Informacje

  • Wszystkie kilometry na BS: 83613.28 km
  • Niektóre km w terenie na BS: 9115.23 km
  • Czas na rowerze na BS: 174d 07h 04m
  • Prędkość średnia na BS: 19.98 km/h
  • Więcej informacji

Moje rowery

Tak daję czadu w 2026: button stats bikestats.pl
Tak dawałem czadu wcześniej:

Licznik odwiedzin

od 07.2026 r.

Statystyki zbiorcze na stronę

Szukaj

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Night Bike

Dystans całkowity:9729.68 km (w terenie 667.23 km; 6.86%)
Czas w ruchu:475:37
Średnia prędkość:20.46 km/h
Maks. tętno maksymalne:182 (97 %)
Maks. tętno średnie:141 (75 %)
Suma kalorii:92058 kcal
Liczba aktywności:136
Średnio na aktywność:71.54 km i 3h 29m
Więcej statystyk
Poniedziałek, 3 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Zachodnie obrzeża Puszczy Bukowej

Rower:Wheeler
56.11 km (14.00km teren) czas jazdy: 03:21 h AVS:16.75km/h

Kiedy planowałem weekendowe kręcenie, to analizując prognozę pogody nie liczyłem dzisiaj na normalny rower. Miałem nadzieję na coś krótkiego po mieście Rometem i tyle. Tymczasem mokry deszcz dał mi szansę, którą postanowiłem wykorzystać. Udało mi się także wyjść dzisiaj nieco wcześniej, bo chyba już o 18:20, więc i zgorszenie Czytelniczki będzie nieco mniejsze. ;)


Wymyśliłem, że przejadę się tak, jak w marcu do węzła Klucz, omijając górki, ale zahaczając o płaskolasy, łapiąc jak najwięcej terenu, leśnego powietrza i nowych ścieżek. Udało się.


Zanim jednak zaczęło się leśne eldorado, to pojawiło się kilka atrakcji. Najpierw koło Elektrowni Pomorzany, gdy jechałem skrótem to pan z psami wyglądającymi jak wilki (ale grzeczne były). Następnie kwadrans przerwy w Podjuchach pod wiatą przystankową by przeczekać deszcz (miałem szczęście, bo idealnie wjechałem pod puściutką wiatę gdy tylko zaczęło kropić). Trzecia atrakcja to spontaniczna zmiana trasy i wygibasy naokoło trochę w terenie. To ostatnie było totalnie niepotrzebne i następnym razem lepiej przygotuję trasę. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że uciekałem przed samochodami na chodnik i właśnie w lewo ciach, bo tam na głównej ulicy to kałuże, kałuże, kałuże!


Jadę pod góreczkę ulicą Kołowską


Niespodzianka, bo pultając się po nieznanych leśnych ścieżkach niespodziewanie wjeżdzam na jakiś punkt widokowy. To prawdopodobnie okolice szczytu Dębiec (70 m n.p.m.), na którym jednak nie byłem.


Kiedy rower jest tak wspaniały, to komentarz jest zbyteczny :D

Kiedy wydostałem się z leśnych labiryntów przywitał mnie asfalt, a po chwili piękne widoki na leśne wzgórza:

Na węźle Klucz


Zaraz koniec nawierzchni bitumicznej i początek długiego odcinka terenu


Najgorszy odcinek. Znowu się zakopałem w piachu. Jeszcze niecały kilometr i zaczną się piękne ubite ścieżki leśne oraz szutry.









Przez takie leśne klimaty dojechałem do Starych Brynek. Tutaj zmodyfikowałem nieco trasę w stosunku do planów i dodałem sobie dwa cele: Czepino i Żabnicę.


Kawałek za Starymi Brynkami - kierunek na Czepino


Zgapiam ujęcie, bo u innych widziałem na relacjach i mi się spodobało


Ostatnie ujęcie z dzisiaj. Widok na Odrę Wschodnią w Żabnicy.

Stąd już bez fajerwerków powrót asfaltem. Mniej więcej pół godziny później zrobiło się prawie całkiem ciemno. Dzisiaj jechałem znowu tylko na Bontragerach i jednak po tym asfaltowym powrocie wydaje mi się, że przedni Bontrager na 200 lm świeci gorzej niż Fenix na 200 lm. Fenix z akumulatorami jest ciężkim klocem, jego brak to plus dla wygody. Jak się rozkręcę i będę w stanie wychodzić na całodzienne wycieczki z pełnymi tobołkami i wracać w nocy, to zrobię im lepsze porównanie.

Ah, byłbym zapomniał: kolanka się naprawiły! Nic mnie nie bolały ani przed, ani w trakcie, ani po. :)
Sobota, 1 maja 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Puszcza Wkrzańska

Rower:Wheeler
61.86 km (14.90km teren) czas jazdy: 03:35 h AVS:17.26km/h

W końcu nastał ten dzień, kiedy wyszedłem na normalny rower, a nie jakąś fioletową atrapę czy chomikowe kręciołki. Chciałem zrobić trasę na 3-3,5 godziny. Bridgestone stoi nadal wpięty do trenażera, więc wybór Wheelera był niejako automatyczny. Ponieważ dawno nie wychodziłem, to przygotowanie zabrało mi więcej czasu niż zwykle i ostatecznie pedałowanie rozpocząłem dopiero przed godziną 19. To pozwoliło mi na prawie 2 godziny jazdy w świetle i nadało smaczku nocnemu powrotowi przez las.


Kawałek za amfiteatrem. Roboty wiaduktowe się zakończyły i droga została otworzona dla pieszych i rowerzystów.



Dzisiejsza trasa miała być podobna do czegoś, co jechałem w zimie w śniegu. Chciałem sprawdzić jak wygląda tzw. grawelowa droga. Na mapie to jest ten długi prosty odcinek do Turznicy. Natchnęło mnie jednak na szybszy wjazd do lasu. Spotkałem tam kilka jeleni, ale nie udało mi się zrobić zdjęcia.


Płaskolas; lokalizacja niedaleko od miejsca zjazdu z DW 115.


Rozmazany cel dzisiejszego wyjścia - droga przez las łącząca DW 115 z Turznicą.

Gdy dojechałem do Polic, słońce się całkiem wyłączyło. Odpaliłem nawigację i wybrałem jakiś punkt, który wydawał mi się dobrym miejscem by do niego dojechać i potem kontynuować samemu wg uznania już z okolicy około 2-3 km od Jeziora Głębokiego. Pan GPS zapraszał mnie kilka razy do wjechania do lasu, jednak podziękowałem mu i spory kawałek zrobiłem po asfalcie. Właściwie większą część przewyższenia pozwoliłem sobie przejechać asfaltem, żeby nie przesuwać się w ciemności jak ślimak w terenie i nie musieć podłączać power banka. Dzisiaj zabrałem z przodu tylko małego Bontragera i przewidywałem, że nie dotrwa bez podładowania.

Gdy wjechałem w końcu do lasu, to zrobiło się nieco znajomo. Wszystko odbyło się w miarę bez większych przygód, oprócz może 300 m z buta z uwagi na luźny piach. Nie napadły na mnie żadne psy, koty, wilki, ani wampiry. A potem zrobiło się z górki, więc już byłem nieuchwytny. Na Polanie Harcerskiej widziałem 3 ogniska, koło kąpieliska Arkonka podobnie biesiadowali ludzie.

Nieco się dzisiaj zmęczyłem. Zdecydowanie mocniej niż przypuszczałem, że mnie taki wyjazd sponiewiera. Przerwa zrobiła swoje, ale jest taki plus, że w czasie jazdy nie zabolały mnie kolana, a taki właśnie był główny cel odpuszczenia sobie na jakiś czas roweru.

Środa, 28 kwietnia 2021Kategoria .Romet., Night Bike

Wieczorno-nocne kręcenie po mieście

Rower:Romet
37.82 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:21 h AVS:16.09km/h

Najpierw  do salonu optycznego znaleźć oprawki okularów optymalne pod względem wielu tylkomiznanychwidzimisięrowerowonierowerowych parametrów. Znalazłem paru kandydatów na stronie www, ale przymiarki na żywo (trochę innych modeli) mnie zniechęciły. Taka ciekawostka: pracowniczka salonu poleciła bym odkładał zmierzone oprawki na bok, bo czeka je dezynfekcja przed odwieszeniem na ścianę. Ta sama pracowniczka 10 minut później opuściła maseczkę na brodę i oblizała palec.

Potem kontynuacja po mieście. Trochę przedłużyłem, ponieważ dobrze mi się jeździło. Zrobiłem drugi raz test nowych rękawiczek. Takie śmieszne Authory bez softszela, ale za to z wyciąganym z kieszonki na zewnętrznej części pokrowcem do ogrzania czterech palców. Oprócz tego mają relatywnie wąski i długi mankiet. Bardzo udany zakup.

Rometowi pojawiły się luzy na suporcie. Dodatkowo cały czas coś rzęzi od kiedy niepotrzebnie zrobiłem "serwis" piasty w tylnym kole. Sam nie wiem czy przyczyną dźwięków jest piasta, łożyska sportu czy problemy z gwintem/dokręceniem koła. W notatkach widzę, że 978 km temu wymieniałem oś suportu i przesmarowywałem łożyska, ale to było tak dawno, że nie pamiętam nic a nic, co tam wyczyniałem.
Niedziela, 25 kwietnia 2021Kategoria Night Bike, .Romet.

Night bike po mieście

Rower:Romet
33.19 km (0.00km teren) czas jazdy: 02:02 h AVS:16.32km/h

Wyjście trochę z obowiązku. Wcześniej zaplanowałem sobie dzisiaj pokręcić przez 2 godziny, ale nie znalazłem czasu aż do wieczora i myślałem, że już nie pójdę. Jednak z racji tego, że kończy się kwiecień, a chciałbym się w końcu rozruszać na tyle by być w stanie przejechać bez bólu +100 km, to się zmobilizowałem. Wystartowałem około 21:30, a wróciłem koło północy. Fajnie było jeździć po pustych ulicach i drogach dla rowerów. W następny weekend już definitywnie chcę pojechać na prawdziwą przejażdżkę za miasto.
Sobota, 6 marca 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Terenowa przygoda w kierunku południowym

Rower:Wheeler
84.23 km (26.00km teren) czas jazdy: 05:18 h AVS:15.89km/h

Bardzo mi się spodobała trasa, którą jechałem w lutym wtedy gdy spadł śnieg i przymroziło. Zaprojektowałem sobie kilka takich wariantów na południe różniących się między sobą długością. Na dzisiaj zmodyfikowałem nieco poprzednią trasę by uwzględnić kondycję kolan oraz wyeliminować najbardziej upierdliwe fragmenty, czyli podjazdy i nierówne dzikie ścieżki.




Starałem się jak mogłem by nie wjeżdżać niepotrzebnie wysoko, tylko po to by za kilka km zjechać w dół, więc ominąłem Puszczę Bukowa nieco "bokiem" wjeżdżając tylko w jej obrzeża. Walory wizualne akurat na plus, bo już poprzednia wycieczka i fragment lasu przed Kołbaczem poza szlakiem rowerowym uświadomiły mi, że każdy las jest piękny!




Dzisiaj miałem możliwość posmakować płaskiego lasu i różnej nawierzchni. Była ubita droga leśna, był szuter, droga leśna z użyciem gruzu, były też na drodze kamienie, był piach. Zdecydowanie jestem fanem szutru.







Cmentarzyk dla zwierząt

Dzisiaj też trochę wróciły wspomnienia jak to było kiedyś. Przypomniało mi się, że już w niektórych miejscach byłem czy to na góralu czy to na szosie dawniej z kolegami, którzy już teraz nie jeżdżą na rowerach. To było w 2008. Właściwie cała trasa po przejechaniu przez wiadukt z "gotyckim łukiem" i wjechaniu w teren była super.



Za chwilę będę przejeżdżać pod S3. Piaskowy fragment drogi, najbardziej nieprzejezdne kilkaset metrów z dzisiaj.








Wyjeżdżam z lasu na DW 120 między Gryfinem, a Wełtyniem. Po chwili znowu wjechałem do lasu.




Jezioro Wełtyńskie


Jezioro Wełtyńskie po raz wtóry


Domki kempingowe nad Jeziorem Wełtyńskim

Teren skończył się na chwilę za Wełtyniem, ale po kilku km znowu wjechałem w las. Wtedy już zaczynało zmierzchać, co było trochę krajobrazowo negatywne, ale dawało dodatkowe emocje związane z jazdą w nieznanym. To było przed Steklinkiem (ten fragment na zachód na samym dole jest cały terenem aż do Krajnika). Parę km przed Gryfinem pożegnałem się ostatecznie z terenem i od tej pory tylko asfalcik. Bardzo żałuję, że końcówka była po ciemku, ponieważ pierwszy raz jechałem wioseczkami aby oddalić się od DK31, która jest wąska i po której zawsze nieprzyjemnie mi się jedzie z samochodami. Następną trasę zaplanuję tak, żeby nie kontynuować po DK31, ale pojechać ku Starym Brynkom i powrót też zrobić terenem.

Dzisiaj nie musiałem ładować w trasie ani lampek, ani licznika. Odkryłem za to, że to nie mrozy uniemożliwiały mi poprzednimi razami ładowanie tylko najzwyczajniej w świecie kabelek micro USB się uszkodził. Prawdopodobnie sam go uszkodziłem w trakcie ładowania w czasie jazdy, musiała się wygiąć końcówka. Finalnie ani akumulatorki, ani żadne inne elektroniczne fanty, tym bardziej lampka bontragera, w której myślałem, że wygiąłem złącze USB nie nawalają, a ja nie będę musiał wozić zapasówek elektronicznych w kieszonce na plecach w ciepełku.

A jak dzisiaj nogi? Lewe kolano nawaliło, ale nie tak bardzo. Poprzednio w drodze powrotnej nieco obniżyłem siodełko. Poluzowałem też sprężyny w pedałach i znalazłem ustawienie kolana, które pozwala na więcej. Tak sobie uświadomiłem, że ja jeździłem we wszystkich rowerach na maksymalnie dokręconych sprężynach, bo poprzednie bloki miałem tam mocno starte, że i tak nogi same mi się wypinały w czasie jazdy i być może teraz też powinienem jeszcze poluzować sprężyny. Wiem, że wszystkich to bardzo interesuje, dlatego nie omieszkam zdać relacji. :D
Niedziela, 28 lutego 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

W kierunku Jeziora Miedwie

Rower:Wheeler
87.42 km (18.50km teren) czas jazdy: 05:04 h AVS:17.25km/h

Wyruszyłem z zamiarem okrążenia Jeziora Miedwie. Ponieważ jednak mój start miał miejsce dopiero po godzinie 14 lub jeszcze później, to musiałem sobie dać z tym pomysłem spokój. Część trasy przejechałem wg planu, a potem zaczęły się kłopoty z kolanem i zrobiło się na tyle ciemno, że jedyną rozsądną opcją był jak najszybszy powrót.


Początek trasy to dojazd na prawobrzeże i złapanie szlaku 20A na wschód w kierunku Stargardu.




W Płoni miałem możliwość przesiąść się na asfaltową ścieżkę do Kołbacza, ale na ile się dało to wjechałem w las unikając ludzi.








Za Kołbaczem zjechałem na drogę z ażurowych betonowych płyt i tak się tułałem przez następne kilometry z krótką przerwą na asfalt.





Na zdjęciu wyżej po lewej stronie widoczny szczyt Katarzynka 31,4 mnpm








Kierunek na Giżyn. W ubiegłym roku jechałem ten fragment na szosie.

Przed dojechaniem do starej DK3 zaliczyłem jeszcze trochę płyt i drogi gruntowej. Właściwie na porządny asfalt wjechałem dopiero po zmroku. Jadąc w terenie świeciłem sobie 1200 lm.

Ruch samochodowy był jak na niedzielny wieczór spory, dlatego zdecydowałem się na skręt na Stare Czarnowo, a następnie na Dobropole Gryfińskie i Kołowo. Znam tę trasę, jechałem dobre kilka razy w ubiegłym roku na szosie, tylko w drugą stronę. Tym razem było pod górkę, w zupełnej ciemnicy nocy, nieprzyjemnie. I tylko 1200 lm Fenixa dodawało nadziei, że zobaczę odpowiednio wcześniej wilka, o którym czytałem że w Puszczy Bukowej mieszka. Ale to nie wilk na mnie szczekał, tylko pies w Kołowie. Do Podjuch zjechałem za to przyjemnym zjazdem i nawet pierwszy raz od dawna przewiało mi trochę głowę, skutkiem czego był nieco bardziej zatkany nos przez następne dni.



Niedziela, 21 lutego 2021Kategoria ..>100km, .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Wycieczka do Stepnicy

Rower:Wheeler
131.48 km (16.50km teren) czas jazdy: 07:13 h AVS:18.22km/h praca: 8085 kcal

Dzisiaj pojechałem rowerem MTB do Stepnicy. Wyjazd wyszedł mi późno, bo dopiero o 13. Spodziewałem się około 8 godzin pedałowania i 10 godzin całego wyjazdu. Wyszło nieco inaczej.


Pierwszy raz widziałem, jak lodołamacz pracuje krojąc lód. Zdjęcie zrobione w Mostu Cłowego.


Na osiedlu Załom

Zaprojektowana na dziś trasa w oryginale miała potencjał na prawie 50 km w terenie. Ponieważ jednak relatywnie niedawno jechałem do Lubczyny wzdłuż Jeziora Dąbie i nie chciałem się zajechać, to zrezygnowałem z tego odcinka i wybrałem asfalt. W teren wjechałem dopiero w Borzysławcu, około kilometr za Lubczyną i to była taka kontynuacja od miejsca, z którego poprzednio zjechałem ze szlaku.


Widoki były ładne, jednak nawierzchnia niesprzyjająca. Roztapiający się śnieg spowodował, że droga gruntowa bardzo spowalniała, czułem jak opony przyklejają się do wilgotnego gruntu. Nieprzyjemnie się jechało.






Niedługo nawierzchnia się zmieniła i jechałem po ażurowych betonowych płytach, by za niedługo dojechać do szutru.







Poprzednim razem skręciłem w prawo, z tym że wtedy mając na celu Goleniów. Dzisiaj po zerknięciu na mapę zdecydowałem pojechać prosto, by nieco skrócić trasę.


Pauza w okolicy Krępska. Dzisiaj uciekałem z DW 111 w teren. Jest ruchliwa, na początkowym odcinku wąska, kierowcy szybko jeżdżą. W lesie nie spotkałem żadnego człowieka, a tym bardziej samochodu.


Minusy jazdy terenem. Chlapa i zwiększone opory toczenia.






Posesja w lesie, parę km przed Stepnicą. Strasznie ujadały psy. Jeśli szczekają, a nie widać, to znaczy, że za płotem. Te lub ten były dodatkowo w klatce na podwórku. Taki rzeczopies w wersji alarm.


Terenowy dojazd do okolic Stepnicy



Chciałem podjechać na plażę, ale sporo osób było, więc odpuściłem sobie główną część. W listopadzie były pustki, a dzisiaj na parkingu sporo samochodów, dużo spacerowiczów i rodziny z dziećmi. Zero dystansu i nikogo z prawidłowo ubraną maseczką.

Widok na molo w Stepnicy

Gdybym wiedział, że przez większą część drogi powrotnej będę znowu miał kłopoty z bolącymi kolanami, to bym sobie odpuścił dodatkowe atrakcje turystyczne. No, ale nie wiedziałem, ponieważ nie jestem jasnowidzem. Na zdjęciu niżej widoczne Jezioro Zielonczyn. Bardzo chciałem ze Stepnicy pojechać jeszcze kawałek na północ, żeby wrócić przez Krokorzyce, Widzieńsko i Wierzchosław, które są na drodze do Miękowa. W ubiegłym roku wracałem tędy z wycieczki do Wolina i podobały mi się leśne klimaty. Oczywiście jedzie się po asfalcie. Jezioro było 300 m od drogi. To miejsce jest oznaczone na mapie czerwoną elipsą.



A ta miejscówka znajduje się na szczycie Góry Zielonczyn, także w czerwonej elipsie na mapie. Za moimi plecami jest widok na leśną panoramę okolicy, ale ze względu na porę dnia zdjęcie wyszło takie ciemne, że go nie wrzucam. Ładne zdjęcie jest w Google Maps.
Na moim zdjęciu widać w tle wieżę obserwacyjną. Wg mapy z Góry prowadzi druga ścieżka i nawet widziałem na drzewie znaczki zielonego szlaku, jednak było tak stromo i w rzeczywistym terenie nie widziałem fizycznie ścieżki, że zawróciłem i zjechałem podobnie, jak wjechałem. Z tą tylko różnicą, że wyjechałem innym wyjazdem z lasu by ominąć topiący się lód na parkingu, gdzie chwilę wcześniej wciągnąłem trochę wody do butów. Ale gleby nie zaliczyłem.

Za kilkanaście minut zrobiło się całkiem ciemno. Jechałem dzisiaj z Fenixem na niedoładowanym akumulatorkach, bo zawsze biorę jeszcze zapasowe. Okazuje się, jednak że albo się rozładowały ostatnio w zimnie, albo dzisiaj także od zimna odmówiły posłuszeństwa. Gdy chciałem podładować licznik korzystając z powerbanka, w którym zawsze wożę jeszcze kolejny akumulatorek, skończyło się niepowodzeniem. A wczoraj wieczorem ten akumulatorek był ładowany. Musiałem teraz wykorzystać jeden z zapasowych akumulatorków, które miały iść do lampki Fenix jako rezerwa. Tak w ogóle dzisiaj Fenix mi odpadł w czasie jazdy i zaliczył beton. W domu robiłem kilka rzeczy na raz i wsunąłem lampkę bez zatrzaśnięcia. Po kilku km od wyjechania z domu zsunęła się i pierdyknęła o krawężnik, ale działa. W Goleniowie podpiąłem do ładowania z powerbanka przedniego Bontragera, ale nie poszło. Akumulatorek się rozładował. Zawsze zabieram ze sobą 5 akumulatorków: 2 w Fenixie, 1 w powerbanku i 2 zapasowe do Fenixa. Teraz wsadziłem do powerbanka właśnie ostatni zapasowy akumulatorek. Poszło. Ale niefortunnie odgiąłem kabel wtykając go w otwór micro usb, teraz kabel musi być odpowiednio odgięty, inaczej nie ładuje. Może uda mi się jakoś niedestrukcyjnie otworzyć obudowę i poprawić lutownicą, kto wie. Trochę mnie to wkurzyło, bo bardzo będzie utrudniać jednoczesne świecenie i ładowanie w przyszłości. Mówi się trudno, życie.


Widok z Mostu Cłowego. Kra już tylko przy brzegu. Praca lodołamacza dała efekt.


Po lewej kościół Św. Jana Ewangelisty, po prawej Katedra Św. Jakuba

Z Goleniowa do Szczecina wróciłem przez Lubczynę. W domu byłem dopiero po północy. Przez ostatnie 40 km męczyłem się z kolanami. Jakieś 8 km szedłem z buta (nie nabijalem tego do dystansu). Jak liczyłem, to pieszo szedłem przez 2 godziny. Kiepski był ten powrót. Ale chyba w końcu wpadłem na to, co jest przyczyną problemów. Gdy pierwszy raz nawaliły mi kolana, to kilka rzeczy było tego dnia wyjątkowych niż zawsze: dwutygodniowa przerwa od roweru, powrót do starych butów z cieńszą podeszwą, nowe bloki w butach. Następnym razem poluzuję sprężyny w pedałach.
Środa, 17 lutego 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike

Night Bike

Rower:Wheeler
34.18 km (1.20km teren) czas jazdy: 02:09 h AVS:15.90km/h


Dzisiaj taki trochę nieudany night bike. Wyszedłem o 22:30, wróciłem o 1:00. Popełniłem błąd, ponieważ po wzroście temperatury i roztopach śniegu, plus dodatkowych opadach deszczu było mokro, chlapowato. Lepiej było wyjść wczoraj przy niższej temperaturze, ale przed stopieniem się śniegu. Chciałem pojechać do Polic asfaltem przez Głębokie i wrócić asfaltem przez Stołczyn, ale zawróciłem z powodu mgły i problemów z wilgocią na okularach.

Przetestowałem za to rękawiczki Shimano Windstopper Insulated na temperaturę 0-5 *C. Przy moim stylu jazdy będą ok w temperaturze od +2*C. Niestety prawa rękawiczka nie jest w stanie obsługiwać ekranu dotykowego, taki pic ten specjalny materiał. Zresztą podobna sytuacja była ostatnio w Shimano Gore-Tex.

Był jeszcze jeden test. Komina na szyję z decathlona. Poliestrowy, zdecydowanie cieńszy niż ten polarowy na prawdziwą zimę. Dał radę, ale trochę ciśnie w szyję i powinno być jeszcze cieplej by się prawdziwie spisał.
Wtorek, 2 lutego 2021Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Nigth Bike na północ

Rower:Wheeler
55.36 km (9.00km teren) czas jazdy: 03:20 h AVS:16.61km/h

Dzisiaj nocne wyjście. Pojechałem na północ sprawdzić prostą gravelową, która znalazłem w Komoot Planerze.


Liczyłem się ze śniegiem i trochę popadał w trakcie jazdy, ale ponieważ temperatura była w okolicy -2 *C, to raczej nie przemokłem, gdyż opad od razu zamarzał. W nocnej, zimowej aurze i z porysowanymi okularami owa droga nie robiła żadnego wybitnego wrażenia. Ot zwykła droga w lesie. Zobaczyłem jednego lisa, drugiego lisa lub psa potem widziałem na jakims osiedlu w Szczecinie.


W drodze powrotnej niepotrzebnie się wpakowałem w jakieś osiedle, bo GPS mnie tak pokierował. Wymyślił powrót terenem przez zaśnieżone ścieżki gruntowo-leśne. Dziękuję bardzo. Koniec końców i tak wróciłem do drogi głównej. Później jeszcze raz wjechałem w inne osiedle, ale to tak już trochę z pozycji siły, a nie po to by uniknąć ruchu samochodowego, którego i tak było niewiele.

Jako ciekawostkę napiszę, że spotkałem pod Policami transport ponadgabarytowy elementów do instalacji polipropylenowej w GA ZCh Police. Olbrzymi kolos jechał, załapałem się na procedurę przejazdu przez skrzyżowanie wraz ze zmiana kierunku ruchu.




Piątek, 25 grudnia 2020Kategoria .Wheeler., Night Bike, zz Foto zz

Night bike do Jeziora Świdwie

Rower:Wheeler
59.68 km (6.80km teren) czas jazdy: 03:23 h AVS:17.64km/h

Dzisiaj dokończyłem ostatnią nieudaną wycieczkę do Jeziora Świdwie. Spod domu wystartowałem dopiero o godzinie 16, więc światła dziennego właściwie nie miałem. Niezależnie od tego postanowiłem, że dzisiaj będzie mniej jazdy w terenie i pojechałem asfaltem do Pilchowa, Tanowa, Gunic, czyli do miejsca, gdzie ostatnio dotarłem terenem i gdzie wtedy zrezygnowałem z kontynuacji.


Niestety ta droga z płyt betonowych, którą poprzednio odkryłem w Gunicach wyjeżdżając z lasu, totalnie popsuła urok i terenowość trasy do Świdwia. Kiedyś była to droga gruntowo-szutrowa, jechało się w naturze, teraz jest stuk-puk, ponieważ między wspomnianymi płytami są bardzo szerokie spoiny. Im szersze spoiny, tym mniej użytych płyt i tym taniej w budowie. Dopiero w Węgorniku zaczęła się normalna ściecha leśna, tak około 1 km przed jeziorem.

Po wjechaniu w teren przywitało mnie błotko i przyatakowało mnie zimno. Zrobiłem przerwę i zdjąłem na chwilę rękawiczki. To było po kwadransie od przerwy w czasie której zdjąłem rękawiczki, a po ich ubraniu nie udało mi się już rozgrzać dłoni. Teraz musiałem włożyć obie dłonie pod kurtkę na kilka minut, bo bym nie wytrzymał z zimna. Dociepliłem się jeszcze dodatkowo rękawiczkami nitrylowymi i uzbrojony w 4 rękawiczki na każdej dłoni kontynuowałem moją niedolę. W dłonie nie było już od tej pory źle. Dzisiaj zabrałem ze sobą na przetestowanie nowe rękawiczki i wydaje mi się, że używając tego dobrobytu w różnych konfiguracjach mam w końcu zestaw, który w temperaturze +2 *C i wyżej sprawdzi się komfortowo, a w temperaturze od 0 *C do +2 *C jako tako. Tylko, że dzisiaj było nawet -2,2 *C. Wsród nowych fantów czekają jeszcze dwie pary rękawiczek. Jedna z nich to już wiem, że na nic mi sie nie przyda w takiej pogodzie, bo za cienka, a nad drugą będę musiał jeszcze popracować igłą i nitką we własnym zakresie, gdyż w środku są tak zeszyte, że krawędź materiału na szwie windstopera i zwykłej szmatki wbija mi się w palec. Takie uroki kupowania z neta.

Na stopach testowałem zimowe skarpetki z wełną, akrylem, elastanem i czymś tam jeszcze. Inaczej ubrałem lewą stopę, a inaczej prawą, żeby znaleźć zwycięską kombinację i muszę powiedzieć, że efekty są dobre, gdyby było tak zimno w poprzednie dwa wyjścia to bym nie wytrzymał. Mimo wszystko, nie jest to jeszcze koniec upgradów i będę polował na buty zimowe lub skuteczniejsze skarpetki zimowe.

W pierwotnym planie wycieczki chciałem okrążyć Jezioro Świdwie od północy zahaczając o Zalesie. To by jednak wydłużyło trasę, a moment decyzji zapadał chwilę po kryzysie termicznym dłoni i wolałem wybrać szybszy powrót, niż ryzyko, że będę jechał przez 15 minut, a potem przez kolejne 10 minut rozgrzewał dłonie i tak na zmianę.

Jeśli chodzi o kokpit, to dzisiaj mała zmiana. Przyszedł drugi uchwyt do Fenixa, a mam bardzo ciasno na kierownicy, więc nie zabierałem Bontragera jako backup. Zastanawiam się nad zmianą napędu na 9s w Wheelerze. Wtedy pozbyłbym się szerokiej klamkomanetki i wstawił manetkę i druga klamkę od Avida, co pozwoliłoby na łatwiejszy montaż drugiej lampki. Lewa manetka też przydałaby się do wymiany wtedy i byłby ładny komplet. Teraz mam manetkę z płynną regulacją, co samo w sobie jest bardzo dobre, bo rozwiązuje problem ocieraniem łańcucha, ale upierdliwe, bo wajcha manetki zachodzi na chwyt kierownicy.

Tak wygląda Fenix BC30 ustawiony na 1200 lm. Teoretycznie trzyma wtedy lekko poniżej 2h (w opisie nie podają na jakiej pojemności akumulatorów). W terenie to rzeczywiście pomaga, na szosie 500 lm jest aż nadto, przeważnie jeżdżę na 200 lm. W terenie 500 lm, to nieco za mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę dosyć skupioną wiązkę świetlną i więcej zakrętów niż na szosie. Nawet 1200 lm to nadal nie jest zbyt silne światło po zjechaniu z asfaltu.


Na mostku jeszcze poprzedni licznik, który dzisiaj mi zaszwankował i dopiero w trakcie wycieczki zaczął rejestrować aktywność. Kupiłem już drugi czujnik prędkości i kadencji do ROXa, ale jeszcze nie zmierzyłem obwodu koła. Next time.


A tak się prezentuje Bontrager Flare RT. Świetna lampeczka.

Ze Świdwia skierowałem się do Stolca, skąd wróciłem aż do Buku nową ścieżką rowerową wzdłuż granicy. Już jest wybudowana w całości. Miałem wrażenie, że cały czas jadę pod górkę. Żałuję, że późno dzisiaj wstałem, bo w świetle dziennym byłaby ciekawsza przygoda, tymczasem dzisiaj walory widokowe level 0, ale poruszać się za to poruszałem. Dzisiaj była pierwsza jazda po przerwie, gdy jadąc na rowerze MTB czułem go i nie musiałem łapać równowagi jak małe dziecko, które pierwszy raz w życiu jedzie na 2 kółkach.

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl