Coś nowego, gdy ostatnio tutaj byłem lata temu now infrastruktura jeszcze nie istniała.
Jeszcze kilometr i wjechałem w nocny czarnolas. 1200 lm poszło w ruch. Zaczynam się powoli przyzwyczajać i coraz mniejsze wrażenie robi na mnie noc w lesie. Tak sobie pomyślałem by po chwili zmienić zdanie, gdy zaczął się hardkorowy podjazd, który pamiętałem, że istnieje, ale nie z takim stromym pochyleniem niwelety i gdy usłyszałem odgłosy potwora stąpającego w krzakach. Musiałem go widocznie przestraszyć swoim warknięciem, bo ostatecznie oddalił się w popłochu, a ja mogłem się wspinać z prędkością lamusa. Zresztą jak na lamusa przystało, to i tak podprowadziłem.
Dawniej, dawniej tę trasę jechałem w dzień i mogłem się delektować widokami. Teraz tylko świeżym powietrzem. Gdy dojechałem do Moczył i wyjechalem na asfalt w kierunku Kamieńca, nie zjeżdżałem już do lasu zgodnie ze szlakiem. Ten podjazd mnie bardzo zmęczył. Wróciłem zwyczajnie asfaltem. Za jakiś czas przejadę tę trasę jeszcze raz, ale w świetle dziennym.
Niedziela, 23 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Trzebież w wersji MTB
Rower:Wheeler86.02 km (43.00km teren) czas jazdy: 04:51 h AVS:17.74km/h
Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie pojechać terenem do Trzebieży. Ułożyłem sobie swoją trasę, ale znalazłem na dzisiaj lepszą od znajomego ze Stravy. Jadąc mniej, więcej trzymałem się pierwowzoru.

Dzisiejsza jazda mnie mocno zmęczyła. Nie pamiętam kiedy tyle terenu ostatnio przejechałem. Sporo było szutrów, niewiele piachu, trochę podjazdów w drodze powrotnej. Dzisiaj wyruszyłem lekko po 17:30, a wróciłem o 23:00. Teraz trochę czuję kolana, ale w czasie jazdy nie nawalały, a nie jechałem jakoś asekuracyjnie wcale.
Ponieważ, gdy startowałem było relatywnie ciepło, a to było pierwsze wyjście w bardziej letnich ciuchach, to dla pewności zabrałem na zapas drugą kurteczkę. W ogóle zabrałem ze sobą plecak z wodą, w/w kurtką, czapeczką, rękawkami i snikersami. Skorzystałem tylko z tych ostatnich. Dla treningu ramion i pleców to było dobre, ale nieprzyjemne. Na kolejny tydzień zamontuję drugi uchwyt do zielonej torby podsiodłowej.
Starałem się od samego początku jechać lasem, żeby unikać nawet na wyjeździe z miasta i zaraz za nim ludzi.

Za Jeziorem Głębokiem w kierunku wsi Żółtew

Wybieg dla koni w Żółtewi

Okolice Tanowa

Pierwsza przerwa na snikersa; pozbyłem się części błota z ramy; czynność owa będzie jeszcze powtórzona. Bez chlapaczy wygląd roweru całkowicie się zmienił.

Po wjechaniu w teren za Gunicami; dojazd pożarowy nr 35

Kawałek dalej

Przerwa na snikersa i odchudzanie

Najlepsza tylna lampka, jaką kiedykolwiek miałem

Dojazd pożarowy nr 35 około 300 metrów przez skrzyżowaniem z DW 115

Zmiana nawierzchni, ale to ten sam dojazd pożarowy; coraz bliżej Nowej Jasienicy

Tuż za Nowa Jasienicą w kierunku na Drogoradz

Za Drogoradzem w kierunku na Małą Trzebież

Plaża w Trzebieży

Wieża obserwacyjna i zagroda odchudzająca dla grubasów;)

Marina; pierwszy raz tędy przejeżdżałem. Zdjęcie jest zrobione znad płotu wzdłuż, którego zlokalizowana jest droga dla rowerów

Odkrycie: nowa droga dla rowerów. Nigdy w tym miejscu nie byłem, ale przyjemnie się zaskoczyłem.

W Uniemyślu skręciłem w kierunku Roztoki Odrzańskiej i wkrótce zaczął się wał przeciwpowodziowy

Prawdopodobnie widok na Stepnicę lub jeden z najbardziej nietrafnych podpisów zdjęcia:D

Dalszy fragment wału w gorszym stanie utrzymania; później było jeszcze gorzej, wysoka trawa, chrzan, kapusta (nie ściemniam, dla mnie wyglądało to jak liście kapusty) i jeszcze jakieś kwiatochwasty o wysokości powyżej kierownicy. Upierdliwie się jechało, nieprędko tutaj wrócę.

Widok na GA ZCh Police
Do samych Polic nie dojechałem, musnąłem je tylko przejeżdżając obok dawnej fabryki benzyny syntetycznej, a później w miarę szybko wskoczyłem w las. Na asfalt wróciłem na krótko przed Siedlicami, by już po chwili wjechać w las. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś jechał sporą liczbą ścieżek, którymi był powrót. Z miejsc, które coś mogą komuś mówić, to przejechałem koło Wieleckiej Góry i dalej szlakiem Pod Urwiskiem do Polany Harcerskiej, gdzie trwało ognisko. Na asfalt wyjechałem koło Jeziora Goplany. I to było takie zakończenie z terenem.
Dzisiaj jechałem z Fenixem, który robił dobrą robotę i w lesie na zjazdach był nastawiony na 1200 lm. Na podjazdach na 500 lm, bo było jeszcze ogólnie na niebie widać resztki gasnącego błękitu. To była bardzo przyjemna krajobrazowo wycieczka. Oczywiście minusem było to, że przygoda o tyle mniejsza, że to na swoich śmieciach i nie ma tego wrażenia prawdziwej głębokiej nowości, bo i tak wiadomo, że za kilka km będę przecinać asfaltową drogę, po której jechałem już dziesiątki razy. Na pewno za to 100 procent efektywności dla dotlenienia się.

Dzisiejsza jazda mnie mocno zmęczyła. Nie pamiętam kiedy tyle terenu ostatnio przejechałem. Sporo było szutrów, niewiele piachu, trochę podjazdów w drodze powrotnej. Dzisiaj wyruszyłem lekko po 17:30, a wróciłem o 23:00. Teraz trochę czuję kolana, ale w czasie jazdy nie nawalały, a nie jechałem jakoś asekuracyjnie wcale.
Ponieważ, gdy startowałem było relatywnie ciepło, a to było pierwsze wyjście w bardziej letnich ciuchach, to dla pewności zabrałem na zapas drugą kurteczkę. W ogóle zabrałem ze sobą plecak z wodą, w/w kurtką, czapeczką, rękawkami i snikersami. Skorzystałem tylko z tych ostatnich. Dla treningu ramion i pleców to było dobre, ale nieprzyjemne. Na kolejny tydzień zamontuję drugi uchwyt do zielonej torby podsiodłowej.
Starałem się od samego początku jechać lasem, żeby unikać nawet na wyjeździe z miasta i zaraz za nim ludzi.

Za Jeziorem Głębokiem w kierunku wsi Żółtew

Wybieg dla koni w Żółtewi

Okolice Tanowa

Pierwsza przerwa na snikersa; pozbyłem się części błota z ramy; czynność owa będzie jeszcze powtórzona. Bez chlapaczy wygląd roweru całkowicie się zmienił.

Po wjechaniu w teren za Gunicami; dojazd pożarowy nr 35

Kawałek dalej

Przerwa na snikersa i odchudzanie

Najlepsza tylna lampka, jaką kiedykolwiek miałem

Dojazd pożarowy nr 35 około 300 metrów przez skrzyżowaniem z DW 115

Zmiana nawierzchni, ale to ten sam dojazd pożarowy; coraz bliżej Nowej Jasienicy

Tuż za Nowa Jasienicą w kierunku na Drogoradz

Za Drogoradzem w kierunku na Małą Trzebież

Plaża w Trzebieży

Wieża obserwacyjna i zagroda odchudzająca dla grubasów;)

Marina; pierwszy raz tędy przejeżdżałem. Zdjęcie jest zrobione znad płotu wzdłuż, którego zlokalizowana jest droga dla rowerów

Odkrycie: nowa droga dla rowerów. Nigdy w tym miejscu nie byłem, ale przyjemnie się zaskoczyłem.

W Uniemyślu skręciłem w kierunku Roztoki Odrzańskiej i wkrótce zaczął się wał przeciwpowodziowy

Prawdopodobnie widok na Stepnicę lub jeden z najbardziej nietrafnych podpisów zdjęcia:D

Dalszy fragment wału w gorszym stanie utrzymania; później było jeszcze gorzej, wysoka trawa, chrzan, kapusta (nie ściemniam, dla mnie wyglądało to jak liście kapusty) i jeszcze jakieś kwiatochwasty o wysokości powyżej kierownicy. Upierdliwie się jechało, nieprędko tutaj wrócę.

Widok na GA ZCh Police
Do samych Polic nie dojechałem, musnąłem je tylko przejeżdżając obok dawnej fabryki benzyny syntetycznej, a później w miarę szybko wskoczyłem w las. Na asfalt wróciłem na krótko przed Siedlicami, by już po chwili wjechać w las. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś jechał sporą liczbą ścieżek, którymi był powrót. Z miejsc, które coś mogą komuś mówić, to przejechałem koło Wieleckiej Góry i dalej szlakiem Pod Urwiskiem do Polany Harcerskiej, gdzie trwało ognisko. Na asfalt wyjechałem koło Jeziora Goplany. I to było takie zakończenie z terenem.
Dzisiaj jechałem z Fenixem, który robił dobrą robotę i w lesie na zjazdach był nastawiony na 1200 lm. Na podjazdach na 500 lm, bo było jeszcze ogólnie na niebie widać resztki gasnącego błękitu. To była bardzo przyjemna krajobrazowo wycieczka. Oczywiście minusem było to, że przygoda o tyle mniejsza, że to na swoich śmieciach i nie ma tego wrażenia prawdziwej głębokiej nowości, bo i tak wiadomo, że za kilka km będę przecinać asfaltową drogę, po której jechałem już dziesiątki razy. Na pewno za to 100 procent efektywności dla dotlenienia się.
Wtorek, 18 maja 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Night bike po mieście
Rower:Bridgestone40.52 km (0.00km teren) czas jazdy: 01:58 h AVS:20.60km/h
Kolejne nocne wyjście. Start mniej więcej o 23:15, a powrót około 1:25. Puste miasto, temperatura w sam raz. Bardzo dobrze mi się jeździło. Pierwszy raz w tym roku bez komina na szyi. Coś tam w prawym kolanie czułem, ale chyba nieco mniej niż poprzednio. To zapewne efekt poluzowania na maxa wszystkich sprężyn w pedałach oraz rzepów w bucie.

Widok na Wały Chrobrego
Wczoraj i dzisiaj wziąłem na tapet zasyfione linki i pancerze. Obróciłem rower do góry kołami i nalałem do pancerzy smar do łańcucha. Manualnie coś tam na siłę poszarpałem. Odkręciłem hamulce i obstukałem od błota. Finalnie jest tak, że działają, chociaż nie odbijają tak do końca jak powinny, bo linka wewnątrz pancerza ma większy opór niż siła pchająca sprężyn hamulca. Nie wiem czy klamka też powinna sprężynować. Wydaje mi się, że lewa klamka sprężynuje, ale prawa na pewno nie będzie, bo kiedyś w czasie kraksy ją rozwaliłem i jest poskładana wg mojej inwencji własnej. Musi być tak jak jest, bo prędzej się pochlastam niż zdecyduję się na wymianę pancerzy, gdyż zdejmowanie i zakładanie owijki = pochlastać się x10, więc w sumie bym się musiał pochlastać 11 razy. Metodą na leniuszka doszedłem za to do wniosku, że mogę wymienić ostatnie 30 cm pancerza tylnego hamulca oraz linkę. Niech będzie taki kompromis, co najwyżej, ale to jeszcze nie teraz. Nie wpadło mi WD-40 pod rękę, a tutaj jeszcze jakieś pole manewru na przyszłość jest. Obecnie sytuacja jest taka, że żaden klocek nie trze o obręcz i to mi wystarcza. Prawdopodobnie będę musiał się trochę pobabrać z tym i to prawdopodobnie na tip top, przy okazji wsadzenia nowych kół, które mają szersze obręcze, a do których zaplanowałem też instalację nowych klocków hamulcowych. To pewnie za 2-3 tys. km, bo na tyle szacuję, że jeszcze obecny napęd starczy. Czyli być może cała procedura odbędzie się nawet w przyszłym roku.

Widok na Wały Chrobrego
Wczoraj i dzisiaj wziąłem na tapet zasyfione linki i pancerze. Obróciłem rower do góry kołami i nalałem do pancerzy smar do łańcucha. Manualnie coś tam na siłę poszarpałem. Odkręciłem hamulce i obstukałem od błota. Finalnie jest tak, że działają, chociaż nie odbijają tak do końca jak powinny, bo linka wewnątrz pancerza ma większy opór niż siła pchająca sprężyn hamulca. Nie wiem czy klamka też powinna sprężynować. Wydaje mi się, że lewa klamka sprężynuje, ale prawa na pewno nie będzie, bo kiedyś w czasie kraksy ją rozwaliłem i jest poskładana wg mojej inwencji własnej. Musi być tak jak jest, bo prędzej się pochlastam niż zdecyduję się na wymianę pancerzy, gdyż zdejmowanie i zakładanie owijki = pochlastać się x10, więc w sumie bym się musiał pochlastać 11 razy. Metodą na leniuszka doszedłem za to do wniosku, że mogę wymienić ostatnie 30 cm pancerza tylnego hamulca oraz linkę. Niech będzie taki kompromis, co najwyżej, ale to jeszcze nie teraz. Nie wpadło mi WD-40 pod rękę, a tutaj jeszcze jakieś pole manewru na przyszłość jest. Obecnie sytuacja jest taka, że żaden klocek nie trze o obręcz i to mi wystarcza. Prawdopodobnie będę musiał się trochę pobabrać z tym i to prawdopodobnie na tip top, przy okazji wsadzenia nowych kół, które mają szersze obręcze, a do których zaplanowałem też instalację nowych klocków hamulcowych. To pewnie za 2-3 tys. km, bo na tyle szacuję, że jeszcze obecny napęd starczy. Czyli być może cała procedura odbędzie się nawet w przyszłym roku.
Niedziela, 16 maja 2021Kategoria .Bridgestone., Night Bike, zz Foto zz
Night bike po mieście
Rower:Bridgestone20.75 km (0.20km teren) czas jazdy: 01:18 h AVS:15.96km/h
Dzisiaj tegoroczna inauguracja Bridgestona. Wheeler stoi na razie i czeka na male robótki. Myślałem, że go zrobię, ale przedobrzyłem, dlatego dzisiaj szosa. Pogoda dzisiaj słaba. W czasie słonecznej aury nie wyszedłem, bo uznałem, że skoro idę na szosę to przetestuję jak przedni Bontrager się będzie spisywał pod Roxem na nowym uchwycie. Ostatecznie ruszyłem dopiero o 23:30 spod domu i to jeszcze z wątpliwościami. Okazuje się, że zapiekły mi się linki wraz z błotem i klamki nie odbijają, a szczęki tak nieśmiało tylko się cofają. Będzie zabawa z tym, mam nadzieje, że wystarczy smar do pancerzy + ewentualnie WD40. Jeśli nie, to mnie to trochę martwi, bo polubiłem się z tymi pancerzami i linkami. Są ze mną już 14 lat. :)
Pojechałem sobie do Jeziora Głębokiego. Ponieważ zaczął kropić deszcz to zawróciłem, a jak przyszła większa chmura przeczekałem na przystanku. Jakieś 10 minut później drugi raz zrobiłem sobie przerwę. Tym razem w lesie pod drzewami. Spędziłem tam chyba pół godziny, bo gdy zaczęło padać, to nie przestawało. Potem gdy wyjechałem zniecierpliwiony, to okazało się, że to już nie deszcz tylko chyba krople z wyższych gałęzi spadają na niższe, ale odgłosy były takie jakby to padał prawdziwy deszcz.
Wróciłem do domu, trochę z niedosytem. Bontrager pod licznikiem siedzi dobrze, można regulować kąt nachylenia. Jedna wada jest taka, że nie widać czujnika stanu naładowania akumulatora. Muszę wychylać głowę na boki. Dodatkowo krótkie kabelki nie sięgną do ładowania z powerbanka, więc muszę pamiętać zabrać z domu kabel microUSB.

Pod Netto Areną

W czasie deszczu nr 1 pod wiatą przystankową na al. Wojska Polskiego w okolicy nowego ronda, którego nazwy nie znam, a sprawdzać w tej chwili nie będę
Z minusów takich prawdziwych, to w czasie jazdy czułem nieprzyjemne uczucie w prawym kolanie. I to jest oznaka, że siodełko jest zbyt wysoko. Wsadziłem nowe wkładki do butów Shimano. Te wkładki to jakaś tania wersja shimanowska, ale za to dosyć gruba. Podniosły mi się stopy w butach pewnie o jakieś 2 mm. Zawsze coś. Zaczynam jednak przeglądać internet w poszukiwaniu skutecznych sposobów ruszenia sztycy, bo nie może być tak, że będę regulował odległość od dupy do pedałów za pomocą butów z grubszą lub cieńszą podeszwą!
Pojechałem sobie do Jeziora Głębokiego. Ponieważ zaczął kropić deszcz to zawróciłem, a jak przyszła większa chmura przeczekałem na przystanku. Jakieś 10 minut później drugi raz zrobiłem sobie przerwę. Tym razem w lesie pod drzewami. Spędziłem tam chyba pół godziny, bo gdy zaczęło padać, to nie przestawało. Potem gdy wyjechałem zniecierpliwiony, to okazało się, że to już nie deszcz tylko chyba krople z wyższych gałęzi spadają na niższe, ale odgłosy były takie jakby to padał prawdziwy deszcz.
Wróciłem do domu, trochę z niedosytem. Bontrager pod licznikiem siedzi dobrze, można regulować kąt nachylenia. Jedna wada jest taka, że nie widać czujnika stanu naładowania akumulatora. Muszę wychylać głowę na boki. Dodatkowo krótkie kabelki nie sięgną do ładowania z powerbanka, więc muszę pamiętać zabrać z domu kabel microUSB.

Pod Netto Areną

W czasie deszczu nr 1 pod wiatą przystankową na al. Wojska Polskiego w okolicy nowego ronda, którego nazwy nie znam, a sprawdzać w tej chwili nie będę
Z minusów takich prawdziwych, to w czasie jazdy czułem nieprzyjemne uczucie w prawym kolanie. I to jest oznaka, że siodełko jest zbyt wysoko. Wsadziłem nowe wkładki do butów Shimano. Te wkładki to jakaś tania wersja shimanowska, ale za to dosyć gruba. Podniosły mi się stopy w butach pewnie o jakieś 2 mm. Zawsze coś. Zaczynam jednak przeglądać internet w poszukiwaniu skutecznych sposobów ruszenia sztycy, bo nie może być tak, że będę regulował odległość od dupy do pedałów za pomocą butów z grubszą lub cieńszą podeszwą!
Poniedziałek, 3 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Zachodnie obrzeża Puszczy Bukowej
Rower:Wheeler56.11 km (14.00km teren) czas jazdy: 03:21 h AVS:16.75km/h
Kiedy planowałem weekendowe kręcenie, to analizując prognozę pogody nie
liczyłem dzisiaj na normalny rower. Miałem nadzieję na coś krótkiego po
mieście Rometem i tyle. Tymczasem mokry deszcz dał mi szansę, którą
postanowiłem wykorzystać. Udało mi się także wyjść dzisiaj nieco
wcześniej, bo chyba już o 18:20, więc i zgorszenie Czytelniczki będzie
nieco mniejsze. ;)

Wymyśliłem, że przejadę się tak, jak w marcu do węzła Klucz, omijając górki, ale zahaczając o płaskolasy, łapiąc jak najwięcej terenu, leśnego powietrza i nowych ścieżek. Udało się.
Zanim jednak zaczęło się leśne eldorado, to pojawiło się kilka atrakcji. Najpierw koło Elektrowni Pomorzany, gdy jechałem skrótem to pan z psami wyglądającymi jak wilki (ale grzeczne były). Następnie kwadrans przerwy w Podjuchach pod wiatą przystankową by przeczekać deszcz (miałem szczęście, bo idealnie wjechałem pod puściutką wiatę gdy tylko zaczęło kropić). Trzecia atrakcja to spontaniczna zmiana trasy i wygibasy naokoło trochę w terenie. To ostatnie było totalnie niepotrzebne i następnym razem lepiej przygotuję trasę. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że uciekałem przed samochodami na chodnik i właśnie w lewo ciach, bo tam na głównej ulicy to kałuże, kałuże, kałuże!

Jadę pod góreczkę ulicą Kołowską

Niespodzianka, bo pultając się po nieznanych leśnych ścieżkach niespodziewanie wjeżdzam na jakiś punkt widokowy. To prawdopodobnie okolice szczytu Dębiec (70 m n.p.m.), na którym jednak nie byłem.

Kiedy rower jest tak wspaniały, to komentarz jest zbyteczny :D
Kiedy wydostałem się z leśnych labiryntów przywitał mnie asfalt, a po chwili piękne widoki na leśne wzgórza:

Na węźle Klucz

Zaraz koniec nawierzchni bitumicznej i początek długiego odcinka terenu

Najgorszy odcinek. Znowu się zakopałem w piachu. Jeszcze niecały kilometr i zaczną się piękne ubite ścieżki leśne oraz szutry.




Przez takie leśne klimaty dojechałem do Starych Brynek. Tutaj zmodyfikowałem nieco trasę w stosunku do planów i dodałem sobie dwa cele: Czepino i Żabnicę.

Kawałek za Starymi Brynkami - kierunek na Czepino

Zgapiam ujęcie, bo u innych widziałem na relacjach i mi się spodobało

Ostatnie ujęcie z dzisiaj. Widok na Odrę Wschodnią w Żabnicy.
Stąd już bez fajerwerków powrót asfaltem. Mniej więcej pół godziny później zrobiło się prawie całkiem ciemno. Dzisiaj jechałem znowu tylko na Bontragerach i jednak po tym asfaltowym powrocie wydaje mi się, że przedni Bontrager na 200 lm świeci gorzej niż Fenix na 200 lm. Fenix z akumulatorami jest ciężkim klocem, jego brak to plus dla wygody. Jak się rozkręcę i będę w stanie wychodzić na całodzienne wycieczki z pełnymi tobołkami i wracać w nocy, to zrobię im lepsze porównanie.
Ah, byłbym zapomniał: kolanka się naprawiły! Nic mnie nie bolały ani przed, ani w trakcie, ani po. :)

Wymyśliłem, że przejadę się tak, jak w marcu do węzła Klucz, omijając górki, ale zahaczając o płaskolasy, łapiąc jak najwięcej terenu, leśnego powietrza i nowych ścieżek. Udało się.
Zanim jednak zaczęło się leśne eldorado, to pojawiło się kilka atrakcji. Najpierw koło Elektrowni Pomorzany, gdy jechałem skrótem to pan z psami wyglądającymi jak wilki (ale grzeczne były). Następnie kwadrans przerwy w Podjuchach pod wiatą przystankową by przeczekać deszcz (miałem szczęście, bo idealnie wjechałem pod puściutką wiatę gdy tylko zaczęło kropić). Trzecia atrakcja to spontaniczna zmiana trasy i wygibasy naokoło trochę w terenie. To ostatnie było totalnie niepotrzebne i następnym razem lepiej przygotuję trasę. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że uciekałem przed samochodami na chodnik i właśnie w lewo ciach, bo tam na głównej ulicy to kałuże, kałuże, kałuże!

Jadę pod góreczkę ulicą Kołowską

Niespodzianka, bo pultając się po nieznanych leśnych ścieżkach niespodziewanie wjeżdzam na jakiś punkt widokowy. To prawdopodobnie okolice szczytu Dębiec (70 m n.p.m.), na którym jednak nie byłem.

Kiedy rower jest tak wspaniały, to komentarz jest zbyteczny :D
Kiedy wydostałem się z leśnych labiryntów przywitał mnie asfalt, a po chwili piękne widoki na leśne wzgórza:

Na węźle Klucz

Zaraz koniec nawierzchni bitumicznej i początek długiego odcinka terenu

Najgorszy odcinek. Znowu się zakopałem w piachu. Jeszcze niecały kilometr i zaczną się piękne ubite ścieżki leśne oraz szutry.




Przez takie leśne klimaty dojechałem do Starych Brynek. Tutaj zmodyfikowałem nieco trasę w stosunku do planów i dodałem sobie dwa cele: Czepino i Żabnicę.

Kawałek za Starymi Brynkami - kierunek na Czepino

Zgapiam ujęcie, bo u innych widziałem na relacjach i mi się spodobało

Ostatnie ujęcie z dzisiaj. Widok na Odrę Wschodnią w Żabnicy.
Stąd już bez fajerwerków powrót asfaltem. Mniej więcej pół godziny później zrobiło się prawie całkiem ciemno. Dzisiaj jechałem znowu tylko na Bontragerach i jednak po tym asfaltowym powrocie wydaje mi się, że przedni Bontrager na 200 lm świeci gorzej niż Fenix na 200 lm. Fenix z akumulatorami jest ciężkim klocem, jego brak to plus dla wygody. Jak się rozkręcę i będę w stanie wychodzić na całodzienne wycieczki z pełnymi tobołkami i wracać w nocy, to zrobię im lepsze porównanie.
Ah, byłbym zapomniał: kolanka się naprawiły! Nic mnie nie bolały ani przed, ani w trakcie, ani po. :)
Sobota, 1 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Puszcza Wkrzańska
Rower:Wheeler61.86 km (14.90km teren) czas jazdy: 03:35 h AVS:17.26km/h
W końcu nastał ten dzień, kiedy wyszedłem na normalny rower, a nie jakąś fioletową atrapę czy chomikowe kręciołki. Chciałem zrobić trasę na 3-3,5 godziny. Bridgestone stoi nadal wpięty do trenażera, więc wybór Wheelera był niejako automatyczny. Ponieważ dawno nie wychodziłem, to przygotowanie zabrało mi więcej czasu niż zwykle i ostatecznie pedałowanie rozpocząłem dopiero przed godziną 19. To pozwoliło mi na prawie 2 godziny jazdy w świetle i nadało smaczku nocnemu powrotowi przez las.

Kawałek za amfiteatrem. Roboty wiaduktowe się zakończyły i droga została otworzona dla pieszych i rowerzystów.

Dzisiejsza trasa miała być podobna do czegoś, co jechałem w zimie w śniegu. Chciałem sprawdzić jak wygląda tzw. grawelowa droga. Na mapie to jest ten długi prosty odcinek do Turznicy. Natchnęło mnie jednak na szybszy wjazd do lasu. Spotkałem tam kilka jeleni, ale nie udało mi się zrobić zdjęcia.

Płaskolas; lokalizacja niedaleko od miejsca zjazdu z DW 115.

Rozmazany cel dzisiejszego wyjścia - droga przez las łącząca DW 115 z Turznicą.
Gdy dojechałem do Polic, słońce się całkiem wyłączyło. Odpaliłem nawigację i wybrałem jakiś punkt, który wydawał mi się dobrym miejscem by do niego dojechać i potem kontynuować samemu wg uznania już z okolicy około 2-3 km od Jeziora Głębokiego. Pan GPS zapraszał mnie kilka razy do wjechania do lasu, jednak podziękowałem mu i spory kawałek zrobiłem po asfalcie. Właściwie większą część przewyższenia pozwoliłem sobie przejechać asfaltem, żeby nie przesuwać się w ciemności jak ślimak w terenie i nie musieć podłączać power banka. Dzisiaj zabrałem z przodu tylko małego Bontragera i przewidywałem, że nie dotrwa bez podładowania.
Gdy wjechałem w końcu do lasu, to zrobiło się nieco znajomo. Wszystko odbyło się w miarę bez większych przygód, oprócz może 300 m z buta z uwagi na luźny piach. Nie napadły na mnie żadne psy, koty, wilki, ani wampiry. A potem zrobiło się z górki, więc już byłem nieuchwytny. Na Polanie Harcerskiej widziałem 3 ogniska, koło kąpieliska Arkonka podobnie biesiadowali ludzie.
Nieco się dzisiaj zmęczyłem. Zdecydowanie mocniej niż przypuszczałem, że mnie taki wyjazd sponiewiera. Przerwa zrobiła swoje, ale jest taki plus, że w czasie jazdy nie zabolały mnie kolana, a taki właśnie był główny cel odpuszczenia sobie na jakiś czas roweru.

Kawałek za amfiteatrem. Roboty wiaduktowe się zakończyły i droga została otworzona dla pieszych i rowerzystów.

Dzisiejsza trasa miała być podobna do czegoś, co jechałem w zimie w śniegu. Chciałem sprawdzić jak wygląda tzw. grawelowa droga. Na mapie to jest ten długi prosty odcinek do Turznicy. Natchnęło mnie jednak na szybszy wjazd do lasu. Spotkałem tam kilka jeleni, ale nie udało mi się zrobić zdjęcia.

Płaskolas; lokalizacja niedaleko od miejsca zjazdu z DW 115.

Rozmazany cel dzisiejszego wyjścia - droga przez las łącząca DW 115 z Turznicą.
Gdy dojechałem do Polic, słońce się całkiem wyłączyło. Odpaliłem nawigację i wybrałem jakiś punkt, który wydawał mi się dobrym miejscem by do niego dojechać i potem kontynuować samemu wg uznania już z okolicy około 2-3 km od Jeziora Głębokiego. Pan GPS zapraszał mnie kilka razy do wjechania do lasu, jednak podziękowałem mu i spory kawałek zrobiłem po asfalcie. Właściwie większą część przewyższenia pozwoliłem sobie przejechać asfaltem, żeby nie przesuwać się w ciemności jak ślimak w terenie i nie musieć podłączać power banka. Dzisiaj zabrałem z przodu tylko małego Bontragera i przewidywałem, że nie dotrwa bez podładowania.
Gdy wjechałem w końcu do lasu, to zrobiło się nieco znajomo. Wszystko odbyło się w miarę bez większych przygód, oprócz może 300 m z buta z uwagi na luźny piach. Nie napadły na mnie żadne psy, koty, wilki, ani wampiry. A potem zrobiło się z górki, więc już byłem nieuchwytny. Na Polanie Harcerskiej widziałem 3 ogniska, koło kąpieliska Arkonka podobnie biesiadowali ludzie.
Nieco się dzisiaj zmęczyłem. Zdecydowanie mocniej niż przypuszczałem, że mnie taki wyjazd sponiewiera. Przerwa zrobiła swoje, ale jest taki plus, że w czasie jazdy nie zabolały mnie kolana, a taki właśnie był główny cel odpuszczenia sobie na jakiś czas roweru.
Wtorek, 20 kwietnia 2021Kategoria zz Foto zz, .Romet.
Po mieście
Rower:Romet13.72 km (0.20km teren) czas jazdy: 00:56 h AVS:14.70km/h
Najpierw do optyka, a potem przejażdżka po mieście. Niestety mój optyk niedawno zmarł, a wraz z nim odeszły jego wiedza, umiejętności i doświadczenie, więc nieco przedłuży mi się proces wyboru szkieł/okularów. Ze względu na to, że obecne oprawki znakomicie się dogadują z zimowymi czapeczkami rowerowymi, to chciałem te oprawki ponownie użyć do nowych szkieł, ale system mocowania szkieł jest jakiś taki nietypowy, że optycy, u których do tej pory byłem studzili moje zapały.
Zrobiło się ciepło, czuć wiosnę w powietrzu. Wczoraj zamówiłem sobie dodatkowe mocowania do mini lampek Bontragera, żeby nie przekładać uchwytów między rowerami. I tak jutro przyjadą: sztywne mocowanie na sztycę, gumka na kierę, mocowanie pod wysięgnik Roxa do roweru szosowego (coś podobnego jak na foto).

To nie jest moje zdjęcie; powyższe zdjęcie znajduje się pod adresem:
https://media.dcrainmaker.com/wp-content/cache/comment-plus/2942137-400x300.jpg
W ubieglym sezonie, gdy zmierzchało, to przekladałem GPSa na mostek, żeby na ekranie nie odbijało się światło Fenixa, który diody ma kilka cm nad ekranem Roxa i by strumień światła nie był zasłonięty. Niestety wtedy element pustego wysięgnika niejako "świecił" mi w oczy swoją czerwienią, od której odbijało się światło diód Fenixa. Dopiero później, później wpadłem na pomysł by brać imbusa, luzować wysięgnik i go ukrywać przed strumieniem świetlnym lampki obracając wysięgnik do dołu. W praktyce nie miałem jeszcze okazji przetestować tego rozwiązania.
To nowe mocowanie Bontragera pod wysięgnikiem ma na celu w ogóle wyeliminować potrzebę przekładania ROXa na mostek w razie gdybym nie korzystał z Fenixa. Jednakowoż możliwe, że z czasem z Fenixa zrezygnuję, ponieważ Bontrager daje 200 lm, a Fenixa jadąc asfaltem też używam ustawionego na 200 lm, żeby nie oślepiać kierowców.. Fenix nie ma rozbudowanych opcji przełączania programów i trzeba przejechać cały cykl by wybrać odpowiednią wielkość strumienia świetlnego. W praktyce na drogach krajowych lub wojewódzkich oznacza to ciągłe klikanie w przycisk.
Zrobiło się ciepło, czuć wiosnę w powietrzu. Wczoraj zamówiłem sobie dodatkowe mocowania do mini lampek Bontragera, żeby nie przekładać uchwytów między rowerami. I tak jutro przyjadą: sztywne mocowanie na sztycę, gumka na kierę, mocowanie pod wysięgnik Roxa do roweru szosowego (coś podobnego jak na foto).

To nie jest moje zdjęcie; powyższe zdjęcie znajduje się pod adresem:
https://media.dcrainmaker.com/wp-content/cache/comment-plus/2942137-400x300.jpg
W ubieglym sezonie, gdy zmierzchało, to przekladałem GPSa na mostek, żeby na ekranie nie odbijało się światło Fenixa, który diody ma kilka cm nad ekranem Roxa i by strumień światła nie był zasłonięty. Niestety wtedy element pustego wysięgnika niejako "świecił" mi w oczy swoją czerwienią, od której odbijało się światło diód Fenixa. Dopiero później, później wpadłem na pomysł by brać imbusa, luzować wysięgnik i go ukrywać przed strumieniem świetlnym lampki obracając wysięgnik do dołu. W praktyce nie miałem jeszcze okazji przetestować tego rozwiązania.
To nowe mocowanie Bontragera pod wysięgnikiem ma na celu w ogóle wyeliminować potrzebę przekładania ROXa na mostek w razie gdybym nie korzystał z Fenixa. Jednakowoż możliwe, że z czasem z Fenixa zrezygnuję, ponieważ Bontrager daje 200 lm, a Fenixa jadąc asfaltem też używam ustawionego na 200 lm, żeby nie oślepiać kierowców.. Fenix nie ma rozbudowanych opcji przełączania programów i trzeba przejechać cały cykl by wybrać odpowiednią wielkość strumienia świetlnego. W praktyce na drogach krajowych lub wojewódzkich oznacza to ciągłe klikanie w przycisk.
Sobota, 6 marca 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Terenowa przygoda w kierunku południowym
Rower:Wheeler84.23 km (26.00km teren) czas jazdy: 05:18 h AVS:15.89km/h
Bardzo mi się spodobała trasa, którą jechałem w lutym wtedy gdy spadł śnieg i przymroziło. Zaprojektowałem sobie kilka takich wariantów na południe różniących się między sobą długością. Na dzisiaj zmodyfikowałem nieco poprzednią trasę by uwzględnić kondycję kolan oraz wyeliminować najbardziej upierdliwe fragmenty, czyli podjazdy i nierówne dzikie ścieżki.


Starałem się jak mogłem by nie wjeżdżać niepotrzebnie wysoko, tylko po to by za kilka km zjechać w dół, więc ominąłem Puszczę Bukowa nieco "bokiem" wjeżdżając tylko w jej obrzeża. Walory wizualne akurat na plus, bo już poprzednia wycieczka i fragment lasu przed Kołbaczem poza szlakiem rowerowym uświadomiły mi, że każdy las jest piękny!


Dzisiaj miałem możliwość posmakować płaskiego lasu i różnej nawierzchni. Była ubita droga leśna, był szuter, droga leśna z użyciem gruzu, były też na drodze kamienie, był piach. Zdecydowanie jestem fanem szutru.




Cmentarzyk dla zwierząt
Dzisiaj też trochę wróciły wspomnienia jak to było kiedyś. Przypomniało mi się, że już w niektórych miejscach byłem czy to na góralu czy to na szosie dawniej z kolegami, którzy już teraz nie jeżdżą na rowerach. To było w 2008. Właściwie cała trasa po przejechaniu przez wiadukt z "gotyckim łukiem" i wjechaniu w teren była super.


Za chwilę będę przejeżdżać pod S3. Piaskowy fragment drogi, najbardziej nieprzejezdne kilkaset metrów z dzisiaj.




Wyjeżdżam z lasu na DW 120 między Gryfinem, a Wełtyniem. Po chwili znowu wjechałem do lasu.


Jezioro Wełtyńskie

Jezioro Wełtyńskie po raz wtóry

Domki kempingowe nad Jeziorem Wełtyńskim
Teren skończył się na chwilę za Wełtyniem, ale po kilku km znowu wjechałem w las. Wtedy już zaczynało zmierzchać, co było trochę krajobrazowo negatywne, ale dawało dodatkowe emocje związane z jazdą w nieznanym. To było przed Steklinkiem (ten fragment na zachód na samym dole jest cały terenem aż do Krajnika). Parę km przed Gryfinem pożegnałem się ostatecznie z terenem i od tej pory tylko asfalcik. Bardzo żałuję, że końcówka była po ciemku, ponieważ pierwszy raz jechałem wioseczkami aby oddalić się od DK31, która jest wąska i po której zawsze nieprzyjemnie mi się jedzie z samochodami. Następną trasę zaplanuję tak, żeby nie kontynuować po DK31, ale pojechać ku Starym Brynkom i powrót też zrobić terenem.
Dzisiaj nie musiałem ładować w trasie ani lampek, ani licznika. Odkryłem za to, że to nie mrozy uniemożliwiały mi poprzednimi razami ładowanie tylko najzwyczajniej w świecie kabelek micro USB się uszkodził. Prawdopodobnie sam go uszkodziłem w trakcie ładowania w czasie jazdy, musiała się wygiąć końcówka. Finalnie ani akumulatorki, ani żadne inne elektroniczne fanty, tym bardziej lampka bontragera, w której myślałem, że wygiąłem złącze USB nie nawalają, a ja nie będę musiał wozić zapasówek elektronicznych w kieszonce na plecach w ciepełku.
A jak dzisiaj nogi? Lewe kolano nawaliło, ale nie tak bardzo. Poprzednio w drodze powrotnej nieco obniżyłem siodełko. Poluzowałem też sprężyny w pedałach i znalazłem ustawienie kolana, które pozwala na więcej. Tak sobie uświadomiłem, że ja jeździłem we wszystkich rowerach na maksymalnie dokręconych sprężynach, bo poprzednie bloki miałem tam mocno starte, że i tak nogi same mi się wypinały w czasie jazdy i być może teraz też powinienem jeszcze poluzować sprężyny. Wiem, że wszystkich to bardzo interesuje, dlatego nie omieszkam zdać relacji. :D


Starałem się jak mogłem by nie wjeżdżać niepotrzebnie wysoko, tylko po to by za kilka km zjechać w dół, więc ominąłem Puszczę Bukowa nieco "bokiem" wjeżdżając tylko w jej obrzeża. Walory wizualne akurat na plus, bo już poprzednia wycieczka i fragment lasu przed Kołbaczem poza szlakiem rowerowym uświadomiły mi, że każdy las jest piękny!


Dzisiaj miałem możliwość posmakować płaskiego lasu i różnej nawierzchni. Była ubita droga leśna, był szuter, droga leśna z użyciem gruzu, były też na drodze kamienie, był piach. Zdecydowanie jestem fanem szutru.




Cmentarzyk dla zwierząt
Dzisiaj też trochę wróciły wspomnienia jak to było kiedyś. Przypomniało mi się, że już w niektórych miejscach byłem czy to na góralu czy to na szosie dawniej z kolegami, którzy już teraz nie jeżdżą na rowerach. To było w 2008. Właściwie cała trasa po przejechaniu przez wiadukt z "gotyckim łukiem" i wjechaniu w teren była super.


Za chwilę będę przejeżdżać pod S3. Piaskowy fragment drogi, najbardziej nieprzejezdne kilkaset metrów z dzisiaj.




Wyjeżdżam z lasu na DW 120 między Gryfinem, a Wełtyniem. Po chwili znowu wjechałem do lasu.


Jezioro Wełtyńskie

Jezioro Wełtyńskie po raz wtóry

Domki kempingowe nad Jeziorem Wełtyńskim
Teren skończył się na chwilę za Wełtyniem, ale po kilku km znowu wjechałem w las. Wtedy już zaczynało zmierzchać, co było trochę krajobrazowo negatywne, ale dawało dodatkowe emocje związane z jazdą w nieznanym. To było przed Steklinkiem (ten fragment na zachód na samym dole jest cały terenem aż do Krajnika). Parę km przed Gryfinem pożegnałem się ostatecznie z terenem i od tej pory tylko asfalcik. Bardzo żałuję, że końcówka była po ciemku, ponieważ pierwszy raz jechałem wioseczkami aby oddalić się od DK31, która jest wąska i po której zawsze nieprzyjemnie mi się jedzie z samochodami. Następną trasę zaplanuję tak, żeby nie kontynuować po DK31, ale pojechać ku Starym Brynkom i powrót też zrobić terenem.
Dzisiaj nie musiałem ładować w trasie ani lampek, ani licznika. Odkryłem za to, że to nie mrozy uniemożliwiały mi poprzednimi razami ładowanie tylko najzwyczajniej w świecie kabelek micro USB się uszkodził. Prawdopodobnie sam go uszkodziłem w trakcie ładowania w czasie jazdy, musiała się wygiąć końcówka. Finalnie ani akumulatorki, ani żadne inne elektroniczne fanty, tym bardziej lampka bontragera, w której myślałem, że wygiąłem złącze USB nie nawalają, a ja nie będę musiał wozić zapasówek elektronicznych w kieszonce na plecach w ciepełku.
A jak dzisiaj nogi? Lewe kolano nawaliło, ale nie tak bardzo. Poprzednio w drodze powrotnej nieco obniżyłem siodełko. Poluzowałem też sprężyny w pedałach i znalazłem ustawienie kolana, które pozwala na więcej. Tak sobie uświadomiłem, że ja jeździłem we wszystkich rowerach na maksymalnie dokręconych sprężynach, bo poprzednie bloki miałem tam mocno starte, że i tak nogi same mi się wypinały w czasie jazdy i być może teraz też powinienem jeszcze poluzować sprężyny. Wiem, że wszystkich to bardzo interesuje, dlatego nie omieszkam zdać relacji. :D
Niedziela, 28 lutego 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
W kierunku Jeziora Miedwie
Rower:Wheeler87.42 km (18.50km teren) czas jazdy: 05:04 h AVS:17.25km/h
Wyruszyłem z zamiarem okrążenia Jeziora Miedwie. Ponieważ jednak mój start miał miejsce dopiero po godzinie 14 lub jeszcze później, to musiałem sobie dać z tym pomysłem spokój. Część trasy przejechałem wg planu, a potem zaczęły się kłopoty z kolanem i zrobiło się na tyle ciemno, że jedyną rozsądną opcją był jak najszybszy powrót.

Początek trasy to dojazd na prawobrzeże i złapanie szlaku 20A na wschód w kierunku Stargardu.


W Płoni miałem możliwość przesiąść się na asfaltową ścieżkę do Kołbacza, ale na ile się dało to wjechałem w las unikając ludzi.




Za Kołbaczem zjechałem na drogę z ażurowych betonowych płyt i tak się tułałem przez następne kilometry z krótką przerwą na asfalt.



Na zdjęciu wyżej po lewej stronie widoczny szczyt Katarzynka 31,4 mnpm




Kierunek na Giżyn. W ubiegłym roku jechałem ten fragment na szosie.
Przed dojechaniem do starej DK3 zaliczyłem jeszcze trochę płyt i drogi gruntowej. Właściwie na porządny asfalt wjechałem dopiero po zmroku. Jadąc w terenie świeciłem sobie 1200 lm.
Ruch samochodowy był jak na niedzielny wieczór spory, dlatego zdecydowałem się na skręt na Stare Czarnowo, a następnie na Dobropole Gryfińskie i Kołowo. Znam tę trasę, jechałem dobre kilka razy w ubiegłym roku na szosie, tylko w drugą stronę. Tym razem było pod górkę, w zupełnej ciemnicy nocy, nieprzyjemnie. I tylko 1200 lm Fenixa dodawało nadziei, że zobaczę odpowiednio wcześniej wilka, o którym czytałem że w Puszczy Bukowej mieszka. Ale to nie wilk na mnie szczekał, tylko pies w Kołowie. Do Podjuch zjechałem za to przyjemnym zjazdem i nawet pierwszy raz od dawna przewiało mi trochę głowę, skutkiem czego był nieco bardziej zatkany nos przez następne dni.

Początek trasy to dojazd na prawobrzeże i złapanie szlaku 20A na wschód w kierunku Stargardu.


W Płoni miałem możliwość przesiąść się na asfaltową ścieżkę do Kołbacza, ale na ile się dało to wjechałem w las unikając ludzi.




Za Kołbaczem zjechałem na drogę z ażurowych betonowych płyt i tak się tułałem przez następne kilometry z krótką przerwą na asfalt.



Na zdjęciu wyżej po lewej stronie widoczny szczyt Katarzynka 31,4 mnpm




Kierunek na Giżyn. W ubiegłym roku jechałem ten fragment na szosie.
Przed dojechaniem do starej DK3 zaliczyłem jeszcze trochę płyt i drogi gruntowej. Właściwie na porządny asfalt wjechałem dopiero po zmroku. Jadąc w terenie świeciłem sobie 1200 lm.
Ruch samochodowy był jak na niedzielny wieczór spory, dlatego zdecydowałem się na skręt na Stare Czarnowo, a następnie na Dobropole Gryfińskie i Kołowo. Znam tę trasę, jechałem dobre kilka razy w ubiegłym roku na szosie, tylko w drugą stronę. Tym razem było pod górkę, w zupełnej ciemnicy nocy, nieprzyjemnie. I tylko 1200 lm Fenixa dodawało nadziei, że zobaczę odpowiednio wcześniej wilka, o którym czytałem że w Puszczy Bukowej mieszka. Ale to nie wilk na mnie szczekał, tylko pies w Kołowie. Do Podjuch zjechałem za to przyjemnym zjazdem i nawet pierwszy raz od dawna przewiało mi trochę głowę, skutkiem czego był nieco bardziej zatkany nos przez następne dni.
Niedziela, 21 lutego 2021Kategoria ..>100km, .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz
Wycieczka do Stepnicy
Rower:Wheeler131.48 km (16.50km teren) czas jazdy: 07:13 h AVS:18.22km/h praca: 8085 kcal
Dzisiaj pojechałem rowerem MTB do Stepnicy. Wyjazd wyszedł mi późno, bo dopiero o 13. Spodziewałem się około 8 godzin pedałowania i 10 godzin całego wyjazdu. Wyszło nieco inaczej.

Pierwszy raz widziałem, jak lodołamacz pracuje krojąc lód. Zdjęcie zrobione w Mostu Cłowego.

Na osiedlu Załom
Zaprojektowana na dziś trasa w oryginale miała potencjał na prawie 50 km w terenie. Ponieważ jednak relatywnie niedawno jechałem do Lubczyny wzdłuż Jeziora Dąbie i nie chciałem się zajechać, to zrezygnowałem z tego odcinka i wybrałem asfalt. W teren wjechałem dopiero w Borzysławcu, około kilometr za Lubczyną i to była taka kontynuacja od miejsca, z którego poprzednio zjechałem ze szlaku.

Widoki były ładne, jednak nawierzchnia niesprzyjająca. Roztapiający się śnieg spowodował, że droga gruntowa bardzo spowalniała, czułem jak opony przyklejają się do wilgotnego gruntu. Nieprzyjemnie się jechało.



Niedługo nawierzchnia się zmieniła i jechałem po ażurowych betonowych płytach, by za niedługo dojechać do szutru.




Poprzednim razem skręciłem w prawo, z tym że wtedy mając na celu Goleniów. Dzisiaj po zerknięciu na mapę zdecydowałem pojechać prosto, by nieco skrócić trasę.

Pauza w okolicy Krępska. Dzisiaj uciekałem z DW 111 w teren. Jest ruchliwa, na początkowym odcinku wąska, kierowcy szybko jeżdżą. W lesie nie spotkałem żadnego człowieka, a tym bardziej samochodu.

Minusy jazdy terenem. Chlapa i zwiększone opory toczenia.



Posesja w lesie, parę km przed Stepnicą. Strasznie ujadały psy. Jeśli szczekają, a nie widać, to znaczy, że za płotem. Te lub ten były dodatkowo w klatce na podwórku. Taki rzeczopies w wersji alarm.

Terenowy dojazd do okolic Stepnicy

Chciałem podjechać na plażę, ale sporo osób było, więc odpuściłem sobie główną część. W listopadzie były pustki, a dzisiaj na parkingu sporo samochodów, dużo spacerowiczów i rodziny z dziećmi. Zero dystansu i nikogo z prawidłowo ubraną maseczką.

Widok na molo w Stepnicy
Gdybym wiedział, że przez większą część drogi powrotnej będę znowu miał kłopoty z bolącymi kolanami, to bym sobie odpuścił dodatkowe atrakcje turystyczne. No, ale nie wiedziałem, ponieważ nie jestem jasnowidzem. Na zdjęciu niżej widoczne Jezioro Zielonczyn. Bardzo chciałem ze Stepnicy pojechać jeszcze kawałek na północ, żeby wrócić przez Krokorzyce, Widzieńsko i Wierzchosław, które są na drodze do Miękowa. W ubiegłym roku wracałem tędy z wycieczki do Wolina i podobały mi się leśne klimaty. Oczywiście jedzie się po asfalcie. Jezioro było 300 m od drogi. To miejsce jest oznaczone na mapie czerwoną elipsą.


A ta miejscówka znajduje się na szczycie Góry Zielonczyn, także w czerwonej elipsie na mapie. Za moimi plecami jest widok na leśną panoramę okolicy, ale ze względu na porę dnia zdjęcie wyszło takie ciemne, że go nie wrzucam. Ładne zdjęcie jest w Google Maps.
Na moim zdjęciu widać w tle wieżę obserwacyjną. Wg mapy z Góry prowadzi druga ścieżka i nawet widziałem na drzewie znaczki zielonego szlaku, jednak było tak stromo i w rzeczywistym terenie nie widziałem fizycznie ścieżki, że zawróciłem i zjechałem podobnie, jak wjechałem. Z tą tylko różnicą, że wyjechałem innym wyjazdem z lasu by ominąć topiący się lód na parkingu, gdzie chwilę wcześniej wciągnąłem trochę wody do butów. Ale gleby nie zaliczyłem.
Za kilkanaście minut zrobiło się całkiem ciemno. Jechałem dzisiaj z Fenixem na niedoładowanym akumulatorkach, bo zawsze biorę jeszcze zapasowe. Okazuje się, jednak że albo się rozładowały ostatnio w zimnie, albo dzisiaj także od zimna odmówiły posłuszeństwa. Gdy chciałem podładować licznik korzystając z powerbanka, w którym zawsze wożę jeszcze kolejny akumulatorek, skończyło się niepowodzeniem. A wczoraj wieczorem ten akumulatorek był ładowany. Musiałem teraz wykorzystać jeden z zapasowych akumulatorków, które miały iść do lampki Fenix jako rezerwa. Tak w ogóle dzisiaj Fenix mi odpadł w czasie jazdy i zaliczył beton. W domu robiłem kilka rzeczy na raz i wsunąłem lampkę bez zatrzaśnięcia. Po kilku km od wyjechania z domu zsunęła się i pierdyknęła o krawężnik, ale działa. W Goleniowie podpiąłem do ładowania z powerbanka przedniego Bontragera, ale nie poszło. Akumulatorek się rozładował. Zawsze zabieram ze sobą 5 akumulatorków: 2 w Fenixie, 1 w powerbanku i 2 zapasowe do Fenixa. Teraz wsadziłem do powerbanka właśnie ostatni zapasowy akumulatorek. Poszło. Ale niefortunnie odgiąłem kabel wtykając go w otwór micro usb, teraz kabel musi być odpowiednio odgięty, inaczej nie ładuje. Może uda mi się jakoś niedestrukcyjnie otworzyć obudowę i poprawić lutownicą, kto wie. Trochę mnie to wkurzyło, bo bardzo będzie utrudniać jednoczesne świecenie i ładowanie w przyszłości. Mówi się trudno, życie.

Widok z Mostu Cłowego. Kra już tylko przy brzegu. Praca lodołamacza dała efekt.

Po lewej kościół Św. Jana Ewangelisty, po prawej Katedra Św. Jakuba
Z Goleniowa do Szczecina wróciłem przez Lubczynę. W domu byłem dopiero po północy. Przez ostatnie 40 km męczyłem się z kolanami. Jakieś 8 km szedłem z buta (nie nabijalem tego do dystansu). Jak liczyłem, to pieszo szedłem przez 2 godziny. Kiepski był ten powrót. Ale chyba w końcu wpadłem na to, co jest przyczyną problemów. Gdy pierwszy raz nawaliły mi kolana, to kilka rzeczy było tego dnia wyjątkowych niż zawsze: dwutygodniowa przerwa od roweru, powrót do starych butów z cieńszą podeszwą, nowe bloki w butach. Następnym razem poluzuję sprężyny w pedałach.

Pierwszy raz widziałem, jak lodołamacz pracuje krojąc lód. Zdjęcie zrobione w Mostu Cłowego.

Na osiedlu Załom
Zaprojektowana na dziś trasa w oryginale miała potencjał na prawie 50 km w terenie. Ponieważ jednak relatywnie niedawno jechałem do Lubczyny wzdłuż Jeziora Dąbie i nie chciałem się zajechać, to zrezygnowałem z tego odcinka i wybrałem asfalt. W teren wjechałem dopiero w Borzysławcu, około kilometr za Lubczyną i to była taka kontynuacja od miejsca, z którego poprzednio zjechałem ze szlaku.

Widoki były ładne, jednak nawierzchnia niesprzyjająca. Roztapiający się śnieg spowodował, że droga gruntowa bardzo spowalniała, czułem jak opony przyklejają się do wilgotnego gruntu. Nieprzyjemnie się jechało.



Niedługo nawierzchnia się zmieniła i jechałem po ażurowych betonowych płytach, by za niedługo dojechać do szutru.




Poprzednim razem skręciłem w prawo, z tym że wtedy mając na celu Goleniów. Dzisiaj po zerknięciu na mapę zdecydowałem pojechać prosto, by nieco skrócić trasę.

Pauza w okolicy Krępska. Dzisiaj uciekałem z DW 111 w teren. Jest ruchliwa, na początkowym odcinku wąska, kierowcy szybko jeżdżą. W lesie nie spotkałem żadnego człowieka, a tym bardziej samochodu.

Minusy jazdy terenem. Chlapa i zwiększone opory toczenia.



Posesja w lesie, parę km przed Stepnicą. Strasznie ujadały psy. Jeśli szczekają, a nie widać, to znaczy, że za płotem. Te lub ten były dodatkowo w klatce na podwórku. Taki rzeczopies w wersji alarm.

Terenowy dojazd do okolic Stepnicy

Chciałem podjechać na plażę, ale sporo osób było, więc odpuściłem sobie główną część. W listopadzie były pustki, a dzisiaj na parkingu sporo samochodów, dużo spacerowiczów i rodziny z dziećmi. Zero dystansu i nikogo z prawidłowo ubraną maseczką.

Widok na molo w Stepnicy
Gdybym wiedział, że przez większą część drogi powrotnej będę znowu miał kłopoty z bolącymi kolanami, to bym sobie odpuścił dodatkowe atrakcje turystyczne. No, ale nie wiedziałem, ponieważ nie jestem jasnowidzem. Na zdjęciu niżej widoczne Jezioro Zielonczyn. Bardzo chciałem ze Stepnicy pojechać jeszcze kawałek na północ, żeby wrócić przez Krokorzyce, Widzieńsko i Wierzchosław, które są na drodze do Miękowa. W ubiegłym roku wracałem tędy z wycieczki do Wolina i podobały mi się leśne klimaty. Oczywiście jedzie się po asfalcie. Jezioro było 300 m od drogi. To miejsce jest oznaczone na mapie czerwoną elipsą.


A ta miejscówka znajduje się na szczycie Góry Zielonczyn, także w czerwonej elipsie na mapie. Za moimi plecami jest widok na leśną panoramę okolicy, ale ze względu na porę dnia zdjęcie wyszło takie ciemne, że go nie wrzucam. Ładne zdjęcie jest w Google Maps.
Na moim zdjęciu widać w tle wieżę obserwacyjną. Wg mapy z Góry prowadzi druga ścieżka i nawet widziałem na drzewie znaczki zielonego szlaku, jednak było tak stromo i w rzeczywistym terenie nie widziałem fizycznie ścieżki, że zawróciłem i zjechałem podobnie, jak wjechałem. Z tą tylko różnicą, że wyjechałem innym wyjazdem z lasu by ominąć topiący się lód na parkingu, gdzie chwilę wcześniej wciągnąłem trochę wody do butów. Ale gleby nie zaliczyłem.
Za kilkanaście minut zrobiło się całkiem ciemno. Jechałem dzisiaj z Fenixem na niedoładowanym akumulatorkach, bo zawsze biorę jeszcze zapasowe. Okazuje się, jednak że albo się rozładowały ostatnio w zimnie, albo dzisiaj także od zimna odmówiły posłuszeństwa. Gdy chciałem podładować licznik korzystając z powerbanka, w którym zawsze wożę jeszcze kolejny akumulatorek, skończyło się niepowodzeniem. A wczoraj wieczorem ten akumulatorek był ładowany. Musiałem teraz wykorzystać jeden z zapasowych akumulatorków, które miały iść do lampki Fenix jako rezerwa. Tak w ogóle dzisiaj Fenix mi odpadł w czasie jazdy i zaliczył beton. W domu robiłem kilka rzeczy na raz i wsunąłem lampkę bez zatrzaśnięcia. Po kilku km od wyjechania z domu zsunęła się i pierdyknęła o krawężnik, ale działa. W Goleniowie podpiąłem do ładowania z powerbanka przedniego Bontragera, ale nie poszło. Akumulatorek się rozładował. Zawsze zabieram ze sobą 5 akumulatorków: 2 w Fenixie, 1 w powerbanku i 2 zapasowe do Fenixa. Teraz wsadziłem do powerbanka właśnie ostatni zapasowy akumulatorek. Poszło. Ale niefortunnie odgiąłem kabel wtykając go w otwór micro usb, teraz kabel musi być odpowiednio odgięty, inaczej nie ładuje. Może uda mi się jakoś niedestrukcyjnie otworzyć obudowę i poprawić lutownicą, kto wie. Trochę mnie to wkurzyło, bo bardzo będzie utrudniać jednoczesne świecenie i ładowanie w przyszłości. Mówi się trudno, życie.

Widok z Mostu Cłowego. Kra już tylko przy brzegu. Praca lodołamacza dała efekt.

Po lewej kościół Św. Jana Ewangelisty, po prawej Katedra Św. Jakuba
Z Goleniowa do Szczecina wróciłem przez Lubczynę. W domu byłem dopiero po północy. Przez ostatnie 40 km męczyłem się z kolanami. Jakieś 8 km szedłem z buta (nie nabijalem tego do dystansu). Jak liczyłem, to pieszo szedłem przez 2 godziny. Kiepski był ten powrót. Ale chyba w końcu wpadłem na to, co jest przyczyną problemów. Gdy pierwszy raz nawaliły mi kolana, to kilka rzeczy było tego dnia wyjątkowych niż zawsze: dwutygodniowa przerwa od roweru, powrót do starych butów z cieńszą podeszwą, nowe bloki w butach. Następnym razem poluzuję sprężyny w pedałach.

